Dobre i złote serca z PO
Sobota, 27 września 2014 (08:20)Ponieważ Ewa Kopacz jest od dłuższego czasu nieuchwytnym dla mediów premierem, prawdopodobnie dużo pracuje nad poprawą wizerunku i woli się w ogóle nie odzywać (może powinno już tak zostać?), dziennikarze przyłapali byłego premiera Tuska na boisku. Były premier kopał akurat piłkę i polerował swój angielski styl, gdy został zmuszony do ustosunkowania się do afery korupcji politycznej (pisałem o niej TUTAJ).
Ponieważ „kierownik” rządzi nadal, tyle że z tylnego siedzenia, wyznaczył kierunek (jak to kierownik) i wydał dyspozycje dla skompromitowanych ludzi rządu Kopacz, co mają przedsięwziąć.
Dyspozycje odniosły skutek. Na drugi dzień ekipa PO odznaczała się już dobrymi i złotymi sercami. Pooddawała lub zapowiedziała, że odda swoje miliony, i żeby tego było mało, dzieciom i młodzieży z Radomia będzie się żyło od teraz lepiej. Jest to hołd złożony wybitnej żonie stanu Ewie Kopacz. Precyzując, Wasiak odda pieniądze i przekaże na szczytny cel stowarzyszenia w Radomiu, a Ostachowicz z milionów zrezygnuje.
Myślę, że ludzie PO pospieszyli się z tą manifestacją skromności, dobroci i szlachetności, pospieszyli się, ponieważ oto już na drugi dzień mainstream postanowił skorygować oburzenie Polaków i udowodnić, że branie tak ciężkich pieniędzy jest wyrazem patriotyzmu i szacunku do wykonywanej pracy dla dobra kraju, każdy, kto się oburza, jest hipokrytą i małostkowym nikczemnikiem, a poza tym, wiadomo, to PiS jest winne i szafa gra.
Jak zawsze pierwszy w rzucaniu się Rejtanem w obronie uciemiężonych władz tuskowych odezwał się red. Jacek Żakowski, który potępił święte oburzenie opinii publicznej oraz nagonkę na biednego Ostachowicza. As żurnalistyki połajał też Polaków za ich małostkową zawiść, za uleganie tablodaizacji i taniemu populizmowi.
Argumentacja asa żurnalistyki jest taka: człowiek wykształcony, jak Ostachowicz, ma prawo dobrze zarabiać, bogacąc się na publicznych pieniądzach. Poza tym, to właściwie z jego strony wielka łaska i ofiarność, że dotąd zarabiał tak mało, pomagając premierowi w jego karierze brukselskiej. Gdyby ludzie jego formatu zarabiali więcej u premiera, to nie musieliby szukać wielkich pieniędzy po spółkach i firmach. Koniec wybitnej wypowiedzi wybitnego dziennikarza.
Gdyby tygodnik „Polityka” czy „Gazeta Wyborcza” rzeczywiście były poważnymi tytułami lewicowymi, to za mało lewicowe wypowiedzi Żakowskiego powinny natychmiast mu podziękować za dalszą współpracę. Oczywiście wiemy, że z tą „lewicowością” to kiepski mit.
Doradcę najważniejszego człowieka w państwie, pana Ostachowicza, bronił także, a jakże! najważniejszy dziennikarz w państwie, red. Tomasz Lis. Nie oburzyła go ta „cała awantura”, bo wynika ona z hipokryzji oburzających się na PO, skandal jest manipulowany przez tabloidy, i na ten przykład przywołał przypadek jakiegoś skarbnika gminy Ruja, ponoć aktywnego członka PiS-u. Absurd Lisowskiej argumentacji zabija się sam, nie trzeba go nawet komentować.
Mainstream nie ma żadnej linii ideowej. Kolejny raz się zdemaskował. Przedstawiciele wspomnianych tytułów realizują od lat zaledwie trzy cele w tak zwanej „służbie publicznej”.
Po pierwsze, wspierają, komplementują, chronią i bronią rządu PO - PSL. Po drugie, atakują Kościół i chrześcijaństwo. Po trzecie, przeprowadzają demontaż rodziny, wspierają deprawację dzieci i młodzieży, promując nieskrępowaną seksualizację, hedonizm, praktyczny materializm, ateizm oraz homoseksualizm, oraz dążą do legalizacji morderczych procedur, w postaci aborcji czy in vitro. W kolejnych wydaniach zmieniają się tylko obrazki. Treść jest ta sama.
Wasiak z Ostachowiczem z głodu nie umrą. Gorzej ze 100 tys. niedożywionych dzieci w Polsce, których złą kondycję zafundowały nam władze PO - PSL i ich gwardia medialna, z doradcami wizerunkowymi na czele. Ich losem lewicowe tytuły się nie przejmują.
Dla wspomnianych dziennikarzy (czy można ich jeszcze nazywać dziennikarzami?) najważniejsze to opłacanie przez nas wszystkich kompetencji i profesjonalizmu kolejnych Ostachowiczów. Żaden z nich nie podał w wątpliwość zasadności zatrudniania takich speców od wizerunku. Nie dziwne, gdyby podali, wówczas cała polityka Tuska zostałaby zdemaskowana i tym samym podsumowana jako spektakl i pozór polityki.
Natomiast troska o dzieci i młodzież dotyka „dobrych i złotych serc” PO i jej dziennikarzy tylko w nagłych przypadkach, czyli wtedy, gdy kompetentni i dobrze opłacani doradcy od marketingu politycznego doradzą, żeby zasilić konta jakichś fundacji. Aby ratować wizerunek PO, oczywiście, a nie życie dzieci.
Dr Tomasz M. Korczyński