• Sobota, 9 maja 2026

    imieniny: Grzegorza, Kareny, Beginy

Prawda historyczna powinna podnosić nas z kolan

Piątek, 6 marca 2015 (09:44)

Z dr. Mariuszem Bechtą, historykiem, pracownikiem naukowym Oddziałowego Biura Edukacji Publicznej IPN w Warszawie, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Niedawno w całej Polsce obchodziliśmy kolejny Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”. Tymczasem cieniem na pamięć o bohaterach kładzie się sprawa wątpliwości co do nadania I Liceum Ogólnokształcącemu we Wrocławiu imienia Danuty Siedzikówny „Inki”…

– Zapewne szum informacyjny w mediach elektronicznych wokół sporu o nowego patrona tej placówki szkolnej wynika głównie z ogromnych emocji wywoływanych przez żywą pamięć o tej sanitariuszce konspiracji antykomunistycznej z Białostocczyzny. Dzięki wieloletniemu uporowi historyków IPN, i nie tylko nim, Danuta Siedzikówna personifikuje – moim zdaniem – mit założycielski młodego pokolenia: buntu wobec zastanej obmierzłej rzeczywistości kraju, który nie radzi sobie z wyzwaniami współczesności.

Przykład niezłomnej sanitariuszki, który jest czytelny dla młodzieży i rodziców niekoniecznie przekonywał rzekomych „absolwentów szkoły”…?

– Tak to niestety już jest, że z garbem przeszłości po Polsce „ludowej” mierzymy się jako zatomizowane społeczeństwo już od ćwierćwiecza. Z boku wygląda to na intelektualną atrofię; zanik instynktu samozachowawczego wśród „więźniów” (naszych rodziców i dziadków) żywotów przeżytych w stanie umysłowego niewolnictwa. Z takim bagażem negatywnych emocji przychodzi się mierzyć młodym ludziom urodzonym w radykalnie odmienionej rzeczywistości politycznej, po końcu instytucjonalnego końca komunizmu w kraju w 1989 r. Niby wiele się zmieniło, ale – jak pokazuje życie – bardzo niewiele. Jest to pozorny paradoks dnia dzisiejszego, który trąca uczuciem osuwania się w odmęty relatywizmu moralnego podlanego sosem postmodernizmu i całej tej przepoczwarzonej rewolty prawo człowieczeństwa wobec świata Tradycji.

Komu może przeszkadzać „Inka” – postać zasłużona dla polskiej wolności?

– Warto zachować umiar przy ocenie Danuty Siedzikówny „Inki”. Trudno ważyć jej życie na szalach dobra i zła w okresie masowego terroru bezpieki w sowietyzowanym kraju po II wojnie światowej. Wielu patriotów oddało swoje życie za Ojczyznę, przed i po jej kaźni w Gdańsku. Wartość moralna jej niewzruszonej postawy w obliczu śmierci musi budzić szacunek. To pewnie jakiś archetyp umiłowania bezinteresownej wolności, której szukamy w bliźnich na co dzień. Wyrzut sumień… 

We Wrocławiu nie chcieli, ale ostatecznie po protestach zdecydowano jednak, że „Inka” będzie patronką szkoły. Tymczasem Muzeum Historii Polski objęło patronatem plebiscyt jednego z miesięczników na polskiego bohatera II wojny światowej, gdzie wśród „kandydatów” jest gen. Zygmunt Berling…

– Te konwulsje będą wstrząsać polską historiografią jeszcze długie lata. Niechęć do prawdy historycznej wśród historyków w imię politycznej poprawności tylko pogłębia chaos pojęciowy i wprowadza dezinformację w społeczeństwie poddanym praniu mózgów już od ustawowego szóstego roku życia. 

Jak wśród młodych przebija się pamięć o Żołnierzach Niezłomnych?

– Moim zdaniem, jest to nadal fascynacja dość powierzchowna, momentami wręcz naiwna. Jednocześnie podnoszona przez młodych cnota heroizmu „Wyklętych” jest jak najbardziej słusznie obranym drogowskazem. Należy mieć nadzieję, że po zapamiętaniu litanii nazwisk, pseudonimów i miejsc starć z reżimem komunistycznym ci młodzi ludzie, niejako „umundurowując” swoje dusze, będą zdolni także podjąć bój o swoją tożsamość, którą muszą przecież zdefiniować w opozycji do czasów upadku Polski w II połowie XX wieku.

W ostatnich dniach poznaliśmy nowe nazwiska osób z podziemia niepodległościowego zidentyfikowanych podczas prac ekshumacyjnych prowadzonych przez zespół prof. Szwagrzyka. Jak ważne są te ekshumacje?

– Szacunek dla ciał zamordowanych bohaterów czy zwyczajnych ludzi, którzy zmarli w naturalny sposób, to cecha tradycjonalistycznego spojrzenia na świat. Julius Evola miał rzec, że krew bohaterów jest bliższa bogom niż inkaust uczonych czy szepty kapłanów. Warto ten pogląd schrystianizować i rozciągnąć na naszych „Wyklętych” z okresu Powstania Antykomunistycznego. Gdy niewierzący kpt. Tadeusz Gajda „Tarzan” z NZW skazany na śmierć odzyskał wiarę w Boga, osadzony z nim konspirator wspomniał: „W piwnicy [PUBP w Tarnowie] na ul. Malczewskiego zauważyłem [Józef Lulek] wiszący na pryczy olbrzymi różaniec ze sznurka papierowego, a paciorki z chleba nieprawidłowo zrobione. Postanowiłem z niego zrobić trzy różańce. »Tarzan« poprosił o jeden, sam zrobił sobie krzyżyk do niego i pomalował sadzami na czarno. Następnie poprosił mnie, abym go nauczył odmawiać różaniec, co uczyniłem natychmiast. Modliliśmy się razem. Nie zauważyłem, że nie umie się prawidłowo przeżegnać, zauważył to [Józef] Banek, który po odczytaniu wyroku przez 24 godziny siedział z nim w celi. Nauczył go prawidłowo robić znak krzyża. Widocznie przed tym nie był praktykujący, wyznał, że ojciec jego był niewierzący. »Tarzan« nawrócił się i jak oświadczył Sakowi Stanisławowi, który przebywał z nim do dnia stracenia, tj. 14 października 1946 r., modlił się gorąco i szczerze. Przed straceniem wręczył Sakowi ów różaniec z chleba w chusteczce, z prośbą, aby przekazał go jego żonie i matce i powiedział, że jest wierzący i umiera spokojnie. Ojcu kazał powiedzieć, że ostatnim jego życzeniem przed śmiercią jest, aby ojciec się nawrócił. Na śmierć wychodził z celi spokojnie”.

Jako historyk, badacz podziemia niepodległościowego, jak reaguje Pan w sytuacji, kiedy komunistów chowa się z honorami, a bohaterowie polskiej wolności wciąż spoczywają w anonimowych mogiłach?

– To pokazuje, że wojna w wymiarze duchowym tak naprawdę się nie skończyła, jeszcze do końca nie wybrzmiała. Natomiast prawda historyczna o tamtych czasach winna nas podnieść z kolan. Gdzieś na horyzoncie majaczą zarysy nowego porządku. Pytanie brzmi: ilu z nas dotrze do kresu tej drogi?

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki