• Niedziela, 10 maja 2026

    imieniny: Antonina, Gardenii, Izydora

Kukiz na fali

Wtorek, 12 maja 2015 (12:08)

Z dr. Marcinem Zarzeckim, socjologiem polityki i wicedyrektorem Instytutu Socjologii UKSW, rozmawia Rafał Stefaniuk.

Według oficjalnych wyników wyborów, Paweł Kukiz uzyskał prawie 20,8 proc. To dużo więcej, niż dawały mu sondaże…

– W przypadku Pawła Kukiza uaktywniło się zjawisko dobrze znane w socjologii niemieckiej, czyli tzw. spirala milczenia. Jeżeli w przestrzeni medialnej funkcjonuje dwóch głównych kandydatów, to zwiększa się presja na podawanie w badaniach demoskopowych właśnie ich jako osoby, na które odda się swój głos. Dzieje się tak zwłaszcza wtedy, kiedy rzeczywiście preferowany kandydat głosi radykalne poglądy. To jest - moim zdaniem - główny powód różnicy w badaniach sondażowych przed wyborami a tymi exit poll.

Czym Kukiz przyciągnął tak znaczną część społeczeństwa?

– Udowodnił nam, że poziom odczucia braku podmiotowości obywatelskiej czy braku reprezentantów w strukturach władzy wśród Polaków jest tak wysoki, że szukają kandydata antysystemowego. Co ciekawe, on nie tylko funkcjonował w marketingu politycznym jako kandydat antysystemowy, ale tym kandydatem antysystemowym rzeczywiście był i jest. Nigdy tego nie ukrywał, że bliżej jest mu do preferencji prawicowych niż lewicowych czy skrajnie liberalnych, ale nigdy nie był zaangażowany politycznie. Jego wynik pokazuje, że Polacy mówią stanowcze „nie” obecnemu systemowi partyjnemu.

Ale antysystemowy było również chociażby Janusz Korwin-Mikke.

– W wyborach do europarlamentu odniósł sukces. Potem coś się zaczęło dziać. A mianowicie doszło do powtórzenia kazusu Janusza Palikota. Początkowo Ruch Palikota był traktowany jako formacja antysystemowa, która z niezłym wynikiem znalazła się w parlamencie. Potem okazało się, że Ruch nie realizuje swoich założeń. Okazało się, że członkowie partii prezentowali mało czyste gry polityczne, zmieniali partie, stawali się kandydatami niezależnymi. Tak było i z Korwin-Mikkem. Udało mu się wejść na scenę polityczną, wydawało się, że zacznie poszerzać elektorat, a koniec końców jego partia - okazało się - nie jest monolitem. To zawsze jest źle odbierane przez wyborców. Jeżeli ktoś nie umie zadbać o swoje podwórko, to zaczynają się rodzić wątpliwości, które potem narastają. Z kolei Kukiz jest przedstawicielem muzyki antysystemowej, czym udało mu się trafić do młodych ludzi. Młodzi bardzo krytycznie postrzegają klasyczną scenę polityczną. Oni szukają nowości i nowego kandydata, kogoś spoza. Kukiz świetnie spełnia wszystkie te warunki. Potrafi mówić ludzkim językiem. Nie jest osobą figur retorycznych, które są związane z językiem polityki. To był język ludzi młodych, którzy poszukują swojego miejsca i chcą być bardziej aktywni.

Trzeba przyznać, że kandydaci antysystemowi byli specyfiką tych wyborów…

– Tak, ich liczba była dosyć znacząca. Mieliśmy dwóch kandydatów, którzy mogą być kojarzeni z reżimem politycznym, a reszta była antysystemowa. Nawet dr Magdalena Ogórek twierdziła przez całą kampanię, że nie jest związana z SLD. To - w mojej ocenie - było poważnym błędem. Nie wiem także, czemu miało służyć wystawienie Adama Jarubasa. PSL jest silnym koalicjantem, ale jak wystawia indywidualnych kandydatów, to zawsze przegrywa. Mieliśmy także szereg kandydatów, którzy chcieli reprezentować elektorat nieuczestniczący bądź niezwiązany z obecnym systemem politycznym.

Fenomen Pawła Kukiza utrzyma się do jesieni?

– To zależy tylko od niego. Na pewno będzie dyskontowany przez głównych graczy politycznych. Jeżeli nie zachłyśnie się swoim sukcesem wyborczym, jeżeli będzie się rzeczywiście przygotowywał i pielęgnował elektorat, a przy tym stworzy lepiej zorganizowaną formację polityczną, to tak. Z tym że jego grupa jest bardziej spontaniczna niż lojalistyczna. Udało mu się zmobilizować grupę na zasadzie kontry do głównych graczy systemu i on zawsze będzie tej kontry potrzebował. To będzie wymagało naprawdę precyzyjnych działań o charakterze politycznym i utrzymania odpowiedniego typu wizerunku kontestatora. To m.in. oznacza, że przez te dwa tygodnie nie będzie mógł poprzeć żadnego z kandydatów, bo to nie jest w jego interesie.

Paweł Kukiz i Janusz Korwin-Mikke zapowiadali budowę nowej formacji. Uda im się osiągnąć porozumienie?

– Takie rozmowy już pewnie były prowadzone, ale teraz sytuacja jest inna. Przed I turą Korwin-Mikke w tym dialogu występował jako doświadczony polityk, który ma zaplecze. Obecnie Paweł Kukiz jest graczem, który potrafił zmobilizować społeczeństwo. Osobiście nie uważam, żeby Kukiz potrzebował do zwycięstwa Korwin-Mikkego. To bardziej Korwin-Mikke potrzebuje Kukiza. Współpraca między obydwoma panami jest możliwa, ale nie sądzę, żeby była dla Kukiza opłacalna. Myślę, że on też potrafi kalkulować i wie, że ta współpraca byłaby skrajnie asymetryczna.    

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk