Za mało kulturalni
Środa, 4 marca 2015 (08:47)Z Januszem Kotowskim, prezydentem Ostrołęki i inicjatorem powstania Muzeum Żołnierzy Wyklętych, rozmawia Rafał Stefaniuk
Jesteśmy tuż po obchodach Narodowego Dnia Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”. Jak mocno w tradycję Ostrołęki wrosła pamięć o Żołnierzach Niezłomnych?
– Święto ku czci Niezłomnych jest młode, ale niezwykle potrzebne. Chcieliśmy jak najpełniej oddać cześć żołnierzom. Nasz stosunek do Niezłomnych wziął się z tego, że ziemia ostrołęcka wpisała się w historię walki o niepodległość. W naszym mieście pamięć o nich jest powinnością. Staramy się, aby polskich bohaterów przywracać w różnorakich formach. Centrum niedzielnych uroczystości była Msza św. Zorganizowaliśmy koncerty, bieg pamięci i wreszcie dużo spraw skupiało się wokół naszego pragnienia, czyli realnego powołania do istnienia Muzeum Żołnierzy Wyklętych.
Na jakim etapie są prace nad Muzeum Żołnierzy Wyklętych?
– Mamy budynek, w którym dawniej mieściło się więzienie, jest to więc odpowiednie miejsce. Są już projekty architektoniczne i koncepcyjne. Utworzyliśmy także fundację, która zajmuje się zbieraniem funduszy na muzeum. Sprawy gruntowe i architektoniczne mamy uporządkowane. Trwają prace nad przygotowaniem budynku. Pracujemy teraz nad parterem. Tam powstaną pierwsze ekspozycje, pierwsze izby. Plan budynku jest bardzo ciekawy, ze ścieżkami edukacyjną i martyrologiczną. Uzależniony jest jednak od funduszy. Złożyliśmy w zeszłym roku w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego bardzo poważny projekt o tzw. fundusze norweskie, ale ministerstwo nie widziało możliwości wsparcia muzeum. Siłami samorządu nie jesteśmy w stanie zbudować tej placówki w tym lub w przyszłym roku, w takim kształcie, jak byśmy chcieli i na jaki zasługują żołnierze. Nam nie chodzi o Bizancjum ze złotymi klamkami, ale o to, żeby było to muzeum, które nie pozwoli pozostać obojętnym na tę historię i na tych ludzi.
Ministerstwo podało powody odmowy przyznania funduszy?
– Gdy pytano z różnych stron o tę decyzję ministra Bogdana Zdrojewskiego, odpowiadał, że muzeum jest potrzebne, ale projekt był słaby. Ze smutkiem muszę stwierdzić, że w takich punktach jak zgodność projektu z polityką kulturalną państwa, ministerstwo przyznało nam zero punktów. Nie potrafię tego zrozumieć, bo jeżeli w tak istotnym punkcie jak polityka kulturalna państwa dostajemy zero, to jaka jest ta polityka? Ja tego projektu sam nie pisałem. Robili to ludzie, którzy się na tym znają, i ich wcześniejsze projekty pisane dla innych instytucji spotykały się z bardzo wysokimi ocenami. Nie mogę więc powiedzieć, że przygotowali go amatorzy. To byli ludzie doświadczeni i skuteczni. To jest dla nas zbyt istotna sprawa, żebyśmy mieli zniechęcać się jakimkolwiek niepowodzeniem. Będziemy więc pisać i składać kolejne projekty, żeby szukać dalszych pieniędzy. Wierzę, że po stronie państwa polskiego dojrzeje myśl, aby to muzeum wesprzeć, a tym samym pozwolić mu żyć.
Co jest więc głównym źródłem finansowania prac nad powstaniem muzeum?
– Udało się nam pozyskać sponsora, istotną rolę odgrywają w tej kwestii także prywatne osoby. To jest wzruszające, jak ubodzy ludzie chętnie nas wspierają. Rozpoczęliśmy również rozprowadzanie numizmatów. Jest to także forma przywracania kolejnych żołnierzy naszej pamięci. Pierwsza jest „Inka”. Otrzymujemy dużo zamówień i będziemy produkować następne monety. Jest to jednak ciągle za mało. Pieniądze są nam bardzo potrzebne.
Kiedy spodziewa się Pan zakończenia prac nad muzeum i jego oficjalnego otwarcia?
– Moim pragnieniem jest, ażeby to muzeum powstało jak najszybciej. Jednakże liczę się z rzeczywistością. Wierzę, że na jesieni spojrzenie państwa się zmieni i przekuje się to na konkrety. Wiem, że jest to długa i mozolna praca. Przy pomocy państwa i dobrych ludzi możliwe jest, aby muzeum powstało do końca przyszłego roku. Potrzebujemy w Polsce żywego, interaktywnego muzeum z prawdziwego zdarzenia. To nie jest czas na robienie gablotek i posadzenie stróża z poleceniem, „żeby nikt nie dotykał”. Nasze muzeum musi być żywe. Powstanie m.in. ziemianka partyzancka, gdzie będzie można chociażby przeładować broń. Chcemy, żeby młodzi ludzie, którzy nas odwiedzą, mogli się zainspirować i sami już zgłębiać temat. Na to potrzebny jest czas i pieniądze.