• Wtorek, 23 stycznia 2018

    imieniny: Rajmunda, Ildefonsa

Frankowicze, decydenci i banki

Piątek, 22 grudnia 2017 (14:26)

Ze względu na stabilność finansów publicznych w ogóle nie powinno być zgody na udzielanie kredytów walutowych.

Prezentując dwanaście lat temu program gospodarczy PiS „Rozwój przez zatrudnienie”, proponowałem, aby w ramach realizacji programu mieszkaniowego państwo przejęło ryzyko stopy procentowej rodzin kupujących na kredyt mieszkania. Byłem również zwolennikiem zakazu udzielania walutowych kredytów mieszkaniowych. Odpowiadając na interpelacje w Sejmie, tłumaczyłem, że zgodnie z prawem finansów zwanym parytetem stóp procentowych kredyty frankowe nie są tańsze, gdyż muszą oznaczać ryzyko wyższej spłaty kapitału w przypadku wzmocnienia franka. Inaczej każdy w prosty sposób mógłby zarabiać miliony, pożyczając w Szwajcarii na niższy procent, a następnie lokując je w złotówkach.

Niestety, ale po programie „Rodzina na swoim”, którego nazwę wymyśliłem, nie została nawet nazwa, uznana za niepoprawną politycznie. Młodzieży zamiast obiecanych trzech milionów mieszkań wciśnięto paszporty, a reszcie kredyty hipoteczne we frankach. Tych, którzy tłumaczyli, że oznacza to wspieranie spekulacji walutowej, gdzie obywatel gra na giełdzie całością swojego majątku, i to kupionego na kredyt, nie posłuchano.

Finansowe koalicje

Obecnie również grozi nam, że w efekcie działania sojuszu polityczno-bankowego nie przewalutujemy na złotówki kredytów walutowych. Tak jak dawniej, tak i dzisiaj funkcjonuje specyficzny sojusz lobby bankowego z decydentami. Dawniej bankierom udało się przekonać kredytobiorców, że franki będą taniały, gdyż Polska, wchodząc do euro, będzie zmuszona wstąpić do strefy po zawyżonym kursie. A politycy, którym zależało na wejściu do euro, uzyskiwali wsparcie społeczne frankowiczów, przekonując ich, że euro jest dla nich lepsze, gdyż w razie kryzysu nie ulegnie osłabieniu.

Obecnie uformowała się przedziwna koalicja, która sprawia, że nie tylko już nie ma dyskusji o uzłotowieniu frankowiczów na wzór polityki Viktora Orbána, ale nawet dwa ułomne projekty prezydenckie utknęły w Sejmie i po dwóch latach rządów nikt do nich nie sięga. Z jednej strony jest to efekt wzmocnienia złotówki i osłabienia franka, sprawiający, że zobowiązania kredytów frankowych nieznacznie odbiegają od wartości sprzed kryzysu frankowego z początku 2015 r. Ponadto frankowicze liczą, że obecny trend osłabiania franka będzie trwał. I rzeczywiście, obecnie jest niebywała hossa na rynku kapitałowym i w gospodarce światowej, a zwykle tak bywało od stu lat, że w okresie koniunktury złoto i frank szwajcarski relatywnie taniały, silnie drożejąc podczas kryzysu.

Preferencje frankowiczów

Brak presji ze strony frankowiczów wykorzystują banki, które nie chcą dopłacać 2,8 mld zł tylko w pierwszym roku po wejściu w życie ustawy prezydenckiej. Dlatego są w przedziwnym sojuszu z firmami prawniczymi reprezentującymi frankowiczów przed sądami, dla których wejście w życie ustawy to utrata zarobku. Sprawia to, że przekonują, iż najkorzystniejsze dla frankowiczów jest wygranie spraw w sądzie.

Niemniej najbardziej kuriozalny jest sojusz bankowo-polityczny. Otóż okazało się, że w swej przewrotności lobby bankowemu udało się przekonać polityków PiS, iż politycznie nie opłaca się im dokonać uzłotowienia frankowiczów, gdyż wtedy wzmacniają swoich politycznych przeciwników. Gdyż lepiej jest, jeśli frankowicze pracują i spłacają kredyty frankowe, niż uczestniczą w opozycyjnych demonstracjach.

Wnioski te opierają na wynikach sondaży opinii publicznej, według których w grupie frankowiczów największym poparciem cieszą się PO i Nowoczesna. Jeśli w całości populacji deklarację głosowania na PiS wśród osób planujących udział w wyborach na początku listopada zgłosiło 40 proc. badanych, to na PO i Nowoczesną odpowiednio 20 proc. i 8 proc. Gdy uwzględni się tylko preferencje wyborcze frankowiczów, to proporcje ulegają odwróceniu, gdyż na PO i Nowoczesną w sumie planuje głosować 40 proc. frankowiczów, a na PiS zaledwie 17 proc.

Ciekawe, że mimo braku efektów samo zaangażowanie prezydenta Andrzeja Dudy jest oceniane pozytywnie przez 71 proc. frankowiczów, nie sprzyjając uchwaleniu rozwiązań.

Nie warto czekać

Ze względu na stabilność finansów publicznych i efektywność polityki pieniężnej w ogóle nie powinno być zgody na udzielanie kredytów walutowych. Tymczasem w Polsce udzielono ich na skalę 241 mld zł, w tym na zakup mieszkania 145 mld zł, we frankach 115 mld zł. A to dlatego, że Polska należy do tych krajów, które mają największą ekspozycję na ryzyko związane ze zmianami na rynku kapitałowym na świecie. W Polsce w sytuacji kryzysu złotówka ulegnie osłabieniu, podczas gdy znaczące zobowiązania walutowe obywateli wytwarzają presję na interwencje walutowe, aby zapobiec problemom ze spłacalnością kredytów u Kowalskiego, przedsiębiorstw (zadłużonych w walutach na skalę 96 mld zł) i pożyczającym im banków. Ponadto w przypadku załamania walutowego frankowicze wypadną z obiegu jako konsumenci, osłabną też przedsiębiorstwa zadłużone w walucie, co pogłębi jeszcze kryzys.

W tak zarysowanej konstelacji strategia na przeczekanie jest strategią donikąd. W interesie polityki pieniężnej kredyty walutowe powinny już dawno zostać uzłotowione, a frankowicze powinni być beneficjentem, gdy chodzi o spready.

Innym aktem, który powinien jednocześnie być uchwalony, jest uproszczenie procedury bankructwa. Kredyty hipoteczne powinny być zabezpieczone tylko hipoteką. W okresie przejściowym, ze względu na prawa nabyte banków, dla dotychczasowych kredytobiorców należałoby wprowadzić uproszczoną procedurę bankructwa, która pozwoli uwolnić się od kredytu w przypadku, kiedy przekroczy on wartość stanu majątkowego.

Ostrzeżeniem i motywacją do energicznego działania na rzecz uzłotowienia zobowiązań Polski powinien być fakt, że stopy procentowe w Szwajcarii nadal są niższe niż w Polsce, a więc mimo korzystnego dla frankowiczów trendu istnieje silne prawdopodobieństwo wzmocnienia się franka.

Konkluzja dotycząca frankowiczów jest wyjątkowo pesymistyczna. Wynika z niej, że mimo konieczności gospodarczo-systemowej uzłotowienia frankowiczów sektorowi bankowemu zawsze udawało się stworzyć skuteczne narzędzia lobbingu w interesie instytucji finansowych. A badania ankietowe ukazują wyjątkowe zależności. Okazuje się, że frankowicze to grupa społeczna zdecydowanie lepiej wykształcona, która jednocześnie wykazała się zerową wiedzą na temat działania praw finansów. Są oni zwolennikami PO i Nowoczesnej, które prezentują się jako stronnictwa liberalne gospodarczo, podczas gdy w swoich interesach to frankowicze najgłośniej domagają się pomocy i interwencji państwa. Chyba że uznamy, iż to fakt posiadania premiera bankiera odpycha elektorat oszukanych frankowiczów.

Drogi Czytelniku,

zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym

Dr CezaryMech