Komuniści komplikują życie chrześcijanom
Wtorek, 4 listopada 2014 (21:34)Komuniści laotańscy nie litują się nad swoimi chrześcijańskimi obywatelami. Ponieważ ateistyczna doktryna komunizmu ze względu na znaczną liczbę wyznawców buddyzmu chcąc nie chcąc musi się dostosować do kontekstu społeczno-religijnego, mniejszości chrześcijańskiej, przy wsparciu lokalnych mnichów buddyjskich, nie daje życiowej przestrzeni. Chrześcijaństwo jest elementem obcym i musi zniknąć. Terror i ucisk są zatem nieznośne.
Aresztowania, wypędzenia, zastraszanie, marginalizowanie, wyrzucanie z pracy, wyrzucanie ze szkół i uczelni, nakłaniane do porzucenia wiary to codzienność dla laotańskich wyznawców Chrystusa. Szczególnie ciężkie chwile przeżywają w tej chwili przedstawiciele grupy etnicznej Hmong, która od dekad jest dyskryminowana, zarówno w Laosie, jak i w komunistycznym Wietnamie, ponieważ lud ten zamieszkuje góry położone na terenie dwóch państw. Szczególnie trudne życie jest wówczas, gdy lud Hmong wierzy w Chrystusa.
Jak podaje międzynarodowa organizacja Głos Prześladowanych Chrześcijan, dwóch chrześcijan z plemienia Hmong, Tou Ly i Fai Cho, zostało w sierpniu br. zmuszonych przez krewnych do opuszczenia swoich domów, bo odmówili wyrzeczenia się Chrystusa. Byli też cały czas nakłaniani do powrotu do praktykowanej w tej społeczności tradycji kultu przodków. Ponieważ wykazali się walecznością i wiernością Ewangelii, po pogróżkach i presji lokalnej wspólnoty do akcji wkroczyła milicja. Zostali aresztowani przez miejscowe władze i byli przetrzymywani w więzieniu przez dwa tygodnie. Po ich uwolnieniu 25 sierpnia zostali zmuszeni do wynajęcia mieszkania poza wioską.
Ich trudna sytuacja skomplikowała się jeszcze bardziej, kiedy 27 września br. zmarł ojciec Fai Cho. Lokalne władze nałożyły na jego rodzinę dużą karę pieniężną, twierdząc, że nie uzyskała ona wymaganego pozwolenia na pogrzeb. W tej chwili mężczyźni ci otrzymują pomoc od swojej wspólnoty, co pozwala im pokryć koszty nałożonej kary, chociaż brakuje im żywności oraz odzieży i pilnie potrzebują pomocy, ale, jak mówią, są szczęśliwi, że znoszą ten trud dla Chrystusa.
To nie przypadek ani incydent. Wyznawcy Chrystusa, którzy nie chcą „współpracować”, otrzymują zawiadomienie, że jeśli zamierzają pozostać w wiosce, to muszą porzucić chrześcijaństwo i wrócić do tradycyjnej religii, zazwyczaj animizmu z elementami buddyzmu.
Ponieważ chrześcijanie nie decydują się zazwyczaj na uprawianie pogańskiego kultu i czczenie demonów, opierając się na konstytucji laotańskiej, która zapewnia ochronę ich praw religijnych, są zwalczani i zastraszani, aż wreszcie dochodzi do ich wypędzenia. Komuniści pozbawiają ich wszystkiego, domów, gospodarstw, pól, bydła, wreszcie praw obywatelskich.
Od momentu dojścia do władzy komunistów w 1975 roku z kraju wydalono wszystkich misjonarzy, a mniejszość chrześcijańska, która – co jest wielkim cudem – wciąż jeszcze egzystuje, jest poddawana ścisłej kontroli rządowej.
W 2011 roku, po brutalnym stłumieniu protestów niektórych grup z mniejszości etnicznej Hmong, restrykcje te uległy dalszemu zaostrzeniu.
Tou i Fai są tylko dwoma z milionów chrześcijan, którzy znoszą liczne upokorzenia dla Królestwa Niebieskiego. Nie zapominajmy o nich, szczególnie 9 listopada, gdy w całej Polsce będziemy obchodzić Dzień Solidarności z Kościołem Prześladowanym.
Dr Tomasz M. Korczyński