• Niedziela, 10 maja 2026

    imieniny: Antonina, Gardenii, Izydora

Nic nie jest jeszcze przesądzone

Wtorek, 19 maja 2015 (05:21)

Z dr. Przemysławem Wójtowiczem, politologiem, wykładowcą w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Który z wizerunków obu kandydatów na prezydenta był podczas niedzielnej debaty, Pana zdaniem, bardziej autentyczny?

– Co by nie powiedzieć o prezydencie Bronisławie Komorowskim, to trzeba obiektywnie stwierdzić, że przynajmniej w pierwszej części debaty telewizyjnej wypadł on nadspodziewanie dobrze. Druga część była już gorsza w wykonaniu obecnego prezydenta, natomiast fatalnie wypadły ataki personalne skierowane nie tyle bezpośrednio przeciwko Andrzejowi Dudzie, co przeciwko Prawu i Sprawiedliwości. Generalnie, wbrew temu co przed debatą twierdzili komentatorzy, że prezydent Komorowski zostanie wręcz zjedzony przez Andrzeja Dudę, politologiczna ocena tej debaty oscyluje wokół remisu.

W mediach panuje pogląd, że Bronisław Komorowski wypadł w debacie lepiej niż w kampanii, a Andrzej Duda odwrotnie. Czy debata kandydatów jest aż tak ważna w ostatecznym rozstrzygnięciu?

– Osobiście nie przywiązywałbym aż tak dużego znaczenia do debat. Można powiedzieć, że do wczorajszej debaty każdy z kandydatów bardzo dobrze się przygotował. To przygotowanie było szczególnie widoczne w przypadku prezydenta Komorowskiego, który wyraźnie odrobił lekcję. Obaj kandydaci sporo trenowali ze specjalistami różne warianty i w trakcie tej debaty było to widoczne. Nie można jednak powiedzieć, że ta debata wypadła źle dla Andrzeja Dudy. Może się jednak wydawać, że zarówno sam kandydat PiS, jak i jego sztabowcy liczyli na większe potknięcia Bronisława Komorowskiego, a to się nie udało. Być może to spowodowało, że pod koniec debaty widać było u Andrzeja Dudy lekkie zdenerwowanie. Nie oznacza to jednak, że jeden czy drugi kandydat wygrał tę debatę, której wynik według mnie pozostaje wciąż nierozstrzygnięty.

Może jednak sztab Andrzeja Dudy dał się trochę uśpić czołgającej się leniwej do tej pory kampanii Komorowskiego?

– Być może tak. Pamiętajmy jednak, że przed nami jeszcze co najmniej jedna debata telewizyjna w czwartek w TVN24 i do tego czasu sztab Andrzeja Dudy powinien zmodyfikować sposób jej prowadzenia i być może zachęcić kandydata PiS do nieco ostrzejszych, mniej ugrzecznionych wystąpień. Nie bez racji jest bowiem stare przysłowie, które mówi, że jeśli wchodzisz między wrony, musisz krakać tak jak one. Skoro prezydent Komorowski pozwala sobie na bardzo ostre docinki personalne zwłaszcza odnoszące się do PiS, to uważam, że Andrzej Duda tym bardziej powinien się czuć zwolniony z etykiety i przejąć podobny ton formułowania swoich wypowiedzi wobec swojego konkurenta.  

Czy, Pana zdaniem, straszenie Polaków Jarosławem Kaczyńskim i IV RP – do czego uciekał się Bronisław Komorowski – nie jest już zgraną kartą?

– To się okaże, ale moim zdaniem takiego ataku należało się spodziewać. Nie jest to zatem żadna nowość ze strony prezydenta Komorowskiego. Myślę, że zaskoczeniem może być to, że Bronisław Komorowski wypadnie w tej debacie całkiem nie najgorzej, co było widać chociażby w pewnym siebie sposobie mówienia.

Zatem Bronisław Komorowski wrócił do gry?

– Myślę, że Bronisław Komorowski nigdy nie wypadł z gry. Według mnie, szanse są wciąż wyrównane. Szanse obu kandydatów na wygraną oceniam pół na pół.

Patrząc na postawę w debacie prezydenta Komorowskiego, można powiedzieć, że haki są wciąż, żelaznym punktem i sprawdzonym sposobem na kampanię Platformy Obywatelskiej...

– Czy jest to sposób sprawdzony i jaki odniesie to skutek, to się okaże w niedzielę. Nie ulega jednak wątpliwości, że rzeczywiście był to najsłabszy, najgorszy element w wykonaniu Bronisława Komorowskiego. Niektóre haki były w wykonaniu urzędującego prezydenta wyjątkowo niesmaczne, nielicujące z pełnionym najwyższym urzędem w państwie, np. docinki dotyczące wypowiedzi asystentki ze sztabu Andrzeja Dudy. Kandydat PiS nie odpowiada za słowa, które każdy z jego sztabowców w przeszłości wypowiedział. Dlatego taki atak był poniżej pasa. Taka jest jednak kampania i tu nie ma sentymentów, a ostra walka o wysoką stawkę.

 

A zatem zadecyduje finisz...?

– Bez wątpienia końcówka kampanii będzie decydująca. Jest jeszcze kilka dni, wspomniana przeze mnie czwartkowa debata i wszystko może się jeszcze zdarzyć. Uważam, że kandydaci idą łeb w łeb. Na progu kampanii chyba nikt się nie spodziewał, że tak będą wyglądały ostatnie dni tego wyścigu. Przypomnę, że niektórzy wietrzyli nawet, że wybór prezydenta rozstrzygnie się w I turze. Natomiast mamy rozgrywkę do samego końca. Jako politolog muszę powiedzieć, że jestem z tego zadowolony, bo to pokazuje tak naprawdę jakość demokracji w naszym kraju. Tym wyścigiem wyborczym jako społeczeństwo pokazujemy, że mechanizmy wyborcze działają, że rywalizujący ze sobą kandydaci są autentyczni, że nie jesteśmy krajem, gdzie wszystko od początku do końca jest ustalone, a wynik z góry przesądzony. Z tego możemy być dumni. Czekamy zatem, co przyniosą wydarzenia najbliższych dni i na niedzielę, gdzie o wyborze prezydenta RP zdecydują sami Polacy.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki