Dziękuję, że jest „Nasz Dziennik”
Niedziela, 2 listopada 2014 (21:11)Z Ryszardem Morką, artystą operowym, rozmawia Beata Falkowska
W internecie krąży ostatnio łańcuszek, w którym znajomi ludzie wymieniają się listą 10 książek, które wywarły na nich największe wrażenie. Ja zapytam Pana o takie trzy ważne w Pańskim życiu książki.
– Tych pozycji było trochę więcej. Gdy ja i moja żona otrzymaliśmy łaskę nawrócenia, niezwykłą rolę w naszym zbliżaniu się do Pana Boga odegrał „Dzienniczek” św. Siostry Faustyny, który – przyznam – na początku był lekturą trudną, a momentami niezrozumiałą dla człowieka, który nie miał bliskiej relacji z Panem Bogiem. Oczywiście jest to pozycja, do której wróciłem po paru miesiącach i do której wracam nieustannie.
Dzieła mistyczne mają to do siebie, że wciąż odkrywamy w nich coś nowego. Wymienię teraz niepozorną, 80-stronicową książeczkę „Pozwólcie ogarnąć się miłości” napisaną przez Annę, zmarłą kilka lat temu mistyczkę. Książkę tę ofiarował mi kolega z chóru w Teatrze Wielkim. Wróciłem z nią do domu po spektaklu, było po godz. 23.00, zjadłem kolację i postanowiłem przeczytać kilka stron. Jak zacząłem czytać, nie mogłem się oderwać. Skończyłem chyba o czwartej nad ranem. Słowa z tej książki trafiały w samo serce człowieka, właściwie płacząc, czytałem stronę po stronie. Jak wspomnę ten moment, to i teraz ogarnia mnie wzruszenie. Było jeszcze parę książek tej autorki ważnych dla mnie: „Boże wychowanie” czy „Świadkowie Bożego Miłosierdzia”, gdzie opisuje ona swoje rozmowy z tymi, którzy są w Niebie i czyśćcu. To oczywiście objawienia prywatne. Niezwykły jest opis rozmów z gen. Augustem Fieldorfem „Nilem” czy Januszem Korczakiem. Myślę, że Duch Święty wybiera ludzi, przez których uchyla rąbka tajemnicy, kim jest Pan Bóg, jak bardzo nas ukochał.
Następna książka to „Traktat o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny” św. Ludwika Marii Grignion de Montforta. Jak wiemy, nie kto inny, ale św. Jan Paweł II, wychowany na tej lekturze, polecał ją wszystkim. Ta mała niebieska książeczka wyjaśnia, kim jest Najświętsza Maryja Panna, że nabożeństwo do Matki Najświętszej jednoczy nas z Jezusem. Polecam tę lekturę każdemu.
Oczywiście nie mogę nie wspomnieć o „Orędziu Miłości Serca Jezusa do świata” o. Lorenzo Salesa, który przybliża nam orędzie Jezusa przekazane Słudze Bożej s. Konsolacie Betrone, klarysce kapucynce żyjącej pod Turynem. Zaprasza nas ona do prawdziwego oddania się Jezusowi, postawienia Pana Boga na pierwszym miejscu, zjednoczenia się z Miłością. „Jezu, Maryjo, kocham Was, ratujcie dusze” – to jedna z modlitw z tej książki, w której zawiera się wszystko: i uwielbienie Boga, i orędowanie za braćmi, którzy pogubili się na drogach życia. To orędzie daje piękne doświadczenie tego, kim jest Bóg. Przytoczę jeszcze fragment orędzia: „Ja pragnę jednego od moich stworzeń: miłości. A jeżeli prawdziwie będą mnie kochać, nie będą grzeszyć”.
Tak ważną dla Pana książkę otrzymał Pan od kolegi. Święty Josemaria Escriva mówił o „apostolstwie książek”. Święty Ignacy Loyola nawrócił się po lekturze duchowej. Wierzy Pan, że pewne książki nieprzypadkowo trafiają do nas. Dzieli się Pan z innymi książkami, które dla Pana są ważne?
– Jestem przekonany, że nie ma przypadkowości w naszym życiu, że Opatrzność Boża czuwa nad nami, by przybliżyć nas do siebie, byśmy mogli szczerym sercem szukać Boga. Pan Bóg daje się odnaleźć. Chce naszego wzrostu. Duch Święty porusza nasze serca, ukierunkowuje nas na czytanie Pisma Świętego i na dane lektury. Myślę, że ta książeczka podarowana mi przez kolegę także była darem Bożej Opatrzności, darem Miłosierdzia. Bo człowiek na drogach swojego życia jest pogubiony. Przyjechał do wielkiego miasta, może mówi sobie: „Wierzący jestem, ale co ja będę chodził do kościoła, spowiadał się ze słabości drugiemu człowiekowi”. Ta niepozorna książeczka wzbudziła w moim sercu pragnienie miłowania Boga i człowieka, bycia lepszym. Jeżeli jakakolwiek książka robiła na mnie wrażenie, natychmiast się nią dzieliłem. To były czasy, że nie można było tego, co się chciało, kupić od razu w księgarni. Pamiętam, że wykonałem bardzo dużo kserokopii książki „Pozwólcie ogarnąć się Miłości” i rozdawałem je. Gdy człowiek doznał takiej łaski, że został ubogacony przez jakąś książkę, pragnie się tym dzielić. Szczęściem każdy chce się dzielić, przekazać je drugiemu człowiekowi. Przeczytałem także u początku nawrócenia książkę o św. Ojcu Pio. Byłem zafascynowany tym, że w naszych czasach żył tak wielki święty, zjednoczony z Jezusem, naznaczony stygmatami i tak wielkie cuda Pan Bóg działał przez niego. Wiele książek o Ojcu Pio wówczas rozdałem. To jest zupełnie naturalny proces w życiu każdego człowieka, który doświadczył Boga, który chce otwierać się na dobro, miłość i chce, by inni zakosztowali tego szczęścia i pragnęli nawracać się każdego dnia od nowa. Bo oprócz tego, że jest w naszym życiu ten konkretny moment nawrócenia, zwrotu ku Bogu, to dorastanie do bycia świętym to nieustanny proces.
Boimy się świętości?
– „Nie lękajcie się, otwórzcie drzwi Chrystusowi!” – wzywał nas św. Jan Paweł II. Ten lęk przed świętością musi zostać pokonany przez łaskę i pragnienie bycia lepszym. Bo cóż to jest świętość? Świętość to znaczy kochać Boga, oprzeć swoje życie na Dekalogu, na Ewangelii, gdzie czytamy, jak Pan Jezus pokazał nam, jak wypełnić misję, którą Pan Bóg nam przeznaczył. Bo Pan Bóg pragnie każdego z nas w Niebie. A prawdziwość naszego nawrócenia realizuje się w życiu – kiedy będziemy dla drugiego, kiedy będziemy chcieli zająć nie pierwsze, ale ostatnie miejsce, nie kierować się swoją wygodą, ale pragnieniem dobra dla innych, a przede wszystkim tego, by każdy był zbawiony. Bóg nie wyłącza nikogo z kręgu zbawionych, ale jest ten warunek: pragnienie pójścia za Jezusem. To człowiek wybiera miejsce w wieczności: albo opowiada się za Bogiem, albo przeciwko. Albo chce być promieniem radości i dobra dla innych, albo udaje, że nie widzi tego, który potrzebuje naszego uśmiechu, złotówki czy dobrego słowa.
A jak było z czytaniem Pisma Świętego? Czym jest dla Pana Słowo Boże? Jak Pana „czytanie” Biblii zmieniało się na przestrzeni lat?
– Biblia jest księgą ksiąg i żywym słowem Boga. W młodości ten kontakt z Pismem Świętym był żaden. Słowo Boże docierało do mnie tylko w czasie Mszy Świętej. Gdy w tym okresie nawrócenia byliśmy z żoną pierwszy raz w Medjugorie, silnie dotknęły mnie słowa Matki Najświętszej, która powiedziała, że zapomnieliśmy o Biblii, że nie czytamy Słowa Bożego, a to Słowo stawia nas w prawdzie naszego życia, tego, co jest dla nas ważne. Przyszedł potem moment, że kupiliśmy Biblię i jest na honorowym miejscu w naszym domu. Jest możliwość, by w każdym momencie do niej podejść i przeczytać parę wersetów czy też parę słów. Jest we mnie wiara, że Biblia jest niezwykłą łaską od Boga, niosącą najwspanialszą nowinę, że Bóg kocha każdego z nas. Mnie, mojego brata, tego blisko i tam gdzieś na antypodach. Biblia otwiera nas na Jezusa Chrystusa, w którym mamy najlepszego przyjaciela, jeśli uznamy go za swego Pana, Króla, Zbawiciela.
Nie wspomniałem jeszcze o Małej Teresce i jej „Dziejach duszy”, w których pokazuje nam, że na małej drodze dziecięctwa Bożego nie tylko wielkie czyny, ale małe wydarzenia, przeżywane w łączności z Bogiem i dla Boga, mają wielką wartość. Bo największe dzieła wykonane bez miłości nie mają sensu.
Znajduje Pan dobre, inspirujące ku dobru treści w „Naszym Dzienniku”? Co ceni Pan w naszej gazecie?
– Prenumerujemy „Nasz Dziennik” nie dlatego, że jest to określona opcja, ale ze względu na zawartość i treści, które mogę odnaleźć. Wartość czasopism, gazet weryfikuje czytelnik. Ja przez tyle lat prenumeraty nie znudziłem się tym dziennikiem. Szczególnie interesuje mnie tematyka historyczna i religijna, artykuły związane z naszym dziedzictwem narodowym, wielkimi wydarzeniami w naszej historii. Większość osób zna słowa króla Jana III Sobieskiego wypowiedziane po wiktorii wiedeńskiej: „Przybyłem, zobaczyłem, Bóg zwyciężył”. A dzięki artykułowi w „Naszym Dzienniku” dowiedziałem się, że Pan Jezus, objawiając się św. Małgorzacie Marii Alacoque, powiedział, że chce dopuścić na pięć wieków niewolę turecką na Europę za jej niewierność, odstępstwo od Boga. Święta Małgorzata usilnie się modliła, pokutowała, by to się nie spełniło. W kolejnym objawieniu Jezus powiedział: „Przyjąłem Twoje modlitwy i znalazłem króla, który tego zwycięstwa nie przypisze sobie, lecz Mnie i mojej Matce”. Iluż jest ludzi, którzy ten niezwykły epizod mówiący o tym wydarzeniu związanym z odsieczą wiedeńską znało? Interesuję się historią, ale nie znałem tego faktu, a to jest fundamentalny fakt, który pokazuje, że dziejami świata kieruje Boża Opatrzność. Jakże wielką postacią jest Jan III Sobieski, który z taką pokorą uznał, że to zwycięstwo to dzieło Boże, a on był tylko narzędziem w ręku Boga. Jak potrzeba nam takich przywódców, takich wielkich ludzi, wielkich miłością do Boga i pokorą, służących Bogu i ludziom. Przytoczyłem tę opowieść, bo bliska mi jest historia, wydarzenia z naszej historii rzutujące na historię całego świata. O tym wszystkim dowiaduję się z „Naszego Dziennika”, tu mówi się prawdę, tu relacjonuje się rzeczywistość taką, jaką ona jest. Każdy, kto dziś chce dociekać prawdy, widzi, jak ją się kamufluje i przeinacza.
Dziękuję „Naszemu Dziennikowi” za drukowanie kazań naszych pasterzy, co dla nas, wiernych, ma tak wielką wartość, daje poczucie, że nie jesteśmy osamotnieni, że na czele owczarni są pasterze. Zachęcam zatem wszystkich, wierzących czy niewierzących, by przełamali się i sięgnęli po „Nasz Dziennik”. Każdy poszukujący prawdy znajdzie ją na tych łamach, znajdzie także wiele tematów, które poszerzą jego wiedzę.
Widzi Pan mocno sens robienia takiej gazety, prezentacji treści, które nie są popularne? Polski rynek prasy czy też szerzej Polska i Polacy potrzebują takiego dziennika?
– To jest bardzo potrzebne, by było to światełko, które świeci w ciemnościach. Oczywiście nie mam na myśli całego rynku prasy, bo są także inne tytuły katolickie, po które warto sięgać. To jest potrzeba i posłannictwo. W dzisiejszych czasach widzimy zamach na człowieka. Bo jeżeli ktoś zostanie pozbawiony Boga, straci tak naprawdę wszystko. Teraz trwa wielka walka o Boga w ludzkim sercu, na tym froncie walki „Nasz Dziennik”, media katolickie – użyję wielkiego słowa – mają misję otwierania ludzkich serc, walki z kłamstwem, oszustwem. Każdy człowiek ma pragnienie docierania do prawdy, jednak zły duch tak zmanipulował ludzkie umysły, że przyciągnął ich do tych mediów, przez które rozlewa się trucizna w serca i umysły, mediów, w których szarga się świętości, depcze wiarę, atakuje Kościół. Ale my winniśmy żyć nadzieją, że jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam. Powinniśmy powtarzać za św. Michałem Archaniołem: „Któż jak Bóg”. Słowa wypisane nad figurą Jezusa przed kościołem Świętego Krzyża na Krakowskim Przedmieściu „Sursum corda” mają być naszą dewizą. Wznośmy serca i spoglądajmy w niebo. Czas, gdy prześladuje się Kościół, ludzi wierzących, chce się podeptać to, co jest największą wartością w życiu człowieka, jest może dopuszczony po to, by ludzie wiary jeszcze bardziej skierowali swoje serca i umysły na Boga, by patrzyli w niebo. By ten napis „Jezu, ufam Tobie” spod obrazu Jezusa Miłosiernego był w naszych sercach. Odnowienie wiary, pobudzenie wiary w ludzkich sercach to jest ta misja, w którą wpisuje się „Nasz Dziennik”. To Pan Bóg was wybrał jako dziennikarzy i daje odwagę mówienia o trudnych sprawach, o rzeczach, które są wyśmiewane, i zachęcania, by człowiek skierował się ku Bogu. Życzę państwu tej odwagi i ufności, że jesteście narzędziami w rękach Boga, że Bóg prowadzi te wszystkie dzieła i Opatrzność Boża czuwa nad wami. Dziękuję, że jesteście.