Szeregowy zawsze zdrowy
Wtorek, 2 grudnia 2014 (02:00)Po wygaśnięciu kontraktu z wojskiem żołnierze z korpusu szeregowych zawodowych nie mogą liczyć na wypłatę zasiłku z ZUS na wypadek choroby. Rząd twierdzi, że sprawę załatwia odprawa, jaką dostają szeregowi opuszczający koszary
Do Rzecznika Praw Obywatelskich napływają skargi byłych żołnierzy dotyczące braku prawa do świadczeń chorobowych po zakończeniu służby kontraktowej. Dotyczy to osób, które po odejściu z wojska nie mogą z powodu choroby podjąć pracy zarobkowej – pracownik na etacie otrzymuje prawo do zasiłku chorobowego po 30 dniach zatrudnienia. Takie same sygnały docierają też do pracowników biura RPO podczas wizytacji jednostek wojskowych. Dlatego 6 listopada br. prof. Irena Lipowicz skierowała wystąpienie generalne do ministra obrony Tomasza Siemoniaka w kwestii możliwości podjęcia stosownej inicjatywy ustawodawczej, która zmieniłaby tę sytuację. Na dziś jest ona taka, że MON płaci za żołnierzy składki emerytalne i rentowe, ale obecne przepisy nie przewidują przekazywania za żołnierzy składek z tytułu ubezpieczenia chorobowego i wypadkowego. Sprawę tę reguluje rozporządzenie ministra z 22 listopada 2004 roku. Zdaniem RPO, można tu mówić o luce prawnej, która skutkuje brakiem uprawnień żołnierzy do zabezpieczenia społecznego w razie choroby powodującej niezdolność do pracy już po wygaśnięciu kontraktu z armią.
Ale to nie jedyny problem. Otóż żołnierz będący w korpusie szeregowych zawodowych może pełnić wyłącznie służbę kontraktową, zaś służbę stałą obecne ustawodawstwo przewiduje wyłącznie dla korpusów podoficerów oraz oficerów Sił Zbrojnych RP. A jedynie służba stała daje możliwość korzystania z wszelkich uprawnień socjalnych, przede wszystkim ze świadczeń emerytalnych. Minimalny okres uprawniający do nabycia prawa do emerytury mundurowej wynosi co najmniej 15 lat służby. Tymczasem okres kontraktu żołnierzy z korpusu szeregowych mundurowych jest krótszy – trwa 12 lat.
Szeregowiec, który opuszcza wojsko, nie nabywa więc praw do emerytury wojskowej, po dwunastu latach może albo starać się o awans, albo przejść do rezerwy. Kiedy zostaje zwolniony do cywila, pojawia się ponownie na rynku pracy, przy czym nabyte, bardzo sprecyzowane i często zawężone doświadczenie w armii (jak na przykład kierowcy wozu bojowego czy strzelca) nie pomaga mu w znalezieniu zatrudnienia.
Tymczasem, jak zauważa poseł Michał Jach (PiS) z sejmowej Komisji Obrony Narodowej, przewodniczący Parlamentarnego Zespołu ds. Wojska Polskiego, wystarczyłoby wydłużyć czas kontraktu, by żołnierz nabył prawa do emerytury wojskowej. Ministerstwo obrony nie przewiduje jednak w tym zakresie żadnych zmian legislacyjnych. Zdaniem resortu, przechodzenie wyszkolonych szeregowych do rezerwy po kilkunastu latach służby zwiększa zasoby wysokiej jakości rezerw mobilizacyjnych Polski. To wpłynie pozytywnie na system obronny naszego kraju – podkreśla ministerstwo.
Korpus szeregowych zawodowych istnieje od 1 lipca 2004 roku. Powstał w celu uzawodowienia stanowisk, które do tej pory przeznaczone były dla poborowych, powoływanych do odbycia zasadniczej służby wojskowej. Problem uposażeń socjalnych byłych żołnierzy szeregowych jest znany nie od dziś. Jeszcze w roku ubiegłym RPO sygnalizowała go ministrowi pracy i polityki społecznej, który w zasadzie podzielił stanowisko, że za osoby zwolnione z zawodowej służby w wyniku wygaśnięcia kontraktu powinna być opłacana również składka chorobowa – zapewniłoby to prawo do zasiłku chorobowego za okres po zwolnieniu ze służby.
W piśmie do RPO z 26 lipca 2013 r. wiceminister pracy Marek Bucior wyjaśnia jednak, że żołnierze ci nie znajdują się w tak krytycznej sytuacji. W myśl ustawy z 11 września 2003 r. o służbie wojskowej żołnierzy zawodowych, żołnierzowi zwolnionemu z zawodowej służby wojskowej przysługuje odprawa w wysokości od 100 do 300 proc. kwoty uposażenia zasadniczego należnego w ostatnim dniu pełnienia służby. Ponadto owe 300 proc. ulega dodatkowemu zwiększeniu o kolejne 20 proc. za każdy rok zawodowej służby wojskowej pełnionej ponad dziesięć lat. Niezależnie od tego żołnierzowi przysługuje też dodatkowe uposażenie roczne za rok, w którym nastąpiło zwolnienie ze służby. Świadczenia te przysługują niezależnie od jego stanu zdrowia. – Nie można więc uznać, że osoby zwolnione ze służby wojskowej, które nie są uprawnione do zasiłku chorobowego, są w gorszej sytuacji niż osoby, które z tytułu swojej działalności podlegają przepisom ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych – twierdzi Bucior.
Ale odprawę dostaje się tylko raz. Pytanie, co dalej. MON zapewnia, że żołnierze, którzy kończą kontrakt po 12 latach służby, mają zapewnioną możliwość awansu, od 2010 r. w resorcie obrony narodowej realizowana jest bowiem strategia pozyskiwania kadr podoficerskich właśnie głównie z korpusu szeregowych zawodowych. – Działania te są i będą ukierunkowane na zagwarantowanie jak największej liczbie szeregowych zawodowych możliwości rozwoju zawodowego i przejścia do korpusu podoficerów zawodowych w służbie stałej – twierdzi MON.
– Tylko żeby dostać się do korpusu podoficerskiego, musi się tam zwolnić miejsce. Ponadto brak jest jasno sprecyzowanych zasad, według których takiego chętnego do szkoły podoficerskiej lub oficerskiej się przyjmuje. Wśród takich mierzalnych kryteriów, jak wykształcenie czy warunki zdrowotne, jest jeszcze opinia przełożonego, a ta może być stronnicza. Wprowadza się tu pewnego rodzaju uznaniowość – zaznacza poseł Jach. – Byłym szeregowym proponuje się także podjęcie pracy w MON już w charakterze pracownika cywilnego. Ale, po pierwsze, takich stanowisk jest niewiele, a po drugie, wynagrodzenie pracowników cywilnych w MON w żadnej mierze nie jest konkurencyjne – mówi Jach. – Chłopaki, którzy kończą kontrakt, najczęściej szukają po prostu nowej pracy. Rzadko który robi karierę w wojsku, bo tu panuje swego rodzaju wolna amerykanka. Więc nie mają wyjścia – twierdzą żołnierze, z którymi rozmawiał „Nasz Dziennik”.
Potwierdza to gen. Roman Polko, który zaznacza, że w armii zawodowej żołnierze, którzy służą w korpusie szeregowych, właściwie nie mogą liczyć na stałą pracę. Awans na podoficerów lub nawet oficerów dostają bowiem tylko nieliczni. Pozostali zgodnie z art. 13 ustawy o służbie wojskowej żołnierzy zawodowych po 12 latach muszą bezwzględnie pożegnać się z armią. – Oczywiście, część ma szanse na awans, na uzyskanie stopnia podoficera czy oficera, ale o to nie jest łatwo. Nie ma bowiem ani zbyt wielu miejsc, ani przejrzystych reguł kadrowych w tym zakresie – zauważa były szef GROM. Zgodnie z decyzją MON z 9 września 2014 r. w sprawie naboru na szkolenie wojskowe kandydatów na oficerów, w 2015 r. szkolenie takie prowadzą dwie uczelnie wojskowe: Wyższa Szkoła Oficerska Wojsk Lądowych we Wrocławiu oraz Wyższa Szkoła Oficerska Sił Powietrznych w Dęblinie. W pierwszej z tych placówek w ramach trzymiesięcznego Studium Oficerskiego przygotowującego do pełnienia służby liczba miejsc na szkolenie wojskowe kandydatów na oficerów wyniosła tylko 12. Limit miejsc na szkolenie roczne wyniósł natomiast 31, przy czym dla szeregowych zawodowych przeznaczono tylko 15. To mało w sytuacji, gdy bardzo wielu szeregowych zdobyło bogate doświadczenia w misjach wojskowych, uzyskało odpowiednie kwalifikacje i może pochwalić się dobrą znajomością angielskiego.
Druga strona medalu
Z prognoz Biura Bezpieczeństwa Narodowego, które wskazywało na problemy wynikające z utworzenia armii zawodowej, wynika, że w latach 2016-2022 wojsko opuści ponad 34 tys. szeregowych. Tylu właśnie ochotników zasiliło w latach 2004-2010 szeregi armii, najwięcej w okresie tworzenia armii zawodowej, w nadziei na dobre wynagrodzenie i stabilną pracę.
Rodzi się przy tym pytanie, czy MON zdoła zapełnić lukę, jaka powstanie po odejściu tak dużej liczby żołnierzy. Dopytywany o to resort podkreśla, że nie przewiduje w tym zakresie trudności.
Zdaniem niektórych żołnierzy, z którymi rozmawiał „Nasz Dziennik”, zwalnianie do cywila dobrze wyszkolonych i sprawnych fizycznie żołnierzy będzie pewną stratą dla dowódców. – Niemniej jednak nie można oczekiwać, że czterdziestoletni czy pięćdziesięcioletni żołnierz szeregowy będzie sprawnie biegał z karabinem. Poza tym każdy z żołnierzy szeregowych z chwilą podpisania kontraktu wiedział, że otrzymuje propozycję pracy na 12 lat na określonych warunkach. Składając swój podpis pod kontraktem, zaakceptował go. Ponadto w wojsku obowiązuje też zasada rekonwersji – w czasie tych 12 lat żołnierz może się przekwalifikować. Ci ludzie mają pewne możliwości, by przemyśleć swoją ścieżkę zawodową. A zapewnienie pewnych świadczeń socjalnych po wygaśnięciu kontraktu z pewnością obciążyłoby dodatkowo budżet – mówią wojskowi.
– Nawet jeśli przepisy nie zapewniają pewnych świadczeń socjalnych żołnierzowi, który kończy służbę w armii, to MON powinien – nawet w ramach ekstraordynaryjnej ścieżki – doprowadzić do tego, żeby ci żołnierze takie świadczenia uzyskali. Żołnierze powinni mieć poczucie bezpieczeństwa socjalnego za to, co wykonują na rzecz bezpieczeństwa Ojczyzny. Wojsko powinno się czuć za nich odpowiedzialne – ripostuje poseł Jach.