Wątpliwa prorodzinność rządu
Wtorek, 3 lutego 2015 (11:56)Wciąż słyszymy szumne deklaracje rządu Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego o zapewnieniu godnej przyszłości polskich rodzin. Nie umiem jednak pogodzić tych deklaracji z działaniami, jakie podejmuje rządząca koalicja. Aura stworzona wokół „prorodzinnych” działań rządu przypomina raczej zasłonę dymną stworzoną przez speców od PR, by odwrócić uwagę społeczeństwa od pogarszającego się stanu państwa. I po raz kolejny jesteśmy pozostawieni jedynie z hasłami troski o rodzinę, które najpierw serwował nam rząd Donalda Tuska, a teraz Ewy Kopacz.
Pierwsza w tym roku była Karta Dużych Rodzin, której rząd w żaden sposób nie był inicjatorem. Przejął ją natomiast od stowarzyszeń rodzinnych i teraz obwieszcza, że to jego sukces. Podobne działania podejmuje Pałac Prezydencki. Dlaczego tak postępują? Gdyż jest jedyny konkret, jaki można od zaraz „podać” społeczeństwu.
Niestety, im dalej zagłębimy się w politykę rodzinną obecnego rządu, tym gorzej. Jak inaczej nazwać tę wielką ideologiczną ofensywę rządu. Jako przedstawiciel rodziny wielodzietnej mogę potwierdzić obawy wielu innych rodzin, które uważają za bardzo niebezpieczne ostateczne ratyfikowanie tzw. konwencji przemocowej. Ma ona na celu rozbicie tradycyjnej, chrześcijańskiej rodziny. Wprowadza także bocznymi drzwiami ideologię gender we wszystkie dziedziny naszego życia, począwszy od przedszkoli i szkół.
Co więcej, rodziców bardzo martwią zmiany, które wprowadza Ministerstwo Edukacji Narodowej. Od lat obserwujemy obniżenie jakości kształcenia. Proponuje się „buble edytorskie”, szefowa resortu nazywa je podręcznikami. W szkole uczy się dzieci odtwórczych ról, zabijając w nich kreatywność i myślenie. To odbija się na ograniczonym rozwoju dziecka.
Nie można nie wspomnieć o tym, że ze względów politycznych rząd popycha nasze dzieci przedwcześnie na ścieżkę edukacji państwowej. To szczególnie musi martwić nas, rodziców, gdyż skutki bywają opłakane: lęki, niedojrzałość, trudne przyswajanie wiedzy itd. Najgorsze jest jednak to, że tak naprawdę nie jesteśmy w stanie przewidzieć negatywnych skutków tych posunięć.
Przeżywamy teraz także bezpardonowe wejście w najbardziej intymną i delikatną dziedzinę naszego życia, jaką jest seksualność. Odnoszę wrażenie, że uwalniając na polskim rynku farmaceutycznym pigułkę „dzień po”, chce się wystawić młodzież na pokusę wcześniejszej seksualizacji na jeszcze większą niż dotychczas skalę. Wprowadzenie tej pigułki może doprowadzić do tego, że wypaczy się w młodzieży poczucie wartości bliskości i przede wszystkim miłości małżeńskiej. Wypaczenie tych pojęć jest przemocą zadaną rodzinie i niewinności. Mówiąc wprost, jest to dewastacja seksualności dziewcząt i chłopców w Polsce.
Wszystkie „prorodzinne” działania rządu są bombą z opóźnionym zapłonem, która jest zrzucana na polską rodzinę. Jesteśmy w sytuacji, w której powinniśmy budować schrony, a nie dziękować rządowi za cokolwiek. Musimy walczyć z tymi wszystkimi działaniami władzy, póki mamy jeszcze siły, czas, by to to zmienić.
Agnieszka Jackowska