Słowa „Bóg, Honor, Ojczyzna” ks. abp Tokarczuk uczynił treścią swego życia
Poniedziałek, 29 grudnia 2014 (20:37)Dziś mijają dwa lata od śmierci ks. abp. Ignacego Tokarczuka - biskupa, kapłana, męża stanu, który w okresie walki z Kościołem i polskim społeczeństwem był przewodnikiem stojącym na straży wartości religijnych i narodowych.
Miałem to szczęście i zaszczyt znać ks. abp. Ignacego Tokarczuka i na przestrzeni 12 lat dość często z nim rozmawiać. Przyznam, że kiedy po raz pierwszy w 1998 r. zaprosił mnie do siebie do Pałacu Arcybiskupiego w Przemyślu, czułem się bardzo skrępowany. W moich myślach niczym klatki filmu przewinęły się obrazy z dzieciństwa i wieku dorastania, kiedy wielokrotnie mogłem uczestniczyć w uroczystościach z udziałem wówczas jeszcze ks. bp. Tokarczuka.
Wzór pokory i modlitwy
Pierwszym obrazem, który pamiętam – wprawdzie jak przez mgłę – były uroczystości w Jarosławiu w 1971 r. zakończenia w diecezji przemyskiej peregrynacji symboli (paschału i pustych ram) uwięzionego przez komunistów obrazu Matki Bożej Częstochowskiej. Na te podniosłe uroczystości obok gospodarza diecezji ks. bp. Tokarczuka przybył niemal cały Episkopat Polski na czele z Prymasem kard. Stefanem Wyszyńskim i metropolitą krakowskim ks. kard. Karolem Wojtyłą. Jako dziecko niewiele pamiętam z tego czasu, ale po latach miałem okazję sięgnąć wstecz i usłyszeć wspomnienia z tych wydarzeń mojego wychowawcy, proboszcza parafii pw. Bożego Ciała w Jarosławiu, dziś już śp. ks. prałata dr. Bronisława Fili. Kapłan ten często uczył nas, ministrantów, jak służyć Panu Bogu i kochać Ojczyznę. Często w swoich refleksjach powoływał się na słowa i postawę ks. bp. Tokarczuka, z którym był w wielkiej zażyłości. Choć w obawie przed narażaniem naszego proboszcza o wielu sprawach, o których wiedzieliśmy, a przynajmniej się domyślaliśmy, nie można było głośno mówić - chociażby o tym, że często gościł w Przemyślu u ks. bp. Tokarczuka, gdzie planowali budowę kolejnych kościołów, oczywiście bez wiedzy i pozwolenia komunistycznych władz. Pamiętam też uroczystości z udziałem ks. bp. Tokarczuka, który gościł w Jarosławiu dość często, przy okazji poświęcenia nowych świątyń, czy po Sierpniu '80 podczas uroczystości religijno-patriotycznych. Pamiętam skupienie tego człowieka, który mówił niewiele, ale z uwagą słuchał. Był bardzo poważny, wtedy wydawało mi się - bardzo niedostępny. Pamiętam, jak po zakończonej Mszy św., w zakrystii, na klęczniku, pod krzyżem trwał w dziękczynieniu z głową zatopioną w dłoniach. Widziałem też szacunek, jakim darzyli go wszyscy ludzie, którzy choć na chwilę chcieli być blisko niego, zamienić słowo. Pamiętam, jak później szczycili się tym, byli dumni.
Niewygodny dla ustroju
Cały czas był pod obserwacją SB, a ówczesne komunistyczne władze uznały go za zdecydowanego i niebezpiecznego wroga PRL. Pamiętam, jak wspominał, że ilekroć wyjeżdżał z Przemyśla, nigdy nie był pewny, czy powróci. Dlatego żegnał się ze swoimi współpracownikami, tak jakby to był ostatni raz. Wspominając swoje spotkanie z bł. ks. Jerzym Popiełuszką, przyznał, że osobiście również był gotowy na wszystko.
– Były momenty trudne, ale Panu Bogu dziękuję, że dawał mi siłę do pokonywania przeciwności – mówił już mocno schorowany podczas ostatniego naszego spotkania we wrześniu 2012 r.
Skutkiem „zainteresowania” ze strony bezpieki były założone w Kurii Przemyskiej podsłuchy, ale świadom takiego zagrożenia ks. bp Tokarczuk ważne sprawy omawiał podczas spacerów na świeżym powietrzu. Jeden ze znalezionych podsłuchów przekazał na Jasną Górę.
Nie pozwolono mu na wyjazd do Rzymu z wizytą „ad limina Apostolorum”, która jest obowiązkiem każdego biskupa ordynariusza. W końcu jednak zgodzono się, wydano paszport i ks. bp Tokarczuk mógł wyjechać do Rzymu. Jednak aura, jaką stworzyła komunistyczna dyplomacja, przedstawiając ks. bp. Tokarczuka w Stolicy Apostolskiej - która nie do końca znała realia panujące w PRL-owskiej Polsce - jako osobę, która nie liczy się z prawem i z którą nie da się współpracować, nie była dla ordynariusza przemyskiego zbyt przychylna. Wspominał, jak został wezwany do Sekretariatu Stanu, gdzie pojawiły się naciski, aby złagodził swoją politykę wobec ówczesnych władz państwowych w Polsce. Biskup, który zawsze stał na stanowisku, że z komunistycznymi rządami nie ma kompromisu, a cały ten ustrój to stwór na glinianych nogach i prędzej czy później się rozpadnie, pozostał nieugięty. Zapowiedział też, że nawet za cenę zwolnienia go z urzędu ordynariusza przemyskiego nie ustąpi.
Kiedy Papieżem został Polak, który doskonale wiedział, czym jest system totalitarny, również dyplomacja watykańska zaczęła patrzeć w stronę Moskwy i stolic jej podporządkowanych z mocno ograniczonym zaufaniem. Do Przemyśla przyjechał nadzwyczajny pełnomocnik Stolicy Apostolskiej ks. abp Luigi Poggi, który przeprosił ks. bp. Tokarczuka za całe to zamieszanie, uznając jednocześnie, że takie potraktowanie jego osoby było błędem. Tym samym Stolica Apostolska przyznała rację ks. bp. Tokarczukowi.
Zresztą potwierdził to Papież Jan Paweł II, który podczas historycznej wizyty w Przemyślu 2 czerwca 1991 r. w uznaniu zasług podniósł ks. bp. Tokarczuka do godności arcybiskupiej. Następca św. Piotra skierował też do arcybiskupa następujące słowa: „Drogi biskupie Ignacy! Na przestrzeni lat Twego posługiwania stałeś się wobec Kościoła i społeczeństwa walczącego o swe suwerenne prawa rzecznikiem, świadkiem i autorytetem. Ufam, że i teraz – w nowej sytuacji – to Twoje świadectwo jest nieodzowne”. Słowa te chyba najlepiej oddają, jak ważną postacią w Kościele i dla samego Papieża był ks. abp Tokarczuk.
Podczas swoich spotkań z ks. abp. Tokarczukiem zawsze pamiętałem, z kim rozmawiam, ciesząc się jednocześnie, że dane było mi spotkać na swojej drodze tak wielkiego człowieka. Pamiętam jego ciepło i serdeczność w każdym geście, słowie, spojrzeniu pełnym dobroci i życzliwości. Nigdy o nikim nie mówił źle, przeciwnie - w każdym starał się dostrzec dobro. Był człowiekiem bardzo pokornym. Przy tym wszystkim bił od niego wielki spokój, którym zarażał. Każde jego słowo było przemyślane, przemodlone. Mimo podeszłego wieku cały czas był bardzo aktywny, dużo czytał, robił notatki, interesował się sprawami Kościoła i Polski. Był także doskonale zorientowany w tym, co dzieje się na świecie. Można śmiało powiedzieć, że ks. abp Ignacy Tokarczuk był człowiekiem, który głosił prawdę, a słowa „Bóg, Honor, Ojczyzna” uczynił treścią swego życia.
Mariusz Kamieniecki