• Poniedziałek, 24 czerwca 2019

    imieniny: Jana, Danuty, Janisława

Gdzie ta transparentność?

Sobota, 13 kwietnia 2019 (22:08)

Z Andrzejem Maciejewskim, posłem Ruchu Kukiz’15, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Najnowszy sondaż pracowni Estymator daje Zjednoczonej Prawicy 42-procentowe poparcie, Koalicji Europejskiej 37,7 procent, Wiośnie 7,6 procent, a Kukiz'15 – 6,1 procent. Skąd tak duże poparcie dla Wiosny – ugrupowania, które opiera się na pustych hasłach?

– W przypadku ugrupowania Roberta Biedronia jest to ciągle tzw. powiew świeżości związany z niedawnym pojawieniem się na scenie politycznej. Wynik Wiosny nie powala, wprost przeciwnie, poparcie dla tej formacji topnieje. O ile Kukiz’15 ma ciągle stabilne poparcie, o tyle Wiośnie spada. Mamy zatem pewną tendencję zniżkową, która jest czymś niepokojącym dla każdej partii. Najgorsze dla każdego ugrupowania są wahania w sondażach i raz można mieć poparcie na poziomie 14 czy 15 procent, a w innym badaniu 7 czy 5 procent. To jest bardzo niebezpieczne. Najlepiej jeśli sytuacja jest stabilna, poziom poparcia ugruntowany. Proszę zwrócić uwagę, że w przypadku Wiosny mówimy o poparciu nieco ponad 7-procentowym, a jeszcze nie tak dawno ten wynik był dwucyfrowy.

Czym są spowodowane te dość duże wahania?

– To jest efekt powolnego dojrzewania elektoratu, który po pierwszych zachwytach, szukając czegoś wartościowego, nie znajduje nic interesującego poza hasłami i okazuje się, że to, co miało być powiewem świeżości, jest zwykłą pluchą. 

Biedroń zaprezentował dziś „piątkę dla wspólnoty”, która zakłada m.in. odbudowę wspólnoty i zaufania do państwa. Jaką wizję Polski przedstawia Wiosna?

– Zastanawiam się, czy Robert Biedroń nie pomylił wyborów. Mamy bowiem kampanię przed wyborami do Parlamentu Europejskiego, tymczasem z ust lidera Wiosny słyszymy hasła typowe dla kampanii do Sejmu czy Senatu. Mam wrażenie, że ci państwo pomylili konwencje, a kartki z programem europejskim zamienili na krajowy. To, co mówi Biedroń, nie ma nic wspólnego z majowymi wyborami. Trudno zatem komentować coś, co de facto jest falstartem wyborczym, trudno też komentować coś, co ma się nijak do Polski w Europie.

Szef Wiosny mówi o zagwarantowaniu równych praw dla kobiet. Czy kobiety w Polsce są dyskryminowane...?

– Zapis o równouprawnieniu kobiet i mężczyzn, o zakazie dyskryminacji w Konstytucji RP i w ogóle w polskim prawodawstwie jest jednoznaczny. A zatem to wszystko już jest, natomiast rzecz w tym, żeby na gruncie obowiązującego prawa, na gruncie urzędów czy instytucji, prawo było realizowane. Powiem więcej, że są dzisiaj w Polsce urzędy, w których kobiety są w większości, a mężczyźni są w mniejszości, są też zawody, gdzie kobiety zarabiają lepiej od mężczyzn i to kobiety w wielu przypadkach pełnią funkcje kierownicze. Byłbym ciekaw jak wygląda sprawa „jedynek” na listach Wiosny…? Często bowiem bywa, że ktoś głośno krzyczy o równouprawnieniu, ale sam nie stosuje się do haseł, które wygłasza. Jak to zatem jest u Roberta Biedronia, ile jest „jedynek” kobiet w Wiośnie w 13 okręgach wyborczych, czy są tam zachowane parytety. Mogę powiedzieć, że np. w moim okręgu nr 3 obejmującym województwa podlaskie i warmińsko-mazurskie, z którego startuję w wyborach do europarlamentu, jest parytet 50 na 50 procent. Jestem ciekaw jaki parytet w praktyce – nie hasłowo – na swoich listach zaprezentuje Robert Biedroń.

Biedroń zaatakował też Kościół katolicki, chce nowej umowy społecznej z rozdziałem Kościoła od państwa…

– A co to ma do kampanii w wyborach do Parlamentu Europejskiego? W szkołach takie wypracowanie nauczyciele określają jako nie na temat i odpowiednio to oceniają. W tym wypadku widać, że Robert Biedroń się nie przygotował. Tak czy inaczej lider Wiosny próbuje się odwołać do twardego antykościelnego, antykatolickiego elektoratu. Określiłbym to jako próbę reanimacji elektoratu po Palikocie, próbę wskrzeszenia i przejęcia twardego elektoratu lewackiego a zarazem próbę przytulenia do siebie lewackiego skrzydła Koalicji Europejskiej. I wszystko, czego jesteśmy świadkami, jest robione właśnie w tym kierunku. 

Biedroń – tak przynajmniej twierdzi – chce wprowadzić transparentność wynagrodzeń, tak jak zrobił to w Słupsku...

– Są potwierdzone dane, mianowicie że Robert Biedroń podczas kadencji prezydenta Słupska bodajże trzysta dni spędził w delegacjach, a więc rok na urzędzie prezydenta spędził poza miastem, którym miał zarządzać. Prezydent, który jest włodarzem nieobecnym, na co są dokumenty i cały kalendarz jego podróży nie tylko po Polsce, ale także wojaży zagranicznych, m.in. na konferencji LGBT w Las Vegas, czy dajmy na to w Turcji na międzynarodowej konferencji na temat płci i spraw społecznych, jest mało wiarygodny także jako lider ugrupowania o aspiracjach europejskich. O jego wyjazdach do Oslo, Amsterdamu czy Berlina już nie wspomnę, tylko pytanie, co te zagraniczne aglomeracje łączyło ze Słupskiem? Złośliwi nie bez powodu mówili, że Biedroń więcej podróżował i przebywał w delegacjach krajowych czy zagranicznych niż rządził Słupskiem. Pytanie też, kto finansował koszty takich wyjazdów, bo w rubrykach nie ma informacji, za to widnieją tam same zera. Być może Robert Biedroń, którego tak ciągnie do wyjazdów, powinien zmienić branżę na podróżniczą… Z drugiej strony jeśli ktoś chce być transparentny i głosi to w swoim programie wyborczym, to od początku do końca powinien wykazywać transparentność wydatków podczas kampanii wyborczej. Tymczasem mimo nacisków Robert Biedroń nie ujawnił, ile kosztuje go kampania prowadzona w stylu hollywoodzkim i kto to wszystko finansuje. Tłumaczenie, że podsumuje to wszystko na koniec roku, a więc po wyborach, nie wystarczy i jest mało przekonujące. To wszystko ma się nijak do głoszonej dzisiaj przez tego polityka transparentności, a zatem panie Biedroń rachunki na stół.

Dziękuję za rozmowę.     

Mariusz Kamieniecki