• Czwartek, 9 kwietnia 2026

    imieniny: Marcelego, Dymitra

Somalizacja Libii

Niedziela, 2 listopada 2014 (08:50)

Wkrótce Libia może stać się krajem upadłym, podobnym do fikcji państwowości, jaka panuje w ogarniętej chaosem i bezprawiem Somalii, z tą jednak różnicą, że w przypadku Libii właściwie nikt tego scenariusza nie pragnie, zarówno walczące strony, jak i popierające różne stronnictwa konfliktu kraje ościenne i zachodnie.
Libia dysponuje ważną kartą przetargową. Posiada bogate złoża ropy naftowej, ponadto może stać się strategicznym przyczółkiem dla islamistów z Państwa Islamskiego (IS), których aktywność została odnotowana przez samego premiera Libii Abd Allaha as-Saniego w rozmowie z gazetą „The Libyan Herald”. As-Sani przypuszcza, że grupy IS działają w Dernie, w Syrcie (były bastion Muammara Kaddafiego) oraz w innych libijskich miastach. W Libii urzędują aktualnie dwa rządy i dwa parlamenty, islamski i wygnany demokratyczny – ten uznany przez Zachód.
Oprócz IS do Libii przenikają także elementy islamskich milicji Boko Haram z Nigerii, co oznacza, że ten teren Afryki Północnej został przypisany islamskim interesom. Ofensywa islamska, która infekuje coraz większe regiony kolejnych krajów tak zwanej arabskiej wiosny (czyli de facto arabskiej zimy), komplikuje poważnie sytuację w Libii. Słaby i skłócony rząd na uchodźstwie, który został wyparty z Trypolisu i przeniósł się do Tobruku, próbuje, za pomocą lotnictwa egipskiego, osłabiać strategiczne punkty oporu islamskich rebeliantów w Bengazi, którzy opanowali miasto. Przeciwko nim walczy także szczwany gracz gen. Chalif Haftar, który ze swoimi sprzymierzonymi siłami realizuje tak zwaną operację „Godność” (z arab. Amaliya al-Karamah). Generał ma na celu wydarcie dla siebie intratnych terenów obfitujących w ropę naftową i stworzenie własnej dyktatury (albo państewka, jak przypuszczają niektórzy, sponsorowanego przez CIA, ponieważ zbuntowany generał ma wsparcie Stanów Zjednoczonych). Niegdyś rywal płk. Kaddafiego, wygnany do USA, dziś marzy o przejęciu władzy, chociażby na niewielkim skrawku Libii. Oprócz sił rządowych, wojsk Haftara i milicji islamskich, z których najgroźniejsze są powiązane z Al-
-Kaidą Ansar al-Sharia, do gry o władzę i podział tortu libijskiego włączyły się milicje plemienne, które chcą co najmniej zachować dotychczasową pozycję i mieć konkretny udział w dystrybucji czarnego złota. Do najbardziej znanych należą Tuaregowie oraz plemiona ludu Tubu.

 

Chrześcijanie na celowniku
Co ta sytuacja oznacza właściwie dla niewielkiej wspólnoty chrześcijańskiej? Na pewno problemy, jeżeli władzę przejmą ostatecznie islamiści. Wtedy wyznawcy Chrystusa, głównie katolicy, będą musieli podzielić los Irakijczyków i Syryjczyków. W pozostałych przypadkach na pewno nie doświadczą eksterminacji, ale pełnej wolności religijnej także nie, bo każda ze stron chce wprowadzić swoją wersję tak zwanego umiarkowanego islamu, może z wyjątkiem Haftara, który wprawdzie jest muzułmaninem, ale niekoniecznie pobożnym. W tym przypadku sytuacja może byłaby dla wyznawców Chrystusa najlepsza, ale trudno to przewidzieć.


Przypomnę, że po obaleniu Kaddafiego sponsorowany i osłonięty swego czasu bombami NATO-wskich myśliwców tymczasowy rząd Libii w 2011 roku (Narodowa Rada Tymczasowa) wprowadził do konstytucji prawo szariatu. Nie będę bronić Kaddafiego, który był bestią i brutalnie rozprawiał się z opozycją, a także uprowadzał młode dziewczyny i kobiety do swoich haremów, ale niewątpliwie za jego rządów chrześcijanie nie byli mordowani, o ile nie interesowali się polityką, a co gorsza, działalnością opozycyjną. Ci wyznawcy Chrystusa mieli prawo do spotykania się na modlitwie, przy czym pod baczną obserwacją tajniaków. W przypadku jednak konwertytów z islamu na chrześcijaństwo obowiązywał pełen zakaz praktyk, bo za apostazję, jak w większości krajów islamu, groziła kara śmierci. Inna rzecz, że jej nie wykonywano, niemniej odstępca musiał się liczyć z długoletnim i dotkliwym więzieniem. Dziś w Libii Koptowie i katolicy są na celowniku islamistów. Są porywani, ścinani, topieni, rozstrzeliwani. Niewielka wspólnota chrześcijan trwa przy swoim wikariuszu apostolskim i doświadcza sytuacji podobnej do tej, jaką przeżywała gmina pierwszych chrześcijan w Jerozolimie, gdy zamknięci w czterech ścianach wierni trwali na modlitwie i łamaniu chleba. Gwałtowne walki na przedmieściach Bengazi trwają. W tej chwili informatorzy z miejsca zdarzeń donoszą o lęku i niepewności, nie wiedzą, co przyniesie jutro.


W połowie października br. sytuację w Libii dla agencji Fides skomentował wikariusz apostolski Bengazi, Maltańczyk Sylvester Carmel Magro. Żołnierze gen. Chalifa Haftara prowadzą ofensywę, aby zdobyć miasto, które jest w rękach islamistów. „Czujemy się jak pustelnicy, zamknięci w czterech ścianach. Ludzie pozamykali się w swoich domach, na obrzeżach miasta cały czas toczą się walki. Od wczesnych godzin porannych słyszeliśmy ostrzał artyleryjski. W centrum miasta walki jeszcze się nie toczą, na razie to tylko obrzeża. Jednak cały czas jesteśmy w swoich domach. Wobec zaistniałej sytuacji robimy, co możemy. Proszę o modlitwę za nas”. l

Dr Tomasz M. Korczyński