PR-owska zagrywka ludzkim życiem
Poniedziałek, 22 października 2012 (19:05)Malejące poparcie dla PO sprawiło, że Donald Tusk zapowiedział finansowanie z kieszeni wszystkich podatników zapłodnienia pozaustrojowego in vitro. Koszt programu, który nie leczy i nie likwiduje bezpłodności, to nawet 100 milionów złotych rocznie.
Premier Donald Tusk (PO) i minister zdrowia Bartosz Arłukowicz (PO) na wspólnej konferencji wyjaśnili, że proponowany program obejmie od lipca przyszłego roku 15 tys. par, które udokumentują, że przez minimum rok leczyły niepłodność. Według premiera, wprowadzenie programu oznacza, że budżet państwa sfinansuje ok. 70-80 proc. kosztów procedury. Ma on ruszyć od połowy przyszłego roku. Od lipca do grudnia objąłby 5 tys. par, a w kolejnych dwóch latach - także po 5 tys. Tusk koszt pierwszego pół roku funkcjonowania programu określił na mniej więcej 50 mln zł. W następnych latach ma to być kwota dwukrotnie wyższa.
Rządowy program nie rozstrzyga losu zamrożonych embrionów, czy będą dalej przechowywane, czy zostaną zniszczone, o tym ma decydować ustawodawca, czyli odpowiedzialność Tusk zrzuca na Sejm.
Ksiądz prof. dr hab. Paweł Bortkiewicz zauważył w rozmowie z NaszymDziennikiem.pl, że słowa wypowiedziane przez polityków na konferencji świadczą o „manipulacji prawdą”.
- Reprodukcja in vitro nie jest leczeniem niepłodności, nie jest terapią, nie jest działaniem w płaszczyźnie zdrowia. Jest działaniem reprodukcyjnym, manipulacyjnym, które proporcjonalnie przynosi więcej zniszczenia ludzkiego życia niż jego reprodukcji. W tej perspektywie te działania są wyraźnym manipulowaniem opinią publiczną – podkreślił ks. prof. Bortkiewicz.
Dodał, że propozycje rządu otwierają furtkę, na którą Kościół ciągle zwraca uwagę.
– Założenia programu otwierają pewną legalizację, promocję czy jakkolwiek byśmy to nazwali par partnerskich niebędących w związkach małżeńskich. Jest to więc podwójne działanie negatywne. Z jednej strony wymierzone przeciw życiu, a z drugiej strony przeciw konstrukcji pojęcia małżeństwa i rodzicielstwa – ocenił ksiądz profesor.
Natomiast poseł Prawa i Sprawiedliwości (PiS) Tomasz Latos zauważył w rozmowie z NaszymDziennikiem.pl, iż „niezależnie od poglądów to propozycje premiera Tuska są nieakceptowalne”.
Zwrócił uwagę, że w Polsce cały czas brakuje pieniędzy na leczenie ludzi, nawet tych najciężej chorych, wymagających stałej opieki ze względu na stan zdrowia.
- Są tysiące Polaków, których leczenie wymaga procedur mających prowadzić do ratowania ich życia, nie tylko zdrowia. Kolejki do onkologii są długie, cały czas brakuje sprzętu i pieniędzy. Podobnie wygląda sytucja, jeśli chodzi o leczenie innych chorych – powiedział zastępcą przewodniczącego sejmowej Komisji Zdrowia.
Jak podkreślił, refundowanie zabiegów in vitro przy nieodpowiednim dofinansowaniu leczenia ratującego ludzkie życie jest nieetyczne i niemoralne.
– Proponuje się wydawanie pieniędzy na in vitro, kiedy po jednej stronie są pacjenci potrzebujący pomocy, wręcz ratowania życia, a z drugiej strony mamy procedurę nieratującą niczyjego życia, a przeciwnie - pozbawiającą życia niezliczoną liczbę poczętych dzieci – stwierdził Latos.
Jednocześnie zaznaczył, że „w Polsce mamy do czynienia z sytuacjami, kiedy są puste sale operacyjne nie dlatego, że nie ma komu operować, lecz dlatego, że kontrakty z NFZ zostały przekroczone”. - To trzeba zmieniać, rząd nie ma na to pomysłu – dodał.
Nasz rozmówca zauważył, że „polityka wdziera się coraz szerzej do służby zdrowia”.
- Dzisiejsza konferencja pokazała, że wchodzi ona także do dziedziny, która w sposób możliwie jak największy powinna być od niej wolna – skomentował n. Jednocześnie zauważył, że rozmowy o in vitro mają miejsce dokładnie w tym samym czasie, w którym sondaże pokazują, że poparcie dla Platformy Obywatelskiej i rządu Donalda Tuska radykalnie się zmniejsza.
- Po ostatnich niepowodzeniach i tych malejących sondażach poparcia Tusk szuka na siłę jakiegoś punktu podparcia, dlatego wymyślił sobie, że zajęcie się tematyką w kontekście niczym nieograniczonej w sensie doboru, a nie ilości refundacji in vitro może być taką szansą na poprawę wizerunku w środowiskach liberalnych – podkreślił poseł Latos.
Izabela Kozłowska