• Piątek, 10 kwietnia 2026

    imieniny: Michała, Makarego

Chcemy dialogu, a nie wychodzenia na ulicę

Wtorek, 23 października 2012 (10:53)

Z Jerzym Wielgusem, przewodniczącym Sekretariatu Służb Publicznych NSZZ "Solidarność", rozmawia Marta Milczarska

Dlaczego NSZZ "Solidarność" zdecydował się na dzisiejszą pikietę pod Kancelarią Prezesa Rady Ministrów w Warszawie?

- Przyczyny pikiety, która odbędzie się w godzinach 12.00-14.00 pod kancelarią premiera są dość prozaiczne, gdyż Ministerstwo Finansów od kilkunastu miesięcy szykanuje pracowników ministerstwa tylko dlatego, że są członkami związku zawodowego „Solidarność”. To jest prawdopodobnie  metoda rządu walki z kryzysem w państwie polskim. Zostało zwolnionych w ostatnim czasie trzech pracowników z urzędów skarbowych. Jednym ze zwolnionych w Warszawie jest Tomasz Ludwiński, przewodniczący sekcji krajowej, w Rzeszowie członek rady sekcji pracowników skarbowych, jak również  przewodnicząca KZ w Urzędzie Skarbowym w Sosnowcu Grażyna Welon.

Wypowiedzenie z pracy dostał także członek prezydium sekcji krajowej z Krakowa Andrzej Moskal. Są to bezprawne zwolnienia za działalność związkową tych osób. Należy podkreślić, że prowadzonych jest także szereg postępowań wyjaśniających wobec innych pracowników zupełnie bez powodu, które noszą znamiona zastraszania i szykanowania.

Jakie są Państwa oczekiwania?

- Ta akcja ma na celu zwrócenie uwagi opinii publicznej, że w Ministerstwie Finansów łamana jest Konstytucja, jak również ustawa o związkach zawodowych. Chcemy ponownie zwrócić uwagę premiera na działania, które w państwie praworządnym nie powinny mieć miejsca. Złożymy dziś petycję, która będzie propozycją „dialogu” między związkami a rządzącymi, abyśmy nie musieli kolejny raz wychodzić i walczyć o swoje prawa na ulicy i domagać się, aby państwo polskie postępowało zgodnie z prawem wobec wszystkich.

Związkowcy kolejny raz wychodzą z propozycją dialogu wobec rządzących, na czym miałby on polegać?

- Jednym z postulatów jest to, żeby powołać wspólną komisję, która rozpatrzy wszystkie przypadki zwolnień, do których doszło w ostatnich miesiącach w instytucjach publicznych. Byłaby to dwustronna komisja, która rozpatrywałaby wszystkie te przypadki. Jeżeli zostanie wyjaśniona ta sytuacja, a wszystkie argumenty są po naszej stronie, mamy nadzieję, że dojdzie do zaprzestania takiej działalności. Zaś ludzie odpowiedzialni w Ministerstwie Finansów za tę sprawę poniosą konsekwencje.

Jak duża będzie dzisiejsza manifestacja, ilu spodziewacie się osób?

- Z pewnością dzisiejsza pikieta nie będzie masówką, a spodziewamy się ok. 1000-1500 osób. Od początku organizacji pikiety pod kancelarią nie spodziewaliśmy się i nie liczyliśmy na kilkadziesiąt tysięcy związkowców.

Główną przyczyną tak nielicznego udziału jest zastraszanie pracowników w Ministerstwie Finansów. Ostatnio ministerstwo to uruchomiło kampanię, która ma na celu zniechęcenie do przyjazdu na manifestację: kto przyjedzie, zostanie pozbawiony premii kwartalnej albo nawet może stracić pracę. Ważne jest to, że będzie taka reprezentacja, która zwróci uwagę opinii publicznej na tę bardzo niepokojącą sytuację w instytucjach publicznych. Mam nadzieję, że na manifestację przyjdą i zainteresują się tą sprawą media.

Dziękuję za rozmowę.  

 

Marta Milczarska