• Czwartek, 2 kwietnia 2026

    imieniny: Franciszka, Władysława, Arona

Odszedł głos pokolenia

Wtorek, 23 października 2012 (02:12)

Charakterystyczny zachrypnięty głos przechodzący w dramatyczny krzyk, ciemne ubranie, pełna skupienia postać, której estradowa forma była nierozerwalnie spleciona z treścią - takiego Przemysława Gintrowskiego zapamiętali uczestnicy jego koncertów, pokolenie czasu "Solidarności".

Śpiewał o Polsce, o wolności, o ludzkim losie, czerpiąc z wybitnej poezji. Później słychać go było coraz mniej, kończyły się też zamówienia muzyki filmowej. W końcu medialny mainstream zapomniał o Gintrowskim jako postaci nieprzystającej do politycznej poprawności obowiązującej w tzw. głównym nurcie.

Poważne występy sceniczne rozpoczął w 1976 roku na przeglądzie w warszawskiej Riwierze, wykonując "Epitafium dla Sergiusza Jesienina" i zdobywając pierwsze miejsce. Muzyką zajmował się już wcześniej w liceum, kiedy był współorganizatorem Harcerskiej Rozgłośni Muzycznej i członkiem młodzieżowego zespołu Między Niebem a Ziemią.

O niezwykłym talencie Przemysława Gintrowskiego mówi z uznaniem Michał Lorenc, wspominając, jak w 1974 r. po wysłuchaniu w gdańskim autobusie jednej z jego pieśni pomyślał: "Szkoda, że nie umiem tak pięknie jak on wymyślać utworów".

W 1979 roku Przemysław Gintrowski wspólnie z Jackiem Kaczmarskim i Zbigniewem Łapińskim stworzyli trio i przygotowali program poetycki "Mury". Tytułowa piosenka programu - oparta na utworze katalońskiego barda Lluisa Llacha L´Estaca - stała się nieformalnym hymnem "Solidarności" i symbolem walki z reżimem.

- Miał zasady, przekonania, talent, charyzmę - wylicza Jan Pietrzak, twórca legendarnego Kabaretu pod Egidą. - To, co tworzył, to nie była lekka muza, śpiewał tylko rzeczy poważne, wielką poezję - dodaje.

Jan Pietrzak szczególnie blisko współpracował z Gintrowskim w czasach tzw. karnawału "Solidarności" w latach 1980-1981.

- Przyjąłem go razem z Jackiem Kaczmarskim do kabaretu i to był słynny sezon kabaretu, sezon buntu "Solidarności" - wspomina. - Z naszego kabaretu płynęły wtedy dwa hymny tamtego czasu: "Gdyby Polska była Polską" i "Mury". Te pieśni dostarczyły Narodowi utworów oddających ducha tamtego okresu, a następnie w stanie wojennym bardzo pomagały społeczeństwu zachować ideały "Solidarności" - dodaje.

Jan Pietrzak wspomina niezwykłą aktywność, odwagę i bezkompromisowość Przemysława Gintrowskiego z tamtego okresu.

- Działała wtedy cenzura na Mysiej, agenci na każdym kroku, nie można było się wypowiadać wprost, nie wiedzieliśmy, jak daleko możemy się posunąć, ale Przemek był zawsze wśród tych, którzy radzili, żeby się nie przejmować, robić swoje, to, co nam w duszach gra, a nie przejmować się naciskami - mówi artysta.

- Była w jego występach szalona emocja, to było śpiewanie niezwykle energetyczne i traktowało o podstawowych zasadach moralnych, co miało niezwykłe przełożenie na młode pokolenie. Dlatego byli z Jackiem Kaczmarskim tak szalenie wtedy popularni.

Niesłychanego wpływu tej twórczości na studentów lat 80. doświadczył Robert Kaczmarek, znany filmowiec dokumentalista, a wówczas student socjologii na Uniwersytecie Warszawskim.

- "Mury" śpiewali wtedy wszyscy studenci, gdyby istniała w tym czasie prawdziwa lista przebojów, to oni znajdowaliby się na absolutnym topie - wspomina czasy studiów.

- Nie było żadnego spotkania towarzyskiego czy imprezy, żeby nie było "Murów", a Jacka Kaczmarskiego, Przemysława Gintrowskiego i Zbigniewa Łapińskiego tworzących trio uznawaliśmy za bardów "Solidarności" - dodaje.

W stanie wojennym trio rozpadło się, lecz Gintrowski nigdy nie zrezygnował z opozycyjnego stosunku do rzeczywistości komunistycznej. Bardzo mocno udzielał się w podziemnych występach w kościołach, domach prywatnych, na spotkaniach plenerowych.

Na początku lat 90. Gintrowski sporo występował, także z Jackiem Kaczmarskim, który wrócił z Zachodu, ale w miarę upływu czasu media przestały się interesować jego twórczością.

- W ostatniej dekadzie już w zasadzie nie istniał w mediach głównego nurtu - twierdzi Jan Pietrzak.

- Wielu z tych, którzy go teraz tak opłakują w różnych telewizorach, dysponuje sporą dawką hipokryzji, bo udają, że go doceniali, a tymczasem tępili go przez wiele lat, nie pozwalając mu publicznie istnieć - dodaje.

Jedną z fascynacji poetyckich Gintrowskiego był Zbigniew Herbert, do którego wierszy napisał wiele pieśni. Zdaniem Haliny Herbert-Żebrowskiej, siostry Zbigniewa Herberta, adaptacje te znajdowały uznanie w oczach jej brata, choć Herbert zawsze traktował swoje wiersze jako dzieła skończone i uważał, że poezję należy recytować, nie śpiewać.

Album "Tren" to kolejna płyta Przemysława Gintrowskiego z muzyką napisaną do utworów Zbigniewa Herberta. Została ona wydana z okazji ustanowienia roku 2008 Rokiem Zbigniewa Herberta.

- Mój brat żartował, mówiąc, że jest "tekściarzem" dla pana Gintrowskiego - wspomina Halina Herbert-Żebrowska.

- Słuchałam koncertu pana Gintrowskiego na zakończenie Roku Herberta. Choć znać było po nim skutki choroby, ale utwory były wykonywane znakomicie, z wielką emocją. To jego przeżycie udzielało się nam wszystkim - dodaje.

W twórczości artysty wiele miejsca zajmowała muzyka filmowa.

- Mówiąc o muzyce filmowej Przemka, łączę ją nieodparcie z pewnym okresem zwanym falą moralnego niepokoju i pewnego krzyku protestu, który był charakterystyczny dla tego nurtu - uważa Michał Lorenc.

- Przemek był niesłychanie przenikliwym obserwatorem naszej rzeczywistości, którą oceniał krytycznie, i jego działalność artystyczna była formą sprzeciwu wobec polskich realiów. To zapewne sprawiło, że był coraz mniej obecny w mainstreamie medialnym.

Zdaniem Lorenca, dewiza barda "Solidarności" brzmiała: "Uczyniwszy na wieki wybór, w każdej chwili wybierać muszę", i pochodziła z twórczości Jerzego Lieberta. Nie rzucał słów na wiatr, ale nie wahał się ostro piętnować patologicznych zjawisk naszej rzeczywistości politycznej. To zapewne zmusiło go w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" w 2010 r. do następującej konkluzji: "Wielkie media robią ludziom wodę z mózgu w tak prostacki sposób, że aż trudno w to uwierzyć. Myślę, że Polacy w końcu nie wytrzymają tego i dojdzie do powtórki sytuacji z 1980r. - powstanie wielki narodowy ruch sprzeciwu".

Adam Kruczek