Żołnierze Niezłomni – ikony polskiej wolności
Niedziela, 1 marca 2015 (12:53)Z prof. Janem Żarynem, historykiem, wykładowcą z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Dziś poznamy kolejne nazwiska ofiar terroru komunistycznego, które udało się ustalić dzięki ekshumacji w różnych miejscach Polski. Jak ważne są ekshumacje żołnierzy podziemia niepodległościowego?
– Jest to ważne z wielu względów. Po pierwsze, po kilkudziesięciu latach od daty śmierci tych bohaterów w końcu powoli dochodzi do ich godnych pochówków. To prawo, które należy się każdemu człowiekowi bez względu na to, czy jest bohaterem, czy zdrajcą. Po drugie, jest to odkrywanie prawdy o polskich bohaterach, którzy byli w sposób wyjątkowo niesprawiedliwy pozbawieni za życia, a także po śmierci, prawa do obecności w prawdzie we wspólnocie narodowej. Po trzecie, jest to bardzo ważne nie tylko z perspektywy tamtych osób pozbawionych czci i godności, ale także z naszego punktu widzenia, mamy bowiem do czynienia z procesem odzyskiwania dumy narodowej, świadomości narodowej, czyli odzyskiwania tego, co narody europejskie mają w swojej kulturze, a więc potrzeby trwania i przetrwania. Bez związku z przeszłymi pokoleniami, a więc również ich rozumienia czy rozpoznawania, naród się kończy. Mamy zatem wielką szansę, by odzyskiwać w nas samych tę wspólnotę narodową, czyli ją rozpoznawać. I w tym procesie bardzo istotnym dotknięciem historii są właśnie ekshumacje i identyfikacje polskich patriotów zamordowanych w latach 1944-1956.
Mimo usilnych starań komunistom nie udało się wymazać ze społecznej świadomości polskich bohaterów…
– Owszem, nie udało się wymazać tej pamięci, ale nie był to proces, w którym nie dochodziłoby do starcia między walczącymi o trwanie kłamstwa a walczącymi o przybliżanie prawdy. Tę pamięć udało się ocalić tylko i wyłącznie dzięki setkom tysięcy osób, które potrafiły w sobie utrzymać i pielęgnować wiedzę i pamięć o Żołnierzach Niezłomnych, bądź też, i to w okresie PRL-u a także po 1989 r., próbowały dotrzeć do opinii publicznej i skierować uwagę zbiorową nas, Polaków, na to, że mieliśmy takie bohaterskie pokolenie, działaczy podziemia niepodległościowego, którzy mimo zagrożenia życia walczyli po wojnie, jednocześnie dając nam informację, że PRL nie był normalną Polską i w żadnym wypadku za taką uważać jej nie powinniśmy.
Czy są precyzyjne dane, które choć w przybliżeniu wskazywałyby na liczbę Żołnierzy Niezłomnych, którzy za swoją służbę Polsce stracili życie?
– Dziś historycy twierdzą, że do tej kategorii żołnierzy, oficerów podziemia niepodległościowego, także działaczy politycznych partii, które po 1944 r. próbowały trwać w podziemiu, szczególnie Stronnictwa Narodowego, należało co najmniej 200 tysięcy osób. Spośród nich, zarówno tych, którzy działali w strukturach zbrojnych, jak i później, w strukturach organizacji młodzieżowych, zginęło co najmniej 50 tysięcy. W tym część została aresztowana i zamordowana w komunistycznych więzieniach, w tym na podstawie wyroków śmierci, których wykonano co najmniej 4,5 tysiąca. Ci ludzie, walczący o prawo do niepodległości, byli skazywani wyrokami komunistycznych sądów z szeroko rozumianych artykułów czy dekretów antypaństwowych. Ponadto w sumie do 250 tysięcy Polaków znajdowało się i przebywało w więzieniach komunistycznych. W szczytowym momencie, na przełomie 1952 i 1953 r., w stalinowskich więzieniach w Polsce przebywało ok. 118 tysięcy więźniów.
Represje dotyczyły także rodzin osób zaangażowanych przeciwko reżimowi komunistycznemu…
– Wspomniane liczby są oczywiście danymi statystycznymi, które nie do końca odzwierciedlają faktyczny stan polskich rodzin, które były represjonowane z racji posiadania w swoich szeregach ludzi niezłomnych. Żony, matki, bracia, dzieci to wszystko ludzie, którzy byli inwigilowani, represjonowani, często też, w przypadku dzieci, przebywali w domach dziecka i tam, pozbawieni rodziców, się wychowywali. Te represje były różne, związane chociażby z utratą praw honorowych i praw obywatelskich, także praw związanych z posiadaniem własności, które w ramach wyroków również zabierano. To wszystko rzutowało dalej na marginalizację, pauperyzację tych rodzin, które w założeniu komunistycznego terroru miały odczuć boleśnie, że miały w swoim gronie „bandytę”.
Czy wolne po 1989 r. państwo wywiązuje się ze swoich obowiązków, skoro pochówki komunistów organizuje się z honorami, podczas gdy wielu Żołnierzy Niezłomnych wciąż spoczywa w anonimowych mogiłach, które nawet trudno nazwać grobami?
– To trudne pytanie, bo bez wątpienia w obecnym państwie polskim mamy bardzo wyraźne sygnały świadczące o tym, że są ludzie i instytucje, które chcą zadbać o tę sprawiedliwość, która się kryje za pana pytaniem. Mamy chociażby Instytut Pamięci Narodowej, gdzie pracują ludzie, którzy próbują z determinacją wypełnić te zobowiązania wobec poprzednich pokoleń, z drugiej jednak strony istnieje znaczna część reprezentantów polskiego Narodu, którzy zostali przez ten Naród wybrani, a których wrażliwość albo jest gdzieś stępiona czasami komunizmu, którzy nie potrafią bądź nie chcą zrozumieć, co było dobrem, a co złem, albo też ich wrażliwość jest bardzo odległa od pojęć związanych ze wspólnotą narodową i patriotyzmem. Są to często ludzie, którzy wręcz wstydzą się, że muszą zarządzać tak zacofanym i pozbawionym smaku Narodem, w związku z tym w żadnej mierze nie są zainteresowani dbaniem o wspólnotę narodową, mimo iż mają ku temu narzędzia, którymi mogą kreować politykę historyczną. Jest to bardzo smutne, ale niestety sami sobie zafundowaliśmy takich ludzi na szczytach władzy bądź w innych ważnych miejscach, w których powinni być Polacy reprezentujący w tym przypadku nasze historyczne interesy. Tym historycznym interesem jest przede wszystkim budowanie, dbałość o wspólnotę pamięci, żebyśmy odkrywali wreszcie to, co jest naszą odziedziczoną wielką spuścizną dziejową.
Z Narodowym Dniem Pamięci „Żołnierzy Wyklętych” zbiega się premiera filmu Arkadiusza Gołębiewskiego pt. „Inka – zachowałam się jak trzeba”. Niewykluczone, że także dzisiaj doczekamy się informacji o identyfikacji szczątków tej młodej wiekiem, ale bardzo dojrzałej dziewczyny – bohaterki…
– Arek Gołębiewski jest jednym z bardzo wielu Polaków, którzy w sposób oddolny, jakby niezależnie od państwowego patronatu, a czasem nawet wbrew instytucjom państwa, z determinacją stara się pokazywać nasze dzieje, organizuje rokrocznie Festiwal Filmowy „Niepokorni, Niezłomni, Wyklęci” w Gdyni. Film o „Ince” to obraz wielkiej polskiej bohaterki, młodej dziewczyny, która została wychowana w typowym domu polskich patriotów, którzy gotowi są poświęcić swoje życie, ludzi, którzy wiedzą, co znaczy słowo Polska – Ojczyzna, której nie wolno zdradzić. Najbliżsi „Inki” ginęli bądź to z rąk niemieckich, bądź sowieckich, zdając egzamin z patriotyzmu. „Inka”, jej postawa i ostatnie zdanie, jakie przesłała do swojej babci: „Powiedzcie mojej babci, że zachowałam się jak trzeba”, świadczą o jej dojrzałości i rozumieniu miejsca w rzeczywistości rodzinnej i polskiej, są także wskazówką postawy, jaką należy mieć, jeśli chce się żyć godnie.
„Inka”, gen. August Emil Fieldorf „Nil”, rtm. Witold Pilecki czy chociażby płk Łukasz Ciepliński to symbole, ale bohaterów polskiej wolności jest tyle, że bezimiennych jest znacznie więcej i powoli odzyskują dobre imię. Dużo takich bohaterów jest w regionach?
– Przez podziemie niepodległościowe przeszło ok. 200 tysięcy ludzi i za każdą z tych osób kryje się konkretny człowiek, bardzo piękny życiorys. Hieronim Dekutowski, Stanisław Kasznica, Mieczysław Dziemieszkiewicz i wiele innych, również bliskich mi osób, o których pisałem, bądź czytałem, jak Mieczysław Grygorcewicz czy Władysław Gałka, to nazwiska z encyklopedii Niezłomnych, która – mam nadzieję – powstanie. Dziś setki takich osób zostały opisane w biogramach w czterech dotychczas wydanych tomach Słownika Konspiracji i Oporu Społecznego w latach 1944-1956 wydanych przez IPN. Jako wspólnota narodowa potrzebujemy ikon, które postawią w wyraźnym świetle całą tę liczną grupę bohaterów. Dobrze, że jest Danuta Siedzikówna „Inka”, Józef Franczak „Lalek”, ostatni partyzant, który zginął w 1963 r., kpt. Tadeusz Zajączek z NSZ, który za swoją działalność opozycyjną spędził najdłuższy czas w więzieniach komunistycznych, Andrzej Kiszka, który ukrywał się do 1961 r. Złapany i skazany na dożywocie, wyszedł z więzienia w 1971 r. w konsekwencji protestów na Wybrzeżu. Te i tysiące innych osób to świecące ikony. Za ich nazwiskami kryje się wciąż jeszcze nieodsłonięty przed opinią publiczną świat bogatych biografii ludzi niezłomnych, o których powinniśmy jak najwięcej wiedzieć, bo byli tego warci. Takich bohaterów jest dużo w całej Polsce i trzeba się z tego cieszyć, być dumnym i mieć nadzieję, że w każdym kolejnym pokoleniu też będziemy mieli, mamy potencjalnych niezłomnych, którzy są gotowi dawać świadectwo, że kochają Polskę. To, że tacy ludzie są potrzebni, widać w takim dniu jak dzisiaj.
Czy młodzież garnie się do poznawania historii?
– Mamy bardzo wiele świadectw mówiących, że młode pokolenie jest zafascynowane bohaterami polskiego państwa podziemnego. Młodzi ludzie poszukują autorytetów, odkrywając Żołnierzy Niezłomnych, odkrywają siebie. Mamy dobrą młodzież, która widzi siebie dziś i w przyszłości jako ludzi dobrych, uczciwych, sprawiedliwych. Młodzi chcą żyć tak, aby dziś, a także w jesieni swego życia, patrząc w lustro, móc sobie śmiało spojrzeć w oczy. Zachęcam wszystkich, zwłaszcza młodzież, do udziału w uroczystościach Narodowego Dnia Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”, które odbywają się w całej Polsce.