• Sobota, 9 maja 2026

    imieniny: Grzegorza, Kareny, Beginy

Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek

Poniedziałek, 16 marca 2015 (20:13)

Z Janem Marią Jackowskim, senatorem Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Rafał Stefaniuk

Bronisław Komorowski podpisał ustawę zezwalającą na ratyfikację konwencji przemocowej mimo zapewnień, że ciągle trwają prace nad zbadaniem jej konstytucyjności. Dlaczego więc zdecydował się na ten ruch?

– Wyraźnie widać, że jest to decyzja o charakterze wyborczym i uśmiech w stronę lewicy. Decyzja ta jest nieprzemyślana, nieodpowiedzialna, koniunkturalna i po wysłuchaniu tłumaczeń prezydenta, dlaczego podpisał ustawę, świadcząca również o ignorancji. Prezydent wyraźnie nie wie, co ona zawiera. Wspominał, że dzięki konwencji możliwe będzie ściganie gwałtów z urzędu, a przecież już taka możliwość istnieje. Prawnie nie wnosi więc nic przełomowego, ale ideologicznie już tak.

Prawicowy elektorat zapomni do czasu wyborów o tym podpisie? Taką strategie przyjął sztab prezydenta?

– Tak, to może być część wielkiej kalkulacji. Jednakże bardziej niż obliczeń wyborczych obawiałbym się zagrożeń, jakie konwencja ze sobą niesie. A przecież naruszeń Konstytucji jest sporo. Przeraża mnie również, to że prezydent, który jest strażnikiem Konstytucji, lekką ręką podpisuje ustawę, która upoważnia go do ratyfikacji konwencji. Przeraża mnie również obłuda głowy państwa, który uważa się za katolika, a robi wszystko, aby wprowadzić konwencję uderzającą w Kościół katolicki. Widzimy tutaj wyraźnie sens powiedzenia „Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek”. Prezydent z jednej strony mówi dużo o wartościach chrześcijańskich, a z drugiej wprowadza ten lewicowy dokument. W sumie takiemu działaniu prezydenta nie ma się co dziwić. Obłuda jest normą w szeregach Platformy Obywatelskiej.

Akcentuje się rolę prezydenta w zastopowaniu ratyfikacji konwencji, dlaczego? Przecież po ratyfikacji będzie możliwe zaskarżenie jej do Trybunału Konstytucyjnego.

– Oczywiste jest, że Trybunał mógłby działać w sposób wolny. Jednakże w momencie, gdy konwencja zostanie ratyfikowana, to  wtedy na podstawie art. 9 Konstytucji, który mówi, że „Rzeczpospolita Polska przestrzega wiążącego ją prawa międzynarodowego”, konwencja stałaby się częścią naszego prawa. I gdyby Trybunał orzekł, że którykolwiek z zapisów konwencji byłby sprzeczny z naszą Konstytucją, to nie będzie chciał brnąć dalej w niekonstytucyjność. Wzięłoby się to stąd, że uznano by, że Polska przyjęła na siebie zapisy konwencji w momencie ratyfikacji, a to za sprawą właśnie art. 9. Jest to jedna z obaw, która towarzyszy badaniu zgodności z Ustawą Zasadniczą po ratyfikacji.  Ostatecznie trudno jednoznacznie stwierdzić, jak zachowa się Trybunał. Dlatego bezpieczniejszym rozwiązaniem byłoby prewencyjne skierowanie konwencji do Trybunału. A jest to ruch, który może zrobić tylko i wyłącznie prezydent. Polega on na wysłaniu dokumentu do Trybunału jeszcze przed jego ratyfikacją. Wydaje się oczywiste, że prezydent, który jest strażnikiem Konstytucji, powinien to zrobić. Bronisław Komorowski jednak unika tego rozwiązania, co jest dla mnie nielogiczne.           

Wiele tysięcy osób wysyła do prezydenta apele z prośbą o zastopowanie ratyfikacji konwencji. Prezydent wsłucha się w ten głos?

– Ma jeszcze taką szansę. Czy to zrobi? Tego nie wiem. Podpisana ustawa daje prezydentowi jedynie możliwość ratyfikacji konwencji. Z kolei sama ratyfikacja to już jest oddzielne postanowienie prawne. Z wypowiedzi prezydenta, który stwierdził, że jego prawnicy nie widzą niekonstytucyjności dokumentu, można wywnioskować, że nie wsłucha się w głos społeczeństwa. Uważam jednak, że te apele są słuszne i mimo wszystko warto próbować.

Prawo i Sprawiedliwość podtrzymuje deklaracje o wypowiedzeniu konwencji po jesiennych wyborach?

– Deklaracja ta jest jak najbardziej aktualna. Jednakże do tego potrzebne jest zwycięstwo w wyborach prezydenckich i parlamentarnych. 

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk