• Piątek, 10 kwietnia 2026

    imieniny: Michała, Makarego

In vitro POZAUSTROJOWO

Środa, 24 października 2012 (02:08)

Środowiska pro-life krytycznie oceniają rządowy projekt refundacji in vitro drogą odrębnego "programu zdrowotnego". W ich ocenie, to próba wprowadzenia do porządku prawnego technologii sztucznego rozrodu tylnymi drzwiami.

- To wyraźna wolta premiera, który jeszcze kilka lat temu mówił, że projekt ustawy o in vitro ma iść w kierunku poszanowania godności embrionu ludzkiego. Teraz głosi on zupełnie odmienne stanowisko: legalizacja in vitro, wykonywanie tej procedury właściwie bez żadnych ograniczeń - wskazuje w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" Paweł Wosicki z Polskiej Organizacji Ruchów Obrony Życia.

- Panu premierowi wyraźnie zależy na aliansie ze środowiskami lewicowymi, stąd zmiana poglądów - dodaje.

W ocenie Wosickiego, proponowana przez rząd procedura regulowania in vitro za pomocą programu zdrowotnego to zamach na demokrację.

- W Sejmie jest szereg projektów o in vitro, w tym te, które wprost zakazują stosowania tej procedury. I które wcale nie są bez szans, co pokazało ostatnie głosowanie nad tzw. przesłanką eugeniczną, za zniesieniem której głosowała grupa posłów z rządzącej koalicji. Tu jest klucz do obecnego zachowania premiera - 40 posłów PO opowiedziało się za obroną życia! Dlaczego w sytuacji, gdy nie ma pieniędzy na służbę zdrowia, premier wydaje miliony na procedury nieakceptowalne moralnie? - pyta nasz rozmówca.

- Legalizacja in vitro tylnymi drzwiami, z pominięciem głosu parlamentu w tej sprawie, jest niczym innym jak naginaniem prawa do aktualnego zapotrzebowania politycznego - mówi ks. prof. Franciszek Longchamps de Bérier, członek Zespołu Konferencji Episkopatu Polski ds. Bioetycznych, w rozmowie z KAI.

Jak zaznacza, zapowiedziany program zdrowotny dla in vitro budzi poważne zastrzeżenia, "w tym obawy dotyczące jakości prawa, czy wręcz psucia prawa".

- Ustawa o działalności leczniczej wymaga, aby to, czym jest "świadczenie zdrowotne", zostało konkretnie zdefiniowane w akcie rangi ustawowej, a więc nie przez działanie samej władzy wykonawczej: premiera czy ministra. Musi to przejść przez parlament. Nie ma natomiast ustawy, która by definiowała in vitro jako świadczenie lecznicze - zauważa profesor.

Jak podkreśla, bezzasadne jest regulowanie in vitro programem zdrowotnym, gdyż ta procedura nie leczy bezpłodności, lecz próbuje zaradzać jej skutkom. Nie posłuży więc poprawie stanu zdrowia.

Toteż naukowe i prawne uzasadnienie dla wprowadzania procedury in vitro programem zdrowotnym jest co najmniej wątpliwe. Nie rozwiązuje bowiem w żadnym razie samego problemu bezpłodności. A decydując się na podobny program zdrowotny, balansuje się na krawędzi naukowej zasadności.

Znieść przesłankę eugeniczną

- Pan premier wzywa do tego, by zabijać dzieci, u których zachodzi podejrzenie wystąpienia choroby genetycznej. In vitro także jest niczym innym jak zabijaniem tzw. nadliczbowych embrionów. Wszystko to ma być fundowane z pieniędzy publicznych - zauważa Mariusz Dzierżawski, członek Rady Fundacji PRO - Prawo do Życia.

Wczoraj członkowie fundacji pikietowali pod Sejmem. Wystawiono banner przedstawiający ciało abortowanego dziecka. Projekt znoszący tę przesłankę wniósł do Sejmu klub Solidarnej Polski.

W ubiegłym tygodniu posłowie zdecydowali o skierowaniu projektu do prac sejmowych komisji. Wczoraj na połączonych komisjach sejmowych: Zdrowia i Polityki Społecznej i Rodziny, przeprowadzono jego drugie czytanie.

Prace komisji rozpoczęły się dopiero późnym popołudniem. Ale już wcześniej politycy Solidarnej Polski apelowali o poparcie polityków bez względu na preferencje polityczne.

- Po raz pierwszy od blisko dwudziestu lat polski parlament rozpocznie prace nad zmianą Ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży. Z ostatnich badań, które przeprowadziło CBOS, wynika, że maleje przyzwolenie na aborcję, także na aborcję eugeniczną. Przeciwko legalności aborcji są szczególnie ludzie młodzi, do 30. roku życia. Dziś, gdy będzie procedowana ta inicjatywa, Solidarna Polska prosi o współpracę wszystkich polityków, również Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego - mówił Arkadiusz Mularczyk. Losy projektu są niepewne.

Anna Ambroziak