• Czwartek, 2 kwietnia 2026

    imieniny: Franciszka, Władysława, Arona

Koncert życzeń

Poniedziałek, 22 października 2012 (06:11)

Rada Ministrów przyjęła założenia kierunkowe regulacji w sprawie wydobycia węglowodorów, w tym ze złóż niekonwencjonalnych, a więc i gazu z łupków. Propozycje zostały przedłożone przez ministra środowiska.

W założeniach przewidziano m.in. zmiany w systemie koncesyjnym. Mają być doprecyzowane i uszczegółowione prawa i obowiązki, jakie zawierać będzie koncesja na rozpoznawanie i wydobywanie węglowodorów, w tym kwestie nadzoru państwa nad wtórnym obrotem koncesjami (prawo pierwokupu koncesji, możliwość odsprzedaży tylko podmiotom prekwalifikowanym).

Niestety, brak jest szczegółów - pamiętać należy, że to są tylko założenia. Od założeń do gotowej wersji uzgodnionej z ministrami finansów, skarbu, gospodarki czy nawet spraw zagranicznych droga bardzo daleka.

Założenia nie noszą znamion rozwiązań kompleksowych regulujących strategię surowcową Polski. Nadal nie ma i nie będzie służby geologicznej jako organu sensu stricte, ok. 50 procent powiatów wciąż nie ma i nie będzie miało geologa powiatowego, administracja geologiczna - Państwowy Instytut Geologiczny i Wyższy Urząd Górniczy - nadal nie będą miały bodźców do współpracy; rozwija się plaga nielegalnej eksploatacji (straty rzędu co najmniej 1 mld zł rocznie), obie firmy poza wszelką kontrolą i nielegalnie wiercą setki otworów, dewastując system wód podziemnych, w tym nawet strategiczne zasoby wód podziemnych, geotermalnych i mineralnych na południu Polski.

Kwitnie nielegalna eksploatacja kruszyw i surowców skalnych, w ten sposób uciekają ogromne pieniądze, a odpowiedzialne instytucje państwa nie robią zupełnie nic, bo albo nie są do tego przygotowane, albo skupiają się na zupełnie innych obszarach kontroli.

Szufladkowe myślenie

Rząd przewiduje, że nastąpią zmiany w przepisach dla udzielonych już koncesji poszukiwawczych i rozpoznawczych. Cóż, łatwiej zapowiedzieć, niż zrobić, co zresztą jest superspecjalnością premiera Tuska. Pytanie - czy prawo ma działać wstecz?

Posiadacz koncesji poszukiwawczej będzie miał możliwość (przy składaniu wniosku o koncesję wydobywczą) dobrowolnego zaproszenia Skarbu Państwa do udziału w konsorcjum wydobywczym. Rząd chce, by Skarb Państwa mógł uczestniczyć w takim konsorcjum przez nową spółkę - Narodowego Operatora Kopalin Energetycznych NOKE.

To pomysł skopiowany z odrzuconego miesiąc temu projektu ustawy o powołaniu Polskiej Służby Geologicznej mojego autorstwa (projekt złożyłem w grudniu 2011 roku). Koalicja więc najpierw odrzuca, a potem kopiuje i chwali się jak swoim. Żeby zaś czymś się odróżnić, zamiast powołania organu państwa projektuje się spółkę.

Rząd zapowiada również zmiany w systemie udzielania koncesji dla nowych wniosków koncesyjnych oraz wprowadzenie procedury prekwalifikacji podmiotów dopuszczonych do przetargów na koncesje rozpoznawczo-wydobywcze węglowodorów.

To ważne, ale to należało zrobić w 2008 roku i miała tym się merytorycznie zająć nowo powołana Polska Służba Geologiczna. Ma też nastąpić likwidacja obowiązku posiadania koncesji dla etapu prac poszukiwawczych, polegających na badaniach powierzchniowych (bez odwiertów), co zwiększy konkurencję.

W zasadzie dziś nikt nikomu nie zabrania tego robić, ale jeśli ten proceder nabierze dużego rozmachu, obejmując np. badania sejsmiczne, może to być bardzo niebezpieczne. Pojawi się bałagan, niekontrolowane wypływanie i handel informacją geologiczną, dewastacja środowiska, niezdrowa konkurencja poza kontrolą państwa itd. Tymczasem całość takich prac powinna być pod kontrolą państwa, bo chodzi o dobra narodowe. No, ale rząd powołuje spółkę NOKE wyłącznie dla kontroli wydobywania kopalin energetycznych. To skrajna nieodpowiedzialność i szufladkowe myślenie.

Innym działaniem ma być zniesienie zasady pierwszeństwa do koncesji rozpoznawczo-wydobywczej po zakończeniu prac poszukiwawczych.

Poza tym, że jest to sprzeczne z wyżej omówionymi założeniami, może być bardzo niebezpieczne i podważalne w arbitrażu międzynarodowym. Rząd planuje również prawnie usankcjonować udzielanie koncesji rozpoznawczo-wydobywczych w przetargu podmiotom, które następnie utworzą konsorcja wydobywcze z udziałem NOKE. To z kolei zaprzecza poprzednim warunkom i założeniom.

Utrata kontroli

Wydobycie gazu i ropy ma być rzecz jasna opodatkowane. Podatki obejmą każdy typ złóż, każdego rodzaju gaz i każdy podmiot wydobywający.

W rządowych założeniach przewidziano wprowadzenie podatku od wartości wydobytego surowca: 5 proc. dla gazu i 10 proc. dla ropy naftowej. Zaplanowano również specjalny podatek węglowodorowy w wysokości 25 proc. od nadwyżki przychodów nad wydatkami. Planowane obciążenia z tytułu wszystkich podatków i opłat pobieranych od branży wydobywczej wyniosą blisko 40 proc. ich zysków brutto (szacunki oparto na wyliczeniach amerykańskich).

Oczywiście społeczeństwo i państwo są właścicielami złoża, więc musi mieć zysk. Musi być jednak także dobrym gospodarzem. Sztywne zapisy są zupełnie bezsensowne - wygląda to tak, jakby to pisał księgowy, a nie specjalista wiedzący, na czym polega geologia czy górnictwo. Główny zysk z kopalin powinien wynikać z udziału w spółkach i zysków implikowanych (inwestycje, praca, wzrost dobrobytu społeczeństwa, wzrost konsumpcji, rozwój know-how itd.), a nie z podatków.

Zyski z podatków i opłat zasilą budżety państwa i samorządów terytorialnych. To nic nowego - dziś też tak jest - tyle że w mniejszej skali. Powołanie NOKE w niczym tu nie pomoże, a jest to wyrywkowe, fragmentaryczne rozwiązanie - pozostawia większość spraw polityki surowcowej nadal poza kontrolą państwa.

Nadzór nad NOKE będzie sprawował minister Skarbu Państwa, a więc osoba niekompetentna w zakresie geologii i surowców. Za to taki nadzór ułatwi sprzedaż spółki, bo to ostatnio główne zadania ministra skarbu. To, że NOKE będzie strategiczną spółką Skarbu Państwa (w 100 proc.), nic nie znaczy. Złoża przestaną należeć do Skarbu Państwa, a to ostatni dziś poważny majątek narodowy. NOKE ma mieć prawo pierwokupu w ramach wtórnego obrotu koncesjami na zasadach rynkowych. Świetnie, tylko czy będzie miał za co kupować, jeśli rząd mówi, że zyski (wszystkie?) NOKE będą przekazywane do budżetu państwa i do Węglowodorowego Funduszu Pokoleń?

Komu koncesje

Ministerstwo Środowiska chwali się, że Polska jest liderem, po USA i Kanadzie, w "łupkowym wyścigu" na świecie. Takim liderem to myśmy byli w 2006 i 2007 roku. Przy skali zasobów nawet 5,3 bln m3 (jak podawała Amerykańska Agencja Energii blisko dwa lata temu) produkcja w Polsce, która będzie prowadzić do konsolidacji rynku, będzie wielokrotnie niższa niż w USA.

Można powiedzieć, że w USA jest to rzędu 150-200 mld m3 rocznie - tak przynajmniej wskazuje prezentacja ministerstwa, podczas gdy w Polsce byłoby rzędu 30-50 mld m3 rocznie, a może nawet mniej. Tu będzie decydował rynek europejski, a nie tylko polski.

Ponadto trudno porównywać złoża oraz stopień ich rozpoznania w Polsce i np. na samej tylko formacji Marcellus w Stanach Zjednoczonych, gdzie złoża są może ze trzy razy większe. Porównanie takie traci też sens przy krańcowo innych rynkach. Polska była trzecia po USA i Kanadzie w 2006 roku, teraz nie wiem nawet, czy jest w pierwszej dziesiątce.

Jeśli nie mam racji, to znaczyłoby, że wydatki inwestycyjne (CAPEX) w Polsce na jednostkę produkcji (np. 1000 m3) musiałyby być wielokrotnie wyższe niż w Stanach, czyli produkcja byłaby mocno nieopłacalna, mimo że gaz w Polsce należy do najdroższych na świecie (70 dolarów w USA i ok. 550 dolarów za 1000 m3 dla Polski). Mamy gaz, a jakbyśmy go nie mieli. Wszystko to przez zaniechanie państwa na przełomie 2007 i 2008 r. i wydawanie koncesji każdemu chętnemu niemal za darmo i niemal bez zobowiązań.

Turkmeński scenariusz

Projektowane regulacje są koncertem częściowo sprzecznych życzeń pokazujących, że ktoś widzi dramat sytuacji, ale nie potrafi lub nie chce sobie dać z tym rady. Kopiowanie rozwiązań proponowanych przez opozycję też nie wychodzi, a współpracy ewidentnie nie chce Donald Tusk.

Jeśli dziś koncesje są warte miliardy złotych za jedną, to każdy Polak na niekompetencji rządu stracił już kilka tysięcy złotych. A to dopiero początek. Straty są większe niż sumy, które obiecywała "załatwić" (300 mld zł) Platforma Obywatelska z budżetu Unii Europejskiej. Trzeba pilnować swojego, bo za darmo nikt niczego nam nie da - a jak widać, chętnie weźmie.

Turkmeński scenariusz utraty kontroli nad wydobyciem i handlem gazem jest coraz bliżej - amerykańscy specjaliści pracujący w Turkmenistanie (włącznie z byłym ambasadorem USA w tym kraju) według mojej wiedzy prawdopodobnie pracują dla amerykańskich firm w Polsce.

Były wiceprezes Gazprom Marketing and Trading jest obecnie szefem PGNiG Sales and Trading w Monachium. Rzecz jasna, doświadczeni ludzie w branży zmieniają firmy, ale tu mamy jakby za dużo zbiegów okoliczności. Jak to rozumieć? Czy PGNiG buduje swoją pozycję wobec Gazpromu w handlu (i dlatego podkupił mu specjalistę), czy też Gazprom ma swojego człowieka w PGNiG?

Sprawa jest o tyle ważna, że PGNiG poprzez swój dział handlowy w Niemczech, które dysponują potężnym przesyłem Nordstream, może narazić Polskę na głębsze uzależnienie w dostawach od Gazpromu. Podobno PGNiG Sales and Trading w Monachium będzie m.in. handlowało gazem, który PGNiG będzie produkowało w Norwegii z pola Skarv. Może zatem mam jednak nieuzasadnione wątpliwości i pytania?

Prof. Mariusz-Orion Jędrysek