Wolność słowa reglamentowana
Wtorek, 25 września 2012 (06:08)Niezależne dziennikarstwo i nieskrępowana wolność wyrażania krytycznych ocen, opinii i poglądów w polemice z jedynie słusznymi wizerunkami kreowanymi przez rządzący w Polsce układ polityczny - to zbyt przeszkadza w tworzeniu państwa pozorów, aby było tolerowane.
Dzisiaj w Polsce po odzyskaniu samostanowienia o swoim kształcie ustrojowym narasta patologia w przestrzeganiu praw człowieka. Dotyczy to również wolności słowa.
Priorytet jednostronnego wizerunku kreowanego z socjotechniczną sprawnością przez sprawującą monopol koalicję Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego coraz skuteczniej eliminuje pluralizm i wolność wyrażania opinii, ujawnianie i krytyczną ocenę faktów wskazujących na niekompetencję i zaniedbania władzy wykonawczej, sądowniczej i ustawodawczej w Polsce.
Świat orwellowskich pozorów stopniowo zastępuje charakterystyczne dla prawidłowo funkcjonujących demokracji poszanowanie wolności słowa, szacunku dla odmiennych poglądów, prawa do krytyki i polemiki.
Prawie 2,5 miliona Polaków zwróciło się z apelem do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji o zaprzestanie dyskryminacji katolickiej Telewizji Trwam, której odmówiono umożliwienia emisji programu w technice cyfrowej. Rzeczywisty powód: zakres programu katolickiego nadawcy znajduje się poza bezpośrednim i pośrednim zasięgiem układu politycznego, który rządzi w Polsce.
Wraca cenzura
W publicznych środkach przekazu (prasa, radio, telewizja) doświadczamy dzisiaj jak za czasów PRL wybiórczego przekazywania informacji o faktach, eksponowania ich oceny i charakteru według politycznych dyrektyw partyjnych, "jedynie słusznego wzorca wizerunkowego", usuwania, pomijania, bagatelizowania patologii, naruszeń praworządności i łamania zasad demokracji, w tym podstawowych praw człowieka.
Budowanie kontroli politycznej nad przekazem medialnym i próba wprowadzenia tylnymi drzwiami cenzury posługuje się sprawdzonymi w systemach totalitarnych metodami. Dokonuje się przez selekcję dziennikarzy, którzy są oporni wobec zakładanej i programowanej przez władzę manipulacji komunikacją społeczną.
Brak wolności słowa jest niezmiernie groźny dla rozwoju społeczeństwa i sprzyja powstawaniu systemu pseudodemokratycznego. Zbyt często informacje i komentarz zastępuje u nas propaganda. Odbieranie programów publicystycznych niepokornym i niezależnym dziennikarzom w opanowanej przez polityczny układ telewizji publicznej jest wyrazem braku szacunku dla pluralizmu informacyjnego i poglądowego. Dziennikarze niewpisujący się w oficjalną propagandę mainstreamową są bez skrupułów pozbawiani stanowisk i zastępowani przez dyspozycyjnych wobec polityki informacyjnej narzucanej z góry. Polityka ta eliminuje z przekazu medialnego poglądy niezgodne z oficjalną wizerunkową polityką partii rządzącej. Z klucza partyjnego następuje obsadzanie stanowisk w środkach społecznego przekazu, a poprawność polityczna niejednokrotnie zastępuje profesjonalizm.
Dziennikarze, publicyści i pisarze są karani za negatywne opinie o działaniach rządzącego Polską i monopolizującego władzę układu partyjnego - według wypróbowanych wzorów z przeszłości. Następuje to w drodze pozywania i prowadzenia postępowań sądowych, których wynikiem są znaczne dolegliwości finansowe przekraczające możliwości płatnicze podsądnych. Przykład? Wiele orzeczeń uznających za niedopuszczalne wyrażanie opinii i poglądów, a nawet nazewnictwa i słów forsowanych przez prominentnych przedstawicieli władzy wtedy, gdy za ich przykładem posługuje się nimi obywatel z odmiennym światopoglądem według zasady: "Nieważne, co się mówi, ważne, kto to mówi".
Życie na podsłuchu
Represyjnie wszczynane prokuratorskie postępowania karne dotknęły dziennikarstwo śledcze. Przykładem jest uwikłanie dziennikarza śledczego Wojciecha Sumlińskiego w rzekome przecieki utajnionych informacji o przenikaniu byłych funkcjonariuszy służb komunistycznych do systemu decyzyjnego aktualnej Polski (dotyczy raportu o Wojskowych Służbach Informacyjnych). Wlekące się do dzisiaj postępowanie karne w tej sprawie i prześladowanie dziennikarza doprowadziło do jego wyeliminowania ze sfery wolnego słowa i próby samobójczej.
Zamachy na wolność słowa dotknęły też sferę internetu. O ile o opozycji można pisać wszystko bez negatywnych konsekwencji, o tyle o osobach pełniących funkcje polityczne nie można uprawiać form żartów i satyry na prywatnych blogach internetowych.
Przykład internauty, który redagował satyryczny blog Antykomor.pl, pozbawionego z tego tytułu przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego nośników elektronicznych i możliwości działań w obrębie wolności słowa, gdyż satyrą poczuł się dotknięty prezydent Bronisław Komorowski - stał się powodem protestów społecznych. Mimo to autorowi bloga wytoczono sprawę karną, a prokuratura domagała się dla niego drakońskich kar. 14 września Sąd Okręgowy w Piotrkowie skazał blogera na karę jednego roku i trzech miesięcy ograniczenia wolności z obowiązkiem wykonywania 40 godzin prac społecznych miesięcznie.
Wyżej przytoczonym środkom ograniczenia sfery wolności słowa w Polsce towarzyszy ponad 100-procentowe zwiększenie inwigilacji obiegu komunikacji międzyosobowej przez kontrolę billingów połączeń telefonicznych i stosowanie podsłuchów.
Obecnie istniejąca sytuacja zagraża obiegowi wolnej i chronionej prawem stanowionym wolności pozyskiwania i dzielenia się informacjami, poglądami i opiniami. Represyjne działania władz w tym zakresie przekraczają zakres rzeczowej potrzeby ze względu na ochronę bezpieczeństwa, porządku publicznego, moralności publicznej oraz wolności i praw innych osób.
Inne standardy ochrony stosuje się w stosunku do osób reprezentujących jedynie słuszny punkt widzenia władz partyjno-rządowych, a inny w stosunku do odmiennych poglądów i wolności ich głoszenia w polemice publicystycznej.
Ten stan rzeczy wymaga korekty dla przywrócenia równości w ochronie podstawowych praw człowieka w tym zakresie, teoretycznie gwarantowanych w paktach praw człowieka i Konstytucji.
Piotr Ł.J. Andrzejewski