Wobec nowego kulturkampfu
Czwartek, 4 października 2012 (06:02)Przed warszawskim marszem w sprawie obrony Telewizji Trwam pytano w różnych programach polityków i związkowców, czy wybierają się na niego i dlaczego zamierzają to zrobić.
Takie pytanie zadano m.in. Jarosławowi Kaczyńskiemu i Piotrowi Dudzie. Odpowiedzi były dość jednoznaczne, że walka o wolność słowa jest podstawowym dobrem w sferze życia publicznego i obecność na marszu jest bardzo ważna.
Dla ludzi PO medialne utożsamienie PiS i innych partii prawicowych ze środowiskiem Radia Maryja było rzeczą korzystną. Uważano, że w ten sposób, przy czarnej propagandzie, jaką stosują media lewicowe wobec toruńskiej rozgłośni, da się zamknąć elektorat prawicowy w granicach symbolicznych 30 procent, a ludzi niechętnych Radiu Maryja zniechęci się do prawicy.
Tymczasem skala niesprawiedliwości związana z brakiem koncesji dla Telewizji Trwam doprowadziła do olbrzymiego oburzenia społecznego. Praktyczna monopolizacja przestrzeni medialnej przez jedną lewicowo-liberalną część sceny ideowej zmobilizowała wielu ludzi zatroskanych o wolność słowa w Polsce do poparcia protestów w obronie Telewizji Trwam.
Doszło do sytuacji, niespotykanej od czasów komunizmu, że Kościół w prosty sposób zaczął być kojarzony z obroną wolności. Wszak wolność słowa jest podstawą wszelkich innych praw publicznych, jakie posiadają obywatele w normalnym państwie.
Dla obozu władzy skupionego wokół PO zjawisko to nie wydawało się groźne, dopóki nie przelała się masa krytyczna tych protestów (ponad dwa miliony podpisów).
Dla środowisk ideowych spod znaku "Gazety Wyborczej" czy TVN skupienie rozlicznych środowisk wokół ojca Tadeusza Rydzyka zdefiniowane zostało jako potworne zagrożenie. Media te walczą bowiem o rząd dusz w imię idei charakterystycznych dla kręgów zachodnioeuropejskiej Nowej Lewicy. Starały się one sprowadzić Radio Maryja do roli tzw. moherów, a więc do wymiaru jakichś bliżej nieokreślonych grup "ksenofobicznych", "zacofanych".
Tymczasem realne prześladowanie związane ze sprawą nieprzyznania koncesji Telewizji Trwam skupiło wokół ośrodka Radia Maryja ogromną rzeszę ludzi. W obozie lewicowym musiano dojść do wniosku, że najważniejsza walka, walka o rząd dusz, zaczyna zmierzać do klęski. W ten sposób urealnia się najgorszy sen Adama Michnika - reaktywacja kulturowa narodowo-katolickiej, przedwojennej Polski.
Środowisko "Gazety Wyborczej" zdaje sobie sprawę, że Radio Maryja i Telewizja Trwam nie ograniczają się do oddziaływania na politykę polską. Chodzi o obronę podstaw kultury katolickiej, chrześcijańskiej moralności na wszystkich piętrach życia ludzkiego. Długoletnie wysiłki, by Polaków przerobić na areligijnych kosmopolitów, okazały się płonne.
Oczywiście świadomość wojny kulturowej, dodajmy - wojny na media, jest od lat wysoka w kręgach polskiej Nowej Lewicy. Problem w tym, że w ostatnich miesiącach kręgi te straciły najważniejszy oręż, jakim posługiwały się w walce z toruńską rozgłośnią. Chodzi o hasła wolnościowe.
Dzisiaj to Telewizja Trwam jest na czele mediów ostro walczących o wolność słowa, TVN czy "Gazeta Wyborcza" zaliczane są do tzw. mediów reżimowych. Wydaje się, że przede wszystkim dlatego w ocenie ostatniego marszu zdecydowano się na zmianę retoryki opisu wydarzeń, które miały miejsce na ulicach Warszawy.
Już nie pytano polityków czy związkowców, dlaczego dołączyli do marszu organizowanego przez Telewizję Trwam, lecz odwrotnie - ogłoszono, że marsz miał wymiar ściśle partyjno-polityczny.
Uznano zatem, że lepiej jest przedstawić marsz jako inicjatywę PiS, niż pozwolić, by w Polskę i świat poszła informacja, że ojciec Tadeusz Rydzyk zebrał wokół siebie kilkaset tysięcy ludzi. Można bowiem stracić wiele w parlamencie, ale nie można pozwolić sobie na klęskę w walce o kulturę.
Dlatego tytuły artykułów w poniedziałkowej "Wyborczej" opisujących marsz w ogóle przeszły obok samej istoty warszawskiego protestu: "PiS ogłasza wielką mobilizację" "Kaczyński mówi: sprawdzam", "Nasz prorok Jarosław", "Lepiej demonstrować, niż siedzieć na kanapie".
Środowiska medialne skupione wokół "Gazety Wyborczej" czy TVN mają bardzo duży wpływ na przekaz informacji z Polski do mediów zagranicznych. Będąc w Holandii i w Niemczech, dowiedziałem się, w jaki sposób tamtejsza telewizja przedstawiała Marsz w obronie Telewizji Trwam.
Podkreślano, że na ulice Warszawy wyszły tysiące ludzi protestujących "przeciwko podniesieniu wieku emerytalnego" (sic!!!). Oczywiście pokazanie protestu w takim kontekście w jakimś stopniu obnaża słabość rządu PO, ale w ogóle nie mówi się tam o gwałceniu w Polsce wolności słowa, nie pisze się też o sile katolików w naszej Ojczyźnie.
Wszak dla zachodnioeuropejskich kręgów lewicowych współczesne szerokie ruchy społeczne nie mogą mieć katolickiego charakteru. Podobnie rzecz się miała w początkach lat 80.
Jak opisuje jeden z działaczy emigracyjnych, kiedy Polacy organizowali w Amsterdamie protesty przeciwko wprowadzeniu stanu wojennego, do grona Polaków demonstrujących z flagami "Solidarności" dołączyły grupy związkowców holenderskich z czerwonymi sztandarami i hasłami neomarksistowskimi.
Ruch robotniczy ("Solidarność") nawiązujący do zasad chrześcijańskich, posługujący się katolicką symboliką religijną nie mieścił się w przestrzeni wyobrażeń lewicy zachodnioeuropejskiej. Dzisiaj szeroki ruch walki o wolność mediów i o uzdrowienie moralne życia społecznego, którego animatorem jest katolicka rozgłośnia, również nie mieści się w głowach właścicieli lewicowych mediów na Zachodzie.
Biorąc pod uwagę rzeczywistość, musimy stwierdzić, że w sytuacji olbrzymiej wojny (rewolucji) kulturowej, jaka trwa w Europie i w Polsce, zjawisko społeczne spod znaku Radia Maryja i Telewizji Trwam ma olbrzymią wagę. Mimo jawnej dyskryminacji, mimo rozlicznych szykan środowisko to odniosło olbrzymi sukces, gdyż skupia wokół siebie coraz szersze kręgi zatroskane o przyszłość życia kulturowego i społecznego w Polsce.
Nie ulega wątpliwości, że tak w Radiu Maryja, jak i w Telewizji Trwam sprawy polityczne mają wysoką rangę. Treści tam prezentowane obejmują jednak o wiele szersze spektrum zagadnień, które można by określić mianem szeroko rozumianej kultury narodowej (kwestie religijne, naukowe, z dziedziny artystycznej, moralnej itp.).
Znaczenie środków społecznego przekazu trudno przecenić. W wielkiej walce kulturowej na media marsz warszawski może odegrać olbrzymią rolę. Można mieć nadzieję, że w takiej atmosferze społecznej przybędzie słuchaczy i telewidzów mediów zorganizowanych wokół Ojców Redemptorystów. Po raz kolejny ludzie, którym drogie są wiara i Polska, mogli się policzyć, mogli wzmocnić motywację do walki zmierzającej do przebudzenia Polski.
Prof. Mieczysław Ryba