Lektury mojego życia
Piątek, 12 grudnia 2014 (20:37)Z ks. dr. Mariuszem Bernysiem, teologiem, poetą, kapelanem Centralnego Szpitala Klinicznego przy ul. Banacha w Warszawie, rozmawia Adam Kruczek
Jak by Ksiądz określił rolę i znaczenie czytania, literatury i słowa w swoim życiu?
– Dla mnie jest to rzecz absolutnie podstawowa. Wydaje mi się, że słowo w ogóle, tajemnica słowa, rola słowa, jego znaczenie, to, jak człowiek używa słowa, jak się posługuje słowem w swoim życiu, jak przez słowo również poznaje, jaką ma odpowiedzialność za słowo – to wszystko zaprowadziło mnie do Boga. Skończyłem filologię polską jeszcze przed seminarium i są mi bardzo bliskie rozważania Jana Pawła II, który też studiował polonistykę, zawarte w jego książce autobiograficznej „Dar i Tajemnica”. Samo poznawanie słowa, poruszanie się w przestrzeni słowa jest dla mnie podstawową sprawą w powołaniu kapłańskim. To zainteresowanie słowem, książką, poezją zaprowadziło mnie do tych głębszych tematów, już ściśle religijnych.
A obecne lektury? Co Ksiądz dziś czyta?
– W tej chwili czytam głównie publikacje, które mogą pogłębiać moją wiedzę o świecie, o chrześcijaństwie, o Polsce, o Bogu. Najbardziej lubię książki religijne, które mogą mnie jeszcze bardziej zbliżyć do Boga. Moją lekturą życia, którą czytam prawie codziennie po troszeczku, jest „Dzienniczek” św. Faustyny. Lubię czytać dzienniki świętych i dzienniki polskich pisarzy.
Co Ksiądz znajduje w tych lekturach?
– One mnie uczą zajmowania właściwych postaw życiowych, formułowania osądów rzeczy, dają mi największą wiedzę o życiu i człowieku, taki swoisty wgląd w człowieka. Tu na pierwszym miejscu stawiam „Dzienniczek” św. Faustyny, ale też dzienniki innych wielkich świętych, m.in. św. Teresy z Ávila i Teresy od Dzieciątka Jezus, Jana od Krzyża – tam jest ta najgłębsza wiedza o człowieku. Lubię też czytać polską klasykę, a najbardziej literaturę polskiego romantyzmu. I gdy sam piszę jakąś książkę, a głównie dotyczą one Bożego Miłosierdzia, to szukam natchnienia nie tylko w książkach o podobnej tematyce, ale np. w romantycznej poezji religijnej naszych wieszczów narodowych. Ta lektura pozwala rozsmakować się w słowie, które też mamy przecież przekazywać innym. Lubię też czytać książki pisane przez charyzmatycznych księży, którym naprawdę zależy na tym, żeby ocalić człowieka w dzisiejszej rzeczywistości. Pociągają mnie szczególnie te, w których kapłani zajmują rolę pasterzy i prowadzą ludzi. Wtedy sam staję się owcą i bardzo dużo uczę się z tych książek. Oczywiście Jan Paweł II jest tu na pierwszym miejscu, ale również i współcześnie żyjący kapłani. Takich twórczych i ciekawie piszących duszpasterzy jest dzisiaj wielu.
Rynek czytelniczy to nie tylko książki i wielka literatura, ale również prasa. Jak osoba wierząca powinna korzystać z tych dwóch domen?
– Uważam, że powinniśmy pogłębiać swoją ogólną wiedzę na temat naszej wiary. Do tego służą głównie książki, które dają czas na refleksję, pozwalają rozwinąć interesujące nas tematy. Natomiast nie wyobrażam sobie życia we współczesnym świecie i odpowiedzialności, chociażby w modlitwie, osób wierzących bez sięgania do prasy. Należy orientować się w bieżących wydarzeniach, rzeczywistości, w jakiej się żyje, w tym, co się dzieje w kraju i na świecie, by następnie włączać się poprzez modlitwę i swoje zaangażowanie w toczące się wydarzenia. W tym rozeznaniu pomaga właściwy dobór tytułu prasowego, z którego czerpiemy informacje.
Jak na polskim rynku informacji i opinii postrzega Ksiądz funkcjonowanie „Naszego Dziennika”?
– Oceniam bardzo dobrze, czego dowodem może być fakt, że sam chętnie współpracuję z „Naszym Dziennikiem”. A zbliżyli mnie do niego przed laty parafianie, ludzie, których bardzo cenię ze względu na ich wiarę, a także ciekawe poglądy. Zastanowiło mnie, gdy podkreślali: my zaczynamy dzień od lektury „Naszego Dziennika”. Po pierwszym zaskoczeniu zacząłem coraz częściej sięgać po niego i polubiłem go.
Co szczególnie Ksiądz preferuje w lekturze „Naszego Dziennika”?
– Cenię sobie szczególnie teksty sięgające do historii i kultury Polski, podejmujące obronę wiary i patriotyzmu, wskazujące zagrożenia płynące z narzucanych nam obcych ideologii. Ale interesują mnie również bieżące reakcje na wydarzenia w kraju i na świecie, a także komentarze. Wielu komentatorów, jak np. pana Wojciecha Reszczyńskiego, nie tylko wysoko cenię, ale się od nich uczę, jak patrzeć na pewne współczesne zjawiska. To są ludzie o doskonałej orientacji w bieżących wydarzeniach, którzy potrafią otworzyć oczy na pewne zgoła nieoczywiste ich aspekty. To, co cenię w „Naszym Dzienniku” i jest to też jeden z powodów mojej współpracy, to ogromna kultura słowa. Nie znajduję tutaj tych ogromnych manipulacji, jak w innych, nawet najbardziej poczytnych, tytułach. „Nasz Dziennik” jest, w moim odczuciu, bardzo przejrzysty w tym znaczeniu, że tytuł zapowiada to, o czym będzie mowa w danym materiale. Słowo w „Naszym Dzienniku” znaczy dla mnie „tak, tak, nie, nie”. Ponadto nie widzę w nim opluwania i ośmieszania człowieka. Jeden z pacjentów szpitala, profesor, z którym niedawno rozmawiałem, powiedział mi wręcz, że aż strach dzisiaj czytać prasę, bo człowiek przede wszystkim dowiaduje się z niej, kogo dziś opluwa się na pierwszych stronach. Tego nigdy w „Naszym Dzienniku” nie było. Nawet jeśli się czyjąś postawę lub poglądy bardzo krytykuje, to można zauważyć szacunek dla człowieka. To, co mnie odraża w wielu innych tytułach prasowych, to brak jakiejś miary w stosunku do człowieka i jego poglądów.