Dzierżawski: Obowiązkiem posłów jest obrona najsłabszych
Wtorek, 23 października 2012 (13:29)Z Mariuszem Dzierżawskim z Fundacji PRO - Prawo do Życia rozmawia Jacek Dytkowski
W związku ze wspólnym posiedzeniem sejmowych Komisji Zdrowia i Polityki Społecznej i Rodziny, które rozpatrzą projekt nowelizacji ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży, zakazujący tzw. aborcji ze względów eugenicznych, Fundacja PRO - Prawo do Życia zdecydowała się na pikietę przed Sejmem i biurami poselskimi...
- Z jednej strony posłowie znajdują się pod mocnym naciskiem ze strony środowisk proaborcyjnych. Są to m.in. media w rodzaju "Gazety Wyborczej", władze klubu Platformy Obywatelskiej. Premier Donald Tusk, prezydent Bronisław Komorowski również naciskają na posłów i mówią, że powinni głosować za zbijaniem dzieci niepełnosprawnych jeszcze zanim się narodzą.
Z drugiej strony, większość ludzi w Polsce wie, że aborcja nie jest „mniejszym złem”. To zło, które trudno sobie wyobrazić. Nie wiadomo, czego dotyczy ta cała paplanina o tzw. kompromisie aborcyjnym. Nieznane są ponadto jego strony. W rzeczywistości taka argumentacja o „kompromisie aborcyjnym” oznacza oszukiwanie ludzi i posłów. Jesteśmy zatem pod Sejmem, żeby posłom powiedzieć: „Nie bójcie się, Polacy są z wami”. Obowiązkiem parlamentarzystów jest stawanie w obronie najsłabszych. Jesteśmy po to, aby dodać im odwagi.
Na czym polega znaczenie projektu ustawy zakazującej tzw. aborcji ze względów eugenicznych?
- W tej chwili w Polsce istnieje kilka przesłanek dopuszczających aborcję. Najczęściej eksploatowaną jest eugeniczna. Aż 95 proc. legalnych aborcji w Polsce jest dokonywanych z powodu podejrzenia, że dziecko może być poważnie chore lub mieć wadę genetyczną. Większość małych istot ludzkich, które są zabijane w ten sposób posiada zespół Downa. Oczywiste jest, że to nieludzkie działanie. Zabijanie chorych dzieci to coś najgorszego, co możemy sobie wyobrazić. Takie praktyki przypominają najgorsze czasy nazizmu i innych reżimów totalitarnych. To rzecz haniebna. Chcielibyśmy, żeby ta hańba zniknęła z ustawodawstwa polskiego.
Fakt przyjęcia projektu ustawy do prac sejmowej komisji świadczy jednak, że wśród posłów poza przynależnością partyjną, istotne są także kwestie moralne…
- Stało się to ku powszechnemu zaskoczeniu mediów mainstreamowych i elit politycznych. Można powiedzieć, że to świetny przykład na to, że nie wszystko, do czego rządzący są przekonani, musi się spełnić. Jest to również zasługa wielkiego zaangażowania ludzi, którzy telefonowali do posłów i apelowali, aby poparli projekt ustawy. Mam nadzieję, że ta aktywność społeczna będzie stale wzrastać. Oczekujemy, że osoby, które uważają, że chorych dzieci się nie zabija i mają jasne poglądy w tej sprawie, też będą aktywnie tę prawdę propagować. Ludzie sumienia muszą dawać świadectwo, żeby tych wahających się i tych, którzy się boją, umocnić do dokonywania dobrych wyborów. Bardzo liczę na wszystkich ludzi sumienia, że się zaangażują i teraz też będą telefonować do posłów i mówić, że chorych dzieci się nie zabija.
Dziękuję za rozmowę.