• Sobota, 9 maja 2026

    imieniny: Grzegorza, Kareny, Beginy

Król jest nagi

Czwartek, 9 kwietnia 2015 (18:16)

Sejm na półmetku kampanii wyborczej podjął temat in vitro. Głos w imieniu rządu z mównicy sejmowej zabrał minister zdrowia Bartosz Arłukowicz. Kwestia in vitro jest jednym z tych tematów, które szczególnie interesują Polaków. Wydawałoby się, że skoro rząd podkreśla znaczenie regulacji stosowania tej metody w Polsce, szef resortu zdrowia zapozna nas wszystkich z założeniami rządowego projektu. Tak się nie stało…

Minister Arłukowicz uraczył nas wystąpieniem stanowiącym klasyczny przykład niemerytoryczności. Tenże minister, przedstawiając projekt rządu, mówił przede wszystkim o projekcie Prawa i Sprawiedliwości i drugim projekcie PiS, który już został wycofany. Gdy skończył z projektem, to skupił się szczególnie na osobach  Jarosława Kaczyńskiego, Antoniego Macierewicza, o. dr. Tadeusza Rydzyka CSsR i Andrzeja Dudy. Napomknął także o kampanii wyborczej, a ja zadawałem sobie pytanie: gdzie jest meritum sprawy?! Nie usłyszeliśmy wiele o leczeniu niepłodności czy o osobach, które nie mogą mieć dzieci…

Właśnie takim wystąpieniem uraczył nas aktualny minister zdrowia! Minister, który od 4 lat kieruje tym resortem. Poza panią Ewą Kopacz nikt po 1989 r. nie był tak długo na tym stanowisku. Jak widać, skupiając się na ataku na opozycję, można zapomnieć o służbie zdrowia.

To jest dowód na to, skąd wzięły się rozmowy o in vitro właśnie teraz. Po ośmiu latach rządów, po pięciu latach, kiedy człowiek Platformy sprawuje urząd prezydenta, nagle w tyglu kampanii wyborczej wraca temat in vitro! Wracają także ustawy, które od kilku lat leżą w zamrażarce sejmowej. Nie mówi się za to nic o stanie służby zdrowia, nie słyszymy nic o sukcesach w leczeniu, a za to słyszymy wiele o opozycji. Przykro to przyznać, ale tak jest z każdym tematem w polskim Sejmie.

Widzimy teraz, że koalicja rządząca nie ma nic do zaoferowania społeczeństwu. Nie ma się także czym pochwalić. Jako że przyroda nienawidzi próżni, rząd skupia się już od wielu lat, za pomocą mediów mętnego nurtu, na atakowaniu Jarosława Kaczyńskiego czy o. dr. Tadeusza Rydzyka. Dzisiaj mieliśmy tego przykład.

Ta sytuacja ma miejsce tylko dlatego, że media mętnego nurtu na to pozwalają. Gdyby któryś z dziennikarzy tamtego środowiska krzyknął: król jest nagi, gdyby sparafrazował baśń Andersena i powiedział: chłopie, ty nie masz nic do powiedzenia, to może by się to zmieniło. Jednak media liberalne pozwalają na to, więc koalicja PO – PSL nie musi się wysilać. Nie musi pokusić się o refleksję nad problemem. Dlatego mamy to, co mamy – ataki personalne ponad merytoryką.

Jan Dziedziczak