Sędzia powinien być powściągliwy
Wtorek, 31 marca 2015 (21:06)Ze Stanisławem Piotrowiczem, posłem PiS, prokuratorem z 30-letnią praktyką, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Po wydanym wyroku przewodniczący składu sędziowskiego Wojciech Łączewski na jednym z portali społecznościowych napisał: „Oficer prowadzący kazał, to skazałem Mariusza Kamińskiego na 3 lata, bo jest uczciwy”. Czy to licuje z pozycją sędziego?
– Komentowanie własnego wyroku, w dodatku w taki sposób, dyskwalifikuje tego sędziego. To jest przerażające. Cechą sędziego powinna być powściągliwość, także medialna. Sędzia powinien być wolny od emocji, powinien orzekać w zgodzie z zaprezentowanym materiałem dowodowym, nie powinien ulegać jakimkolwiek sugestiom czy presji zewnętrznej. Mało tego, powinien swoim zachowaniem wzbudzać w społeczeństwie przekonanie, że jest wolny od jakichkolwiek nacisków. Co sędzia miał do powiedzenia, powinien – jeżeli uważał to za stosowne – to zrobić podczas ogłaszania wyroku. Natomiast dokonywanie tego typu dodatkowych komentarzy jest niedopuszczalne. Myślę, że to zachowanie powinno być przyczynkiem do tego, aby bliżej przyjrzeć się, czy sędzia zachowujący się w taki sposób daje rękojmię sprawowania wymiaru sprawiedliwości, czy zachowuje bezstronność i czy ma w sobie niezawisłość, do której środowiska sędziowskie przywiązują ogromną wagę. Sędzia Łączewski poprzez tego rodzaju wypowiedzi kwestionuje te dwie najistotniejsze cechy. Trudno mi ocenić, czym się kierował sędzia, wypowiadając te słowa, być może stoi za tym chęć przypodobania się, chęć zademonstrowania swojej dyspozycyjności… Taką dyspozycyjność prezentował wcześniej sędzia Ryszard Milewski, były prezes Sądu Okręgowego w Gdańsku, który stracił tę funkcję w związku z upublicznioną rozmową na temat afery Amber Gold, czy chociażby sędzia Igor Tuleja, znany ze sprawy doktora Mirosława G., sędzia, który też czynił wiele, żeby przypodobać się rządzącym oraz mediom głównego nurtu.
Od prawa do lewa pojawiają się różne opinie, m.in. ta, że wyrok w sprawie Mariusza Kamińskiego tak naprawdę kompromituje tego sędziego…
– W pełni podzielam ten punkt widzenia. Zarzuty, które zostały postawione Mariuszowi Kamińskiemu, są bezzasadne. Przede wszystkim trzeba jasno podkreślić, że CBA w tej sprawie nie wykonało żadnych czynności, które wiązałyby się z naruszeniem prawa. Zakup kontrolowany, wręczenie łapówki czy też nagrywanie lub podsłuch są to czynności dozwolone przez prawo w ściśle określonych sytuacjach. Są to zatem techniki dopuszczalne po uprzednim wyrażeniu zgody przez odpowiednie instancje. We wszystkich tych przypadkach wszelkie wymogi prawne zostały przez CBA spełnione, a funkcjonariusze biura prowadzący śledztwo mieli pozwolenie na prowadzenie takich działań wyrażone przez prokuratora generalnego, jak również Sądu Okręgowego w Warszawie w odniesieniu do podsłuchów.
Jak to możliwe, że przed kilku laty skład orzekający analizujący ten sam materiał dowodowy orzekł, że funkcjonariusze CBA nie naruszyli prawa? Co zatem takiego się stało, że teraz sąd orzeka inaczej?
– Wcześniej sąd zaraz po wniesieniu aktu oskarżenia umorzył postępowanie ze względu na brak podstaw do oskarżenia. Proszę zwrócić uwagę, że jest to sytuacja wyjątkowa. Byłem prokuratorem przez 30 lat i w tym czasie w mojej praktyce nigdy nie zdarzył się przypadek, ażeby po wniesieniu oskarżenia sąd stwierdził, że nie przystąpi do rozpoznawania sprawy, że nie wywoła rozprawy z tego względu, że oskarżenie nie zawiera podstawowych dowodów na jego poparcie. Mieliśmy do czynienia z sytuacją wyjątkową świadczącą o tym, że prokurator wobec braku jakichkolwiek dowodów postanowił oskarżyć Mariusza Kamińskiego. Można powiedzieć, że wówczas sędzia zachował się w sposób niezależny, niezawisły i dokonał właściwej oceny dowodów. Natomiast teraz mamy do czynienia z sytuacją zgoła odmienną, kiedy na zamówienie polityczne wyrok zapaść musiał, i to wyrok skazujący, i zapadł.
Mamy do czynienia z polityczną zemstą?
– Proszę zwrócić uwagę na całe tło polityczne i okoliczności, w jakich doszło do oskarżenia Mariusza Kamińskiego; stało się to po tym, jak ujawnił największą aferę ostatnich lat, kiedy CBA ujawniło tzw. aferę hazardową. W sprawie tej afery niestety nie zrobiono nic. Nie wyjaśniono tej sprawy, nie potoczyło się właściwie śledztwo, nie zezwolono na komisję śledczą, natomiast zastosowano odwet polityczny, tego, który aferę ujawnił, oskarżono. Warto przypomnieć, że w ostatnich latach, kiedy rządzi koalicja PO – PSL, żadna afera nie została wyjaśniona, natomiast mamy do czynienia ze ściganiem tych, którzy mieli czelność te afery ujawnić i o tych aferach otwarcie mówić. To pokazuje, w jakim stanie jest dzisiaj państwo polskie. Nie ulega dla mnie wątpliwości, że jest to zemsta polityczna i działanie zmierzające do wyeliminowania wartościowego, prawego, szlachetnego, pryncypialnego człowieka, jakim jest Mariusz Kamiński, dla którego prawo stanowi wartość. To próba wyeliminowania człowieka, który tropił afery, wypełniał to, do czego był zobowiązany. Wiem, co mówię, bo kiedyś miałem przyjemność i zaszczyt z nim współpracować, kiedy byłem wiceministrem koordynatorem do spraw służb specjalnych.
Czy często zdarza się, że wyrok sądu okazuje się ostrzejszy od żądań prokuratury?
– Rzadko się zdarza, żeby sąd był surowszy od wnioskowania prokuratorskiego. Regułą kontradyktoryjnego postępowania jest to, że to prokurator oskarżający jest tą surowszą stroną w ocenie, obrona dąży do tego, aby wyrok był jak najmniej surowy, a sąd pełni rolę arbitra, który ma za zadanie te dwie racje pogodzić czy wypośrodkować. Natomiast do sporadycznych można zaliczyć przypadki, kiedy sąd wychodzi poza wnioski prokuratorskie.
O czym zatem świadczy orzeczenie sądu, z którym mieliśmy do czynienia w odniesieniu do Mariusza Kamińskiego?
– Może to świadczyć o wyjątkowym zaangażowaniu sędziego, co więcej – zaangażowaniu niekoniecznie motywowanym dowodami, a bardziej poprawnością polityczną.
Czy krytykowanie wyroku, jaki zapadł, jest ingerowaniem w niezawisłość sądu, jak utrzymuje PO?
– W mojej ocenie, sędzia Wojciech Łączewski sprzeniewierzył się w swej niezawisłości sędziowskiej. Być niezawisłym oznacza niezawisłość mieć w sobie, trzeba być odpornym nie tylko na wyrażane wprost sugestie, ale również na te płynące z mediów. Sędzia powinien bezstronnie oceniać zgromadzony materiał dowodowy, a swoje poglądy polityczne zostawić poza salą sądową. Trudno sobie wyobrazić, żeby człowiek nie miał poglądów politycznych, sędzia również ma prawo do poglądów politycznych, ale te nie powinny mieć wpływu na to, co czyni orzekając, a więc na jego decyzje sądowe. Myślę, że czas pokaże, że sprawiedliwość ujrzy światło dzienne. Natomiast ten sędzia, w mojej ocenie, jest negatywnym symbolem polskiego wymiaru sprawiedliwości, a jego decyzja kojarzy mi się z tym, co zrobił wspomniany już sędzia Ryszard Milewski. Sędzia ten pokazał swoją dyspozycyjność wobec obozu rządzącego, wszyscy pamiętają, jak deklarował swoją lojalność wobec władzy, gotowość ukształtowania procesu w taki sposób, żeby Kancelaria Prezesa Rady Ministrów, wówczas premiera Donalda Tuska, była z niego zadowolona.
Według sondażu CBOS z ubiegłego roku, ok. 50 proc. Polaków nie ma zaufania do wymiaru sprawiedliwości. Jaka jest kondycja naszego wymiaru sprawiedliwości?
– Polacy w sposób właściwy diagnozują sytuację. Chciałbym jednak w swej ocenie być bezstronny. Jest oczywiste, że ci, którzy wygrywają sprawy w sądach, są z pracy tych instytucji w jakimś stopniu zadowoleni, i odwrotnie – ci, którzy przegrywają, są pełni krytyki. Jednak nawet ci, którzy wygrywają, zadają pytania w rodzaju: „Dlaczego na sprawiedliwość trzeba było czekać tak długo?”. Szczególnie w ostatnim czasie dowiadujemy się o przypadkach skandalicznych orzeczeń sądowych, co nie pozostaje bez wpływu na wizerunek sądów. Możemy sobie wyobrazić, że takich sędziów jak wspomniany sędzia Milewski jest w Polsce więcej. Trzeba też powiedzieć – bo każde uogólnienie byłoby krzywdzące – że są sędziowie prawi i szlachetni, kwestią pozostaje proporcja. Mianowicie ilu jest tych szlachetnych, sprawiedliwych, ludzi sumienia, a ilu jest sędziów sprzedajnych, którzy orzekając, realizują własne sympatie czy antypatie polityczne, którzy kierują się doraźnymi interesami. Tego oczywiście nie wiemy, ale śmiało możemy powiedzieć, że to zjawisko jest dość znaczne. To wszystko powoduje, że istnieje potrzeba reformy wymiaru sprawiedliwości. Tej reformy nie da się przeprowadzić poprzez wdrożenie określonych procedur – co owszem jest ważne, ale przede wszystkim należy zadbać o to, żeby sędziami zostawali ludzie sumienia, ludzie prawi, a tego żaden uniwersytet nie nauczy, jeżeli człowiek nie ma tego w sobie. Dlatego tak ważne były i wciąż są słowa, jakie 22 maja 1995 r. w Skoczowie wypowiedział św. Jan Paweł II, kiedy apelował o ludzi sumienia.
Jakimi cechami powinien odznaczać się sędzia orzekający w procesach?
– Oczywiście ogromnie ważna jest znajomość prawa i biegłość w prawie, ale nic ona nie znaczy wtedy, kiedy człowiek nie ma wrażliwości, kiedy nie ma w sobie tego, o czym już powiedziałem, a mianowicie poczucia sprawiedliwości i poczucia niezawisłości. Nieraz w środowiskach sędziowskich słyszałem głosy, że politycy powinni podejmować działania zmierzające do zagwarantowania niezawisłości sędziowskiej. Wówczas odpowiadałem, że żadne, nawet doskonałe prawo nie jest w stanie stworzyć takiego komfortu, bo tę niezawisłość człowiek musi mieć najpierw w sobie.
Czy mówienie, że zbliżamy się do białoruskich standardów, nie jest nadużyciem?
– Jeżeli nie ma niezawisłych sądów, to o państwie demokratycznym nie ma mowy. Bodajże dwa lata temu gościem sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka był jeden z profesorów z Izraela, który z dumą mówił o demokratycznym państwie, w którym przyszło mu żyć. W tej jego wypowiedzi uderzyły mnie trzy rzeczy. Pierwszą, może mniej ważną w tej sprawie, o której teraz rozmawiamy, jest spór polityczny, który jest istotą państwa demokratycznego. Drugą sprawą, jaką poruszył, jest to, że media zawsze stoją w opozycji do rządzących, bo ich rolą jest kontrolować sprawujących władzę, bez względu na to, kto ją sprawuje w danym momencie. Media zawsze mają kontrolować władzę i informować o tym społeczeństwo. Trzecią kwestią, jaką poruszył, było to, że nawet najlepsze prawo, najlepsza konstytucja nic nie znaczą, jeżeli nie ma niezawisłych sądów. Jednocześnie dodał z dumą, że jego kraj dopracował się takich sądów. Słuchając tego, pomyślałem sobie z przykrością, że szkoda, iż w Polsce wciąż nie dopracowaliśmy się tych ważnych standardów.
Proszę rozwinąć swoją myśl...
– Po pierwsze, media tzw. mętnego nurtu nie relacjonują i nie informują rzetelnie społeczeństwa o tym, co się dzieje w państwie, ale biorą udział w tej grze. Jeżeli zaś chodzi o sądy, to życie pokazuje, że niestety w znacznej części sądy idą tą samą drogą, co wspomniane media, i kosztem swej bezstronności, kosztem niezawisłości wdają się w grę polityczną. Przykładem może być zestawienie dwóch orzeczeń sądowych w tej samej sprawie dotyczącej tej samej sprawy działań CBA w związku z aferą gruntową. Pierwsze sprzed kilku lat mówi, że nie ma żadnych podstaw do oskarżenia, w związku z czym sąd umarza sprawę wobec braku podstaw do oskarżenia. Nie chodzi tu nawet o stuprocentowe dowody, ale o brak jakichkolwiek podstaw, dowodów do tego, aby wyznaczać rozprawę. Kierując oskarżenie, jakieś dowody przynajmniej uprawdopodabniające fakt popełnienia przestępstwa przez daną osobę powinny istnieć. Tymczasem sędzia stwierdził, że to, co prokurator przedstawił, takich cech nie zawiera. W związku z tym umorzył postępowanie przed wyznaczeniem rozprawy. Teraz, po kilku latach, drugi sędzia na podstawie tych samych przesłanek czy dowodów stwierdza, że jednak przestępstwo miało miejsce, mało tego – dodatkowo feruje tak surowy wyrok.