• Wtorek, 23 stycznia 2018

    imieniny: Rajmunda, Ildefonsa

Czy na pewno w interesie Polski?

Piątek, 12 stycznia 2018 (21:11)

Z prof. Karolem Karskim, posłem do Europarlamentu z Prawa i Sprawiedliwości, członkiem Prezydium Parlamentu Europejskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Podczas, gdy w Brukseli przewodniczący Juncker rozmawia z premierem Mateuszem Morawieckim, Donald Tusk w rozmowie z jednym z tygodników straszy Europę Polską, porównując działania rządu do polityki Kremla...

– Donald Tusk to zły człowiek. Widać to choćby w sytuacji, kiedy polski premier Mateusz Morawiecki – pełen dobrej woli – przyjeżdża do Brukseli, kiedy są też pozytywne, pojednawcze sygnały ze strony przewodniczącego Komisji Europejskiej Jean-Claude Junckera i kiedy w związku z tym widać – gołym okiem, że te relacje będą się poprawiać, to Donald Tusk wyraża niezadowolenie z tego faktu. Czy to normalne, kiedy polityk, były premier wykazuje niezadowolenie z faktu, że poprawiają się relacje jego kraju z instytucjami unijnymi? W ostatnich wyborach parlamentarnych Polacy wystawili ocenę polityce Donalda Tuska, pokazując Platformie, a więc również jemu, czerwoną kartkę. Podobnie jest na forum unijnym, gdzie Tuskowi – póki co – żółtą kartkę pokazał nie kto inny jak Jean-Claude Juncker, który stwierdził, że stanowisko, jakie zajmuje Tusk, powinno zostać zlikwidowane. Tym samym dał do zrozumienia, że obecny szef Rady Europejskiej nie spełnia oczekiwań, jakie w nim pokładano, a ocena jego pracy jest negatywna. Nic zatem dziwnego, że Donald Tusk na salonach brukselskich czuje się coraz gorzej.

Z czego wynika to jego złe samopoczucie?      

– Wbrew oczekiwaniom Donalda Tuska Polska się coraz bardziej rozwija, i to pod każdym względem. Ten trend ma miejsce od momentu, kiedy Polacy zrzucili z siebie pozostałości rządów koalicji PO –PSL i samego Donalda Tuska. To – jak widać – nie poprawia nastroju przewodniczącego Rady Europejskiej. Tym bardziej, kiedy przewodniczący Komisji Europejskiej jeszcze przed przyjazdem premiera Morawieckiego do Brukseli wysyła pozytywne sygnały, co dobrze rokuje na przyszłość, a przy tym – jak wspomniałem – krytycznie ocenia samego Donalda Tuska. Generalnie widać, że wszyscy w Brukseli mają złe zdanie na temat Tuska, a jego protektor – kanclerz Angela Merkel, jest na najlepszej drodze do zejścia ze sceny politycznej. To wszystko powoduje, że samopoczucie Donalda Tuska jest złe, zresztą trudno, żeby było inne. Choć z drugiej strony każdy cieszyłby się, że jego kraj się rozwija, że są dobre perspektywy na przyszłość, ale widać nie dotyczy to Tuska.  

Czemu ma służyć porównywanie Jarosława Kaczyńskiego do Władimira Putina?

– Ktoś, kto wypowiada takie słowa, ma płytką wyobraźnię. Wszystko wskazuje na to, że sam Donald Tusk oraz Platforma nie mają lepszego pomysłu. Ich repertuar – jak widać – jest bardzo skromny, więc pozostają im tylko tego typu bezsensowne porównania. Szkoda tylko, że posługując się tą retoryką, nie patrzą na siebie i swoje wcześniejsze bratanie się z Putinem. Tak czy inaczej porównanie użyte przez Tuska jest bardzo płytkie intelektualnie. 

Pana zdaniem, czy to przypadek, że wywiad z Donaldem Tuskiem pojawia się w takim a nie innym czasie?

– Nie sądzę, żeby czas publikacji tej rozmowy był przypadkowy. Nikt przecież nie zrobiłby tego wbrew woli Donalda Tuska. W końcu to on się wypowiada, to on formułuje takie a nie inne zdania, stawia tezy, trudno też, żeby nie miał wpływu na czas publikacji. Dlatego z całą pewnością nie jest to żaden przypadek. Skądinąd ciekawe, ile Donald Tusk jeszcze tego typu granatów przeciwko własnemu państwu skonstruował, czyli co powiedział, czy napisał, i zdeponował w zaprzyjaźnionych mediach, i kiedy te ładunki będą odpalane.

Tusk stwierdza, że w Brukseli nie jest na emigracji i wciąż działa w interesie Polski, tak jak to czynił w Warszawie. Czy to zapowiedź powrotu do polskiej polityki?

– Trudno powiedzieć, jakie myśli krążą po głowie Donalda Tuska. Nie rokuję dobrze przyszłości politycznej tego człowieka, zwłaszcza kiedy nie będzie już jego protektor – Angeli Merkel, albo gdy jej pozycja będzie bardzo osłabiona. W tym wypadku – jak wszyscy wiedzą – zachodzi relacja Pani – klient. W związku z tym pozycja Donalda Tuska jest funkcją pozycji jego mocodawczyni, dzięki której piastuje funkcję przewodniczącego Rady Europejskiej. Słowa „działam w interesie Polski” przywołują mi parę nazwisk z historii Polski sprawujących funkcje publiczne, którzy też mówili, że działają w interesie czy w imieniu Polski, a robili dokładnie to, czego chcieli ościenni władcy.

Wracając do Donalda Tuska i jego ewentualnych planów powrotu do Polski, może warto się zastanowić, co ten człowiek dobrego zrobił dla swojej Ojczyzny?

– To, co Donald Tusk robił jako premier przez siedem lat, ocenili Polacy, natomiast tym, co robił i nadal robi na forum Unii Europejskiej też sam sobie wystawia negatywną ocenę. Wystarczy tylko przypomnieć groźby wobec Polski, kiedy straszył nas „nieuchronnymi konsekwencjami”, czyli sankcjami za nieprzyjmowanie imigrantów, straszył swój kraj konsekwencjami za reformowanie i działania usprawniające państwo. Ponadto nic pozytywnego nie wniósł swoim działaniem ani dla Unii Europejskiej, ani dla Polski, co więcej – Polska nic nie zyskała ani wtedy, gdy był premierem, ani teraz, kiedy sprawuje funkcję szefa Rady Europejskiej, i – jak sądzę – już nie zyska. Tusk to jest człowiek, który na salonach europejskich jest dla własnej kariery. Tak należy to postrzegać. Na pewno nic dobrego dla Polski z funkcji sprawowanej przez Donalda Tuska nie wynika. Niektórzy o swoich politykach zajmujących wysokie stanowiska na europejskiej czy światowej scenie mówią: nasz człowiek. My, Polacy, o Donaldzie Tusku tego nie możemy powiedzieć. Niestety.  

Dziękuję za rozmowę.      

Mariusz Kamieniecki