• Czwartek, 25 lipca 2024

    imieniny: Jakuba, Krzysztofa

Łamanie procedur to mało?

Środa, 4 lipca 2012 (02:00)

Z mec. Bartoszem Kownackim, pełnomocnikiem kilku rodzin poszkodowanych w katastrofie samolotu Tu-154M, rozmawia Marcin Austyn

Urzędnicy działali opieszale, niezgodnie z procedurami, akceptowali bałagan, ale interes publiczny nie został naruszony. Przemawia do Pana takie stanowisko prokuratury?
- Decyzja prokuratury jest dla mnie niezrozumiała. Przecież w państwie prawa obowiązują pewne procedury i one nie są po to, by je łamać, ale po to, by to państwo sprawnie funkcjonowało i właśnie m.in. gwarantowało bezpieczeństwo osobom, którym służy. Widać, że w przypadku organizacji lotów do Smoleńska te procedury były łamane, a zatem to bezpieczeństwo zostało naruszone. Dlaczego teraz ktoś twierdzi, że nie doszło do naruszenia interesu publicznego? To mamy rozumieć, że wszystkie procedury, jakie obowiązywały w zakresie organizacji lotów z VIP-ami, były tylko czyimś wymysłem i nie miało znaczenia to, czy postępuje się zgodnie z nimi, czy też nie? W mojej ocenie jest inaczej i ten interes państwa, interes publiczny został jednak naruszony.

W ocenie śledczych zaniedbania jednych skutkowały tylko wytężoną pracą innych urzędników.
- W tym kontekście pojawia się zupełnie inny temat dotyczący stanu państwa i sensu zatrudniania niektórych urzędników, którzy nie wykonują swoich obowiązków. Tyle że jeśli będziemy szli tym tokiem rozumowania, to zdaje się nigdy nikomu nie postawimy zarzutu z art. 231 kodeksu karnego. W taki sposób w każdej innej sprawie możemy powiedzieć, że nie będziemy stosować procedur, bo interes publiczny nigdy nie zostanie naruszony i nigdy nie popełnimy przestępstwa.

Ocenie śledczych wymknął się Bogdan Klich, były szef MON. A to dlatego, że żaden cywil z jego resortu nie brał udziału w procesie organizacji tych lotów.
- Rozumiem częściowo tę argumentację. Tu pojawia się jednak pytanie o to, czy Bogdan Klich zostanie oceniony w wątku obejmującym wojskowych. Zachodzi taka obawa, że gdy ustalona zostanie odpowiedzialność funkcjonariuszy wojskowych, to prokuratura uzna, iż nie zajmowała się badaniem działalności szefa MON, bo jest on cywilem. Od początku śledztwa uważałem, że wydzielanie szeregu wątków do prokuratury cywilnej z argumentacją, że dotyczą one tylko cywilów, nie było do końca słuszne. Kodeks postępowania karnego pozwala na to, aby wątek, w którym są zarzuty dla osób cywilnych i żołnierzy, prowadzić w ramach jednego postępowania przed prokuraturą wojskową. Rozdrabnianie sprawy na kilka pozornie ze sobą niepowiązanych postępowań skutkuje dziś umarzaniem poszczególnych wątków. Na koniec pozostanie "ogryzek", który też trzeba będzie umorzyć.

Decyzja umarzająca jest prawomocna. Nie ma stron, nie ma kto złożyć skargi. To wygodne dla śledczych rozwiązanie?
- Ta decyzja prokuratury była największym nieporozumieniem. Można zrozumieć sytuację, że poszkodowanym w takiej sprawie jest państwo. Jednak stwierdzone uchybienia konkretnie w tej sprawie miały pewne przełożenie, w sposób pośredni, na katastrofę. Zatem mamy tu do czynienia z dokładnie określonym kręgiem osób, które w tym postępowaniu powinny mieć status pokrzywdzonych. Odmówienie go rodzinom poszkodowanym w katastrofie było zaniedbaniem. W ten sposób zostaliśmy pozbawieni swoich uprawnień. Nie mogliśmy analizować akt sprawy, zgłaszać wniosków dowodowych, uczestniczyć przy określonych czynnościach w ramach tego postępowania. Nie mogliśmy wpływać na jego przebieg. To od początku rodziło moje obawy, że śledztwo zostanie umorzone. Udział pokrzywdzonych ma znaczenie i pokazuje to sprawa zniszczenia dowodu śp. Tomasza Merty. Bez nich ta sprawa zostałaby umorzona i nie wynikałoby to z winy prokuratury.

Są możliwości powrotu do tego śledztwa?
- Krok należy do prokuratora generalnego, który ma nadzór nad tym postępowaniem. To on powinien zbadać, czy były wszelkie przesłanki do tego, aby postępowanie umorzyć. Na tym etapie to jedyny podmiot, który ma uprawnienia w tej sprawie. Jednak w mojej ocenie, w obecnej sytuacji należałoby się zastanowić, czy nie poszukać jeszcze rozwiązania, które umożliwiałoby nam procesowy wgląd w to postępowanie.

Dziękuję za rozmowę.

Marcin Austyn