Fundowanie in vitro z pogwałceniem prawa
Czwartek, 25 października 2012 (02:25)Jaskrawe kłamstwa, cynizm, arogancja i stare slogany – tak podsumowałbym wypowiedź Donalda Tuska z 22.10 br. uzasadniającą dofinansowanie procederu in vitro z pieniędzy podatnika w ramach „programu zdrowotnego”.
Jeśli dofinansowanie in vitro z jego wiadomymi kulisami, jak zamrażanie zarodków i eugenika preimplantacyjna, uzasadnia się „bezpieczeństwem zarodków”, jak to uczynił premier, to albo jest się ignorantem, albo z premedytacją kpi się z intelektu słuchaczy.
W przypadku Tuska zachodzi jedno i drugie. Swojego uzasadnienia nie napisał jednak zapewne sam. Widać w nim ślad argumentacji, jaka płynie z Polskiego Towarzystwa Medycyny Rozrodu.
Oficjalnie wiadomo, że to ono przygotowało program zdrowotny jako podkładkę do wątpliwej uchwały rady miasta o finansowaniu in vitro w Częstochowie.
Kręci się również w wielu rządowo-sejmowych kuluarach i warto byłoby bliżej przyjrzeć się temu lobby. To jego członkowie, współwłaściciele klinik in vitro z kilku miast, podpierający się bezkarnie afiliacjami państwowych uczelni, będą bezpośrednimi beneficjentami ideologicznego projektu finansowanego z naszych kieszeni.
To oni na łamach popularnej prasy medycznej zaprzeczają oczywistym faktom. Kłamią na przykład, jakoby w in vitro nie ginęły zarodki, eufemistycznie nazywając to „obumieraniem”, a prawdę dotyczącą wielu kwestii nazywają „mitami”.
Cała ta sofistyka odbija się w przemówieniu Tuska jak w lustrze. Zresztą większość jego przemówień sprawia wrażenie, że to marionetka powtarzająca to, co podsuną jej inni.
Despotyczna decyzja Tuska
Zaskakuje jednak determinacja, z jaką z dnia na dzień, po wstępnych zapowiedziach, Tusk przed kamerami ogłasza dofinansowanie in vitro. Oczywiście sprawa przygotowana była wcześniej, ale według niektórych ma być to również swoiste „zadośćuczynienie” za niepoprawne głosowanie części posłów PO przeciwko aborcji eugenicznej.
Za robienie sobie PR przed środowiskami lewackimi Tusk lekką lekką szasta kilkuset milionami publicznych pieniędzy, podczas gdy Centrum Zdrowia Dziecka bankrutuje i nie widać woli konkretnej pomocy ze strony ministra zdrowia i rządu. To niebywały cynizm i rażący brak odpowiedzialności. Logicznie należałoby najpierw zapewnić bezpieczeństwo oddziałom neonatologii i pediatrii, skoro wiadomo, że in vitro wiąże się ze zwiększonym ryzykiem wad wrodzonych dzieci poczętych tą drogą. Co w to miejsce jest w stanie zaproponować Tusk?
Na tle rugania posłów PO za głosowanie przeciwko aborcji eugenicznej odpowiedź jest jasna. Alternatywnie – zaprzeczanie związku z wadami głosami przedstawicieli biznesu in vitro.
I wreszcie arogancja wobec władzy ustawodawczej. Jeśli każdy bezecny pomysł można wprowadzać „szybką ścieżką administracyjną” z pominięciem parlamentu, to warto przypomnieć sobie z historii, o ile jeszcze nam jej nie zatarto, do czego Tusk również zmierza, czym kończyły się rządy takich despotów. Z perspektywy historii oceniamy Hitlera, ale czy historia nie powtarza się aktualnie w wielu miejscach na świecie, nie tylko w krajach Afryki, słynących z różnych przypadków despotycznych zarządców?
Mam nadzieję, że część posłów PO wyciągnie wnioski i jednak nie da się zastraszyć wyrazowi twarzy premiera.
Łamanie kodeksu karnego
Dofinansowanie in vitro nie ma żadnego uzasadnienia prawnego, dokładnie tak samo jak sama procedura, która jest, prosto mówiąc, nielegalna.
Co więcej, in vitro w świetle kodeksu karnego jest przestępstwem, jako że z premedytacją w przypadku wielu embrionów, zwłaszcza chorych, „powoduje uszkodzenie ciała dziecka poczętego lub rozstrój zdrowia zagrażający jego życiu” (art. 157a kodeksu karnego), a ponadto stymulacja hormonalna kobiety wiąże się z narażaniem jej na „rozstrój zdrowia” (art. 157 kodeksu karnego). Tak więc Tusk zmusza nas do współfinansowania przestępstwa.
Forsowanie in vitro z pogwałceniem prawa przypomina metody lobby aborcyjnego, którego taktykę środowisko in vitro doskonale odwzorowywuje.
Mam nadzieję, że posłowie kierujący sprawę do Trybunału Konstytucyjnego szybko zdemaskują te bezprawne działania, które dyskwalifikują Tuska jako premiera rządu, a nawet jako zwykłego urzędnika. To niepoważne postępowanie typowe dla przysłowiowych chłopaków z dawnego KLD, których nazwiska przewijają się ostatnio w mediach na tle innych afer.
Posunięcie premiera należy także ocenić ściśle w kategoriach moralnych. Tusk przebrał miarę zła, szydząc z prawa naturalnego i Bożego, znając dobrze nauczanie Kościoła katolickiego. Jest przecież premierem katolickiego kraju, przez co zaciąga jeszcze większą winę. Liczymy na stanowczy głos naszych pasterzy.
Współczesny handel ludźmi
Nie może być przecież tak, że wąska grupa interesu wodzi za nos cały naród, drenując kieszenie podatników na działania niegodziwe, które zaliczyć trzeba do współczesnego handlu ludźmi.
Do tego procedura ingerująca w genom ludzki naraża przyszłe pokolenia na nieobliczalne skutki. Ale to oczywiście zbyt skomplikowane, by mieściło się w ramach uproszczonej wizji świata podawanej do wierzenia w ramach propagandy.
Widać tu również szeroką potrzebę formacji i uświadamiania. Pewne doświadczenie już mamy, gdyż symptomy cywilizacji śmierci w tym zakresie, jej retoryka i sofizmaty, są podobne jak w przypadku „aborcji”.
Mimo tego świadomość w kwestii zła in vitro w wielu przypadkach urąga inteligencji ludzkiej, czego przykładem jest operowanie ambiwalentnymi pojęciami, jak np. „mrożaki”, przez kobiety poddane temu zabiegowi, co ma mieć niby pozytywny wydźwięk w stosunku do zarodków ludzkich zamrożonych w ciekłym azocie.
Drugi aspekt moralny to zmuszanie do współfinasowania zła przez innych. Osobiście stanowczo nie wyrażam zgody na to, aby pieniądze pochodzące również z moich podatków przeznaczane były na propagowanie zła.
Jeśli Tuskowi rzeczywiście zależy na „przyroście naturalnym”, niech swoje działania zacznie od wycofania skandalicznej refundacji środków antykoncepcyjnych, zamiast powtarzać slogan podsunięty przez przemysł rozpłodowy.
To właśnie używanie takich środków prowadzi do bezpłodności, zarówno przez ich bezpośrednie skutki zdrowotne, jak i odkładanie poczęcia do czasu, w którym bezpłodność staje się doskonałym biznesem dla klinik in vitro.
Autor jest lekarzem specjalizujacym się w chorobach wewnętrznych, a także doktorem habilitowanym nauk chemicznych.
Dr hab. Andrzej Lewandowicz