• Piątek, 10 kwietnia 2026

    imieniny: Michała, Makarego

Tropy wiodą do Rosjan

Wtorek, 23 października 2012 (02:12)

Z Zuzanną Kurtyką, wdową po prezesie Instytutu Pamięci Narodowej, rozmawia Marcin Austyn

"Rossijskaja Gazieta" wśród odpowiedzialnych za publikację zdjęć ofiar katastrofy smoleńskiej wskazuje rodziny. Jak Pani odbiera tego rodzaju oskarżenia?

- Relacja tej gazety jest zadziwiająca. Skoro jednak Rosjanie próbują zrzucić odpowiedzialność za publikację zdjęć ofiar katastrofy na Polaków, to świadczy o autentyczności tych materiałów. Tyle że jakikolwiek odnośnik do rodzin ofiar w tym kontekście jest po prostu śmieszny i jest przejawem głupoty. Tekst ma za zadanie mącenie ludziom w głowach, ale opiera się na tak oczywistym kłamstwie, że nie wiem, po co został wytworzony. Przecież wiadomo, że rodziny wyjechały do Federacji Rosyjskiej w niedzielę, 11 kwietnia 2010 roku wieczorem, a wszystko wskazuje na to, że zdjęcia powstały tuż po katastrofie 10 i 11 kwietnia. Ponadto rodziny pojechały do Moskwy, a nie do Smoleńska, i otoczone były kordonem najróżniejszych służb. Nawet wyjście poza hotel było ściśle monitorowane przez służby rosyjskie. Z kolei odnoszenie się do komisji Jerzego Millera czy osób z Polski będących w Smoleńsku jest rzeczą dziwną, bo wiemy, że służby rosyjskie zabierały aparaty, kamery osobom próbującym robić zdjęcia. Ponadto nie sądzę, by ktoś z Polaków miał w tym okresie tak swobodny dostęp do miejsca katastrofy.

Obwiniani są uczestnicy warszawskich batalii politycznych.

- Jak można się łatwo domyślić, chodzi o PiS. Tylko gdyby ktokolwiek z PiS był właścicielem tego rodzaju zdjęć, to one nigdy nie trafiłyby na rosyjski portal. One byłyby już dawno materiałem dowodowym gromadzonym przez zespół parlamentarny, któremu przewodniczy minister Antoni Macierewicz, a już z całą pewnością byłyby w polskiej prokuraturze wojskowej. A sprawdzenie, czy KBWLLP dysponowała tymi materiałami, nie powinno stwarzać problemu śledczym. Na pewno trzeba żądać od prokuratury wyjaśnienia źródła tych zdjęć. Jeśli będzie trzeba, to rodziny będą ją dopingować w tym zakresie odpowiednimi wnioskami.

Może termin tej publikacji nie był przypadkowy, to swoista odpowiedź na serię ekshumacji. Dopuszcza Pani taki scenariusz?

- Zawartość zdjęć, czas ich wykonania świadczą jednoznacznie, że zrobiła je osoba z rosyjskich służb, które były na miejscu katastrofy, ewentualnie był to ktoś z otoczenia Władimira Putina. Dlaczego zdecydowano się na publikację tych zdjęć w czasie dość charakterystycznym, kiedy wróciła na forum życia publicznego w Polsce sprawa smoleńska?

Autorka materiału, obciążając m.in. rodziny, powołuje się na źródła wśród funkcjonariuszy służb.

- Dla mnie jest jasne, że źródłem zdjęć jest strona rosyjska. Ale nie wiem, czy sama publikacja była decyzją indywidualną czy instytucjonalną.

Te zdjęcia to kolejny cios w rodziny?

- Z pewnością tego typu publikacje nie są łatwe dla rodzin ofiar katastrofy. Nie wiem jak inni, ale ja zdążyłam się przyzwyczaić do tego, że nikt z nami się nie liczy. Czasami odnoszę wrażenie, że mamy do czynienia z celowym pastwieniem się nad nami. Tak to odczuwam. Niestety takie zachowanie nie dotyczy tylko rosyjskich instytucji. Dodam, że zdjęcia same w sobie mają dużą moc emocjonalną, ale są też materiałem wskazującym, że samolot nie lądował na bagnistym terenie, lecz rozpadł się na tysiące kawałków. Te zdjęcia to potwierdzają.

Dziękuję za rozmowę.

Marcin Austyn