Strzały w stronę protestujących
Środa, 4 lutego 2015 (17:29)Niewspółmierne i nieuzasadnione - tak o działaniach policji, która użyła broni gładkolufowej oraz gazu łzawiącego wobec protestujących przed siedzibą zarządu Jastrzębskiej Spółki Węglowej, mówią związkowcy oraz uczestnicy protestu. Podczas starć ranna została reporterka Telewizji Trwam, która wykonywała swoje obowiązki.
Jak informuje policja, podczas wczorajszej manifestacji jej uczestnicy kilkakrotnie próbowali wedrzeć się do budynku spółki, atakując ochraniających go policjantów. Wiele z tych osób było agresywnych i nietrzeźwych, niektórzy zasłaniali twarze. Użyto broni gładkolufowej oraz gazu, byli poszkodowani. Lekko uszkodzone zostały trzy radiowozy. Zatrzymano 15 osób.
Inaczej wydarzenia relacjonuje w rozmowie z NaszymDziennikiem.pl Sławomir Kozłowski, przewodniczący „Solidarności” w Jastrzębskiej Spółce Węglowej, który zajście to obserwował z siedziby spółki. – Widzieliśmy grupę demonstrantów. Niewielka grupa agresywnych osób została natychmiast zatrzymana przez policję. Nie wiemy jednak, dlaczego policja strzelała do spokojnych osób, do dziennikarzy, do górników. Z okna widziałem, jak policja strzelała z broni gładkolufowej do stojących ok. 10-15 metrów od policyjnych kordonów spokojnie manifestujących ludzi – wyjaśnił Sławomir Kozłowski.
Podobnie sprawę relacjonuje reporterka Telewizji Trwam Elżbieta Kowalczyk, która rykoszetem została trafiona gumową kulą. – Na szczęście nic mi się nie stało. Poczułam coś na głowie. Poprosiłam, aby ktoś sprawdził, czy nie mam rany, ale okazało się, że kula musiała mnie jedynie musnąć, ponieważ mam wyrwane w tym miejscu włosy. Dobrze, że nie leciała kilka centymetrów niżej, ponieważ mogłoby się to źle skończyć– relacjonuje Elżbieta Kowalczyk, która wyjaśnia jednocześnie, że podczas tego protestu jedynie niewielka grupa osób zachowywała się – jak określiła policja – „agresywnie”.
– Osoby określane przez policję jako „agresywne” to przede wszystkim chuligani, którzy rzeczywiście od czasu do czasu rzucali petardy, odpalali race i wznosili prowokujące okrzyki. To była jednak grupa kilkunastu osób. Moim zdaniem, policja nie miała powodów do takiej reakcji wobec protestujących, te środki były niewspółmierne do okoliczności, jakie zaszły – wyjaśniła dziennikarka.
Również dzisiaj przed siedzibą JSW odbyła się manifestacja. Pracownicy kopalń wraz z solidaryzującymi się z nimi mieszkańcami Jastrzębia-Zdroju domagają się natychmiastowego odwołania z funkcji prezesa spółki Jarosława Zagórowskiego. Pracownicy JSW podkreślają, że gotowi są na wdrożenie planu naprawczego w spółce, na wprowadzenie zmian organizacyjnych pracy i na wyrzeczenia, które pozwolą ich kopalniom i spółce na poprawę wyników finansowych.
Marta Milczarska