Edukuje czy uzurpuje?
Piątek, 9 stycznia 2015 (18:23)Działania Ministerstwa Edukacji Narodowej, które lansują zmniejszenie kompetencji samorządów nad szkołami, budzi mój sprzeciw i głęboki niepokój. Takie działanie może prowadzić do kilku zagrożeń.
Propozycje ministerstwa dowodzą zjawiska centralizacji zarządzania. Polska to państwo demokratyczne, w którym władza w znacznej części powinna być rozdysponowana na niższe szczeble, czyli do samorządów. Z czym to się wiąże? Właśnie gminy, które są najbliżej rodzin, które są wspólnotą, powinny decydować! Pierwszy głos musi należeć do rodziców, a później są rady szkoły. To są środowiska, które najlepiej znają swoje potrzeby i potrzeby dzieci. Nie ulega wątpliwości, że to rodzice powinni decydować o kształcie nauczania. Szczególnie mam tu na myśli takie przedmioty, które wywodzą się z kręgu etycznego, kształtowania młodego człowieka w wymiarze wychowawczym i światopoglądowym. To przedmioty z tak zwanego wrażliwego obszaru. Jeżeli więc Ministerstwo Edukacji Narodowej, które chce pełni władzy, wyznaczania kierunku nauczania dzieci, bez nieuwzględniania głosu należnego rodzicom, to jest to bardzo niepokojący sygnał. Jest to kierunek niezgodny z dobrem dziecka, a także sprzeczny z zasadami Konstytucji RP. Te działania są obce wartościom, które legły u podstaw naszej państwowości i koncepcji państwa jako rodziny rodzin.
Tymczasem, skoro MEN chce sobie zawłaszczyć tę przestrzeń bez możliwości dyskusji nad daną tezą, arbitralnie, to musi to budzić obawy rodziców, przede wszystkim o to, jakie treści będą narzucane szkołom. Ośmielam się przypuszczać, że to będą treści niezgodne z poglądami rodzin, a także mogą to być treści godzące w wychowanie i kierunek rozwoju naszych dzieci. Skąd moje lęki? Skąd taka wizja? Za odpowiedź niech posłużą zmiany w programach edukacji na wszystkich szczeblach, a szczególnie widocznych w zmianie w programie szkół ponadgimnazjalnych, gdzie większość przedmiotów kierunkowych została zredukowana do poziomu minimalnego. Tak jest chociażby z historią, gdzie zamiast rozwijać młodzież, serwują jej produkt „historiopodobny”. Jeżeli ten kierunek będzie dalej obierany, to nie dość że pokolenie tak edukowane jest pozbawione wiedzy i mądrości, zagrożona jest także nasza tożsamość narodowa.
Trzeba postawić też pytanie: czy wychowanie w szkole nie zostanie tym sposobem zideologizowane? Przecież nikt nie zagwarantuje rodzicom, że edukacja ich dziecka nie podąży chociażby w kierunku rewolucji seksualnej, która jest obecna w świecie i napiera też na Polskę. To są również moje obawy, że ten kierunek zmian może odbić się na treściach programowych.
Nie wyobrażam sobie, abyśmy mieli odejść od zasady, że „szkoła szanuje światopogląd rodziców”. Przecież z tego wypływa również kwestia religijna i wychowania w duchu patriotycznym! Jeżeli ministerstwo chce promować niezgodne z poglądami rodziców treści, a dało nam ku temu wiele przykładów, to zmniejszenie kompetencji samorządów nad szkołami świetnie się w tę politykę wpisuje. Obawiam się, że resort edukacji pragnie uzurpować sobie prawo do kierowania wzrostem i rozwojem naszych dzieci. Ministerstwo stara się zawładnąć umysłami, wychowaniem i kierunkiem edukacji młodych Polaków, która w takiej formie jest raczej „antyedukacją”.
Agnieszka Jackowska