• Wtorek, 23 stycznia 2018

    imieniny: Rajmunda, Ildefonsa

Globalne szachy

Niedziela, 7 stycznia 2018 (10:49)

Antyamerykański sojusz w Unii Europejskiej grozi Polsce poważnymi reperkusjami.

W 2017 r. dwie trzecie krajów przyspieszyło swój wzrost, handel światowy się rozpędził, a giełdy zanotowały rekordy. Wskaźnik Sharpe’a dla S&P500, który to indeks osiągnął comiesięczne zyski po raz pierwszy od 1970 r., jest najlepszy od 1926 r. Indeks VIX mierzący zmienność wyniósł minimum 8,56, a S&P500 odnotowuje już trzeci najdłuższy w historii okres wzrostu bez spadku poniżej 5 proc. Jednak, według przewidywań analityków, wzrosty w 2018 r. mają już nie być tak imponujące, gdyż przyrost wartości akcji ma być trzykrotnie niższy.

Wśród przyczyn hossy należy uznać obniżkę opodatkowania zysków w USA z 35 proc. do 21 proc., należy jednak pamiętać, że również prawdopodobieństwo recesji w USA jest na niskim poziomie 14 proc. Deutsche Bank uważa, że wśród 30 czynników ryzyka dla giełdy dominujące będą zagrożenia ekonomiczne. Przy czym najwyżej sytuowany konflikt polityczny z Koreą Północną jest dopiero na 14. miejscu, załamanie bitcoina, uznawane za groźniejsze, na 13. pozycji, a wybory w Rosji na 25. Konflikt na Bliskim Wschodzie nie został w ogóle ujęty na liście zagrożeń.

Era Trumpa

W tym miejscu należałoby wyjaśnić powód niebywałej hossy gospodarczej w ubiegłym roku, choć nastroje noworoczne były wyjątkowo minorowe. Wszyscy analitycy przewidywali, że wraz z nadejściem ery Donalda Trumpa nastąpi zmiana polityki amerykańskiej na bardziej ofensywną, nakierowaną na odbudowanie pozycji geopolitycznej USA. Miało się to wiązać zarówno ze zdyscyplinowaniem sojuszników, jak i zrównoważeniem deficytu bilansu handlowego USA wynoszącego 0,5 bln USD. Za tę nierównowagę odpowiadają przede wszystkim Chiny, Japonia, Meksyk i Niemcy, które na 10 kluczowych segmentów technologicznych skutecznie konkurują z USA w dziewięciu.

Początek nowej administracji USA wyglądał przekonująco. Nastąpiło podważenie umowy NAFTA, zapowiedziano budowę muru na granicy z Meksykiem, kolejne koncerny ogłosiły decyzję o przeniesieniu miejsc pracy do USA kosztem zagranicy. Premier Japonii Shinzō Abe pospiesznie przyleciał do USA i wygłosił spolegliwe deklaracje. Po pełnym napięcia spotkaniu Donalda Trumpa z kanclerz Angelą Merkel zabrakło zwyczajowych konwenansów. Wyjątkowy pokaz siły widzieliśmy podczas spotkania z przywódcą Chin Xi Jinpingiem, kiedy to podczas kolacji na Florydzie amerykański prezydent poinformował swego gościa, że właśnie rakiety lecą w kierunku… Syrii. Nic dziwnego, że po takim wstępie Chińczycy obiecali przyjęcie planu naprawy relacji handlowych w ciągu 100 dni.

W chińskim klinczu

I to była realna kumulacja działań, które w obliczu braku wsparcia wśród elit republikańskich w Senacie i Kongresie, osaczania współpracowników Trumpa i przygotowań do ewentualnego impeachmentu spowodowały wycofanie się administracji amerykańskiej z aktywnych działań. Przykryte to zostało agresywną retoryką wobec Korei Północnej i iście królewską oprawą wizyty prezydenta USA w Pekinie, która jedynie przysłoniła to, co rynek kapitałowy już wiedział – żadnej awantury nie będzie.

Elity władzy w USA wybrały krótkoterminowe zyski ze współpracy Chinami, a nie konflikt spowalniający ustanowienie przyszłego hegemona światowego. Wycofanie z ostrej konfrontacji zastąpiono dalszym budowaniem przewagi militarnej u wybrzeży Chin, pod płaszczykiem zagrożenia koreańskiego, które pozwala dyscyplinować władze Japonii, Korei Południowej i Tajwanu oraz instalować systemy rakietowe śledzące ruch powietrzny na terenie całych Chin.

O tym, że w okresie krótkoterminowym zagrożenie militarne zmalało, świadczy fakt, że giełda w Seulu odnotowała rekordowe wskazania, w Tokio najwyższy poziom od 1996 r., a na Tajwanie od 1990 r.

Również rodzina Donalda Trumpa stara się skorzystać na koniunkturze. Zięć prezydenta, Jared Kushner, który w gabinecie jest odpowiedzialny za kontakty gospodarcze z Chinami, przejął się tym tak bardzo, że jego dzieci mają chińską guwernantkę, która uczy ich mandaryńskiego.

Wrzenie na Bliskim Wschodzie

Zagrożenie pozycji Trumpa w establish-mencie amerykańskim sprawiło, że w swoich działaniach musi się on opierać na lobby proizraelskim. Ułatwia to fakt, że ojciec Kushnera jest znajomym izraelskiego premiera Beniamina Netanjahu. Starając się przelicytować konkurentów, coraz bardziej przeorientowuje aktywność amerykańską w kierunku Bliskiego Wschodu. Zapowiedź przeniesienia ambasady USA z Tel Awiwu do Jerozolimy, przy pogwałceniu 10 rezolucji ONZ w tej materii, jest tylko czubkiem góry lodowej amerykańskich zabiegów.

Wysiłek amerykański przynosi wprawdzie spektakularne sukcesy, niemniej grozi konfliktem. Z jednej strony udało się utworzyć kurdyjski bufor w Iraku i Syrii na granicy z Turcją, lecz skutkowało to tym, że Turcja już tylko nominalnie jest członkiem NATO, a realnie sojusznikiem Rosji i Iranu.

Blokada Kataru przez Arabię Saudyjską osłabiła Hamas w Strefie Gazy, lecz jednocześnie sprawiła, że ten sunnicki kraj został wepchnięty w ręce Iranu i Turcji. Nieoczekiwane aresztowanie premiera Libanu Sad al-Haririego podczas jego oficjalnej wizyty w Rijadzie osłabiło wprawdzie Hezbollah w Libanie, niemniej doprowadziło do pogodzenia szyitów z sunnitami, na przekór zabiegom amerykańskim. Przewrót pałacowy w Arabii Saudyjskiej wzmocnił następcę tronu Muhammada ibn Salmana, który jest zwolennikiem nietypowego sojuszu z Izraelem, niemniej jego działania są zarzewiem konfliktu wewnętrznego. Uzależnienie polityczne Egiptu wprawdzie krótkoterminowo prowadzi do blokady Gazy, lecz obawa co do przyszłości Jerozolimy sprawia, że opieranie się na chrześcijańskich Koptach może okazać się zbyt wąskie w społeczeństwie muzułmańskim.

Upadek sunnickiego tzw. Państwa Islamskiego to tylko pozorny sukces, gdy głównym beneficjentem stał się Iran, który poprzez szyicki Irak i alawicką Syrię ma już terytorialny dostęp do granic Izraela i w świecie islamu jawi się jako jedyny skuteczny obrońca muzułmańskich miejsc świętych na terenie Palestyny.

Bat na Polskę

Niestety, ale osłabienie Trumpa w sytuacji utworzenia antyamerykańskiego sojuszu francusko-niemieckiego w Unii Europejskiej, gdzie Polska jest traktowana jako część niemieckiej Mitteleuropy, ma niebezpieczne reperkusje. Na pewno sojusz Polski z USA jest nie do przecenienia, gdy chodzi o ochronę przed Niemcami, ale już kwestia wysokich kosztów zakupu uzbrojenia amerykańskiego powinna być przedmiotem starannych analiz.

Niepokojące mogą być również konsekwencje przyjętej przez Senat USA ustawy znanej jako Act S.447 „Justice for the Uncompensated Survivors Today”, która przyznaje Departamentowi Stanu prawo wspierania organizacji międzynarodowych zrzeszających ofiary holokaustu i do pomocy w odzyskiwaniu mienia pożydowskiego w przypadku osób, które nie zostawiły spadkobierców. Tak zwane nieruchomości bezspadkowe należą w tej chwili w Polsce do Skarbu Państwa lub są własnością samorządów.

Osłabiona pozycja Trumpa może sprawić, że rozpoczęta 27 lutego 2017 r., a przegłosowana 12 grudnia procedura, po uchwaleniu jej przez Izbę Reprezentantów skończy się prezydenckim podpisem. To może zaś oznaczać wysuwanie wielomiliardowych roszczeń o odszkodowania przez środowiska żydowskie wobec państwa polskiego.

Dr CezaryMech