• Wtorek, 23 stycznia 2018

    imieniny: Rajmunda, Ildefonsa

Jesień pod znakiem Górnika

Środa, 20 grudnia 2017 (21:22)

Choć piłkarze Górnika Zabrze nie spędzą zimy w fotelu lidera ekstraklasy, to właśnie oni zasłużyli na miano rewelacji jesieni, dokonując czegoś, czego nikt po nich się nawet nie spodziewał. No, może poza ich niesamowitymi kibicami.

Kiedy w pierwszej kolejce sezonu Górnik, beniaminek, po świetnej grze pokonał broniącą tytułu Legię Warszawa 3:1, wszyscy mówili o wielkiej sensacji. Może nawet jednorazowej takiej niespodziance, wypadku przy pracy piłkarzy z Łazienkowskiej. Górnik wrócił do najwyższej klasy z przytupem, ale niewiele brakowało, by historia potoczyła się zupełnie inaczej. Wiosną, długo, zabrzanie znajdowali się bowiem „pod kreską”, dopiero na finisz rozgrywek w I lidze, gdy wygrali sześć meczów z rzędu, wyprzedzili konkurentów i wywalczyli awans – po rocznej przerwie. Gola na wagę tego sukcesu, w wygranym 1:0 meczu z Wisłą Puławy, zdobył Igor Angulo. Hiszpan, który z dorobkiem 17 trafień wywalczył też tytuł króla strzelców zaplecza ekstraklasy.

Teraz, po 21 kolejkach najwyższej klasy rozgrywkowej, ma na koncie o dwa gole więcej. Prowadzi w klasyfikacji najlepszych strzelców, mówi się, że interesują się nim poważne kluby z jego ojczyzny. Angulo stał się rewelacją, podobnie jak w ostatnich miesiącach rewelacją stał się Górnik. Gdyby w poniedziałek na własnym stadionie pokonał Cracovię, spędziłby zimę w fotelu lidera ekstraklasy. Przegrał – ba, sensacyjnie doznał klęski, bo wynik 0:4 klęską był, ale w żaden sposób ten mecz, ten wynik nie zmienił oceny całokształtu jesiennych dokonań zabrzan. Jednoznacznie pozytywnej.

Górnik był w tym czasie najlepiej grającą drużyną ligi, taką, na którą patrzy się z prawdziwą przyjemnością. Grał do przodu, bez żadnych kompleksów, zawsze ofensywnie, by wygrywać, strzelać jak najwięcej bramek, cieszyć się grą. W 21 meczach zabrzanie uzbierali 40 goli, a następna pod względem skuteczności drużyna ligi, Korona Kielce, 32. Górnicy przedstawili się przy tym jako zespół mający na siebie pomysł. Wyrazisty, konkretny, wiedzący, czego chce. Było to o tyle cenne, że jego trzon stanowili piłkarze młodzi lub bardzo młodzi, niemający specjalnie dużego doświadczenia. Dziś wszyscy z nich są gwiazdami. Tomasz Loska, Mateusz Wieteska, Damian Kądzior, Szymon Matuszek, Szymon Żurkowski, Rafał Kurzawa czy Łukasz Wolsztyński zdobyli ekstraklasę szturmem, wielu z nich trafiło do notesu Adama Nawałki, kilku było już powoływanych na zgrupowanie reprezentacji. Wszyscy wzbudzili uwagę innych, bogatszych – nie znaczy lepszych – klubów z kraju i zagranicy.

I to stało się najbardziej palącym problemem zabrzan. Pytanie, jak zatrzymać swych asów, jak przekonać ich do tego, by dalej grali w Górniku i dla Górnika. Jeśli to się uda, to wiosną zespół ze Śląska może dalej kontynuować swój marsz, może dalej bić faworytów i myśleć o najwyższych celach.

Szczególnie że ma za sobą wyjątkowe wsparcie. Kibiców. Dziesięć kolejnych meczów na stadionie przy Roosevelta obejrzało przeszło 20 tysięcy fanów! Na ośmiu z nich na trybunach był komplet widzów. Tylko na ostatnim, z Cracovią, przy ujemnej temperaturze, kibiców zjawiło się nieco mniej, bo niespełna 18 tysięcy. Inni ligowcy o takiej frekwencji i tak mogli tylko pomarzyć. Jesienne mecze na własnym obiekcie obejrzało, łącznie, 241 609 kibiców, co dało średnią 21 964 widzów na mecz. Niesamowitą.

Najlepszym podsumowaniem jesiennego Górnika niech będą słowa trenera Marcina Brosza po… przegranym 0:1 pojedynku z Legią na Łazienkowskiej. – Usłyszałem po nim pytanie, czy porażka może oznaczać, że coś się w naszej grze zacięło. Tymczasem graliśmy na stadionie mistrza Polski, przegraliśmy minimalnie, po twardej walce. To najlepiej świadczyło o tym, jak dorośliśmy, zmieniliśmy się, rozwinęliśmy się jako zespół, klub, to potwierdziło, że Górnik do ekstraklasy wrócił z przytupem – powiedział szkoleniowiec zabrzan.

Górnik jesień zakończył na trzecim miejscu w tabeli, z identycznym dorobkiem punktowym co drugi Lech Poznań i ze stratą dwóch „oczek” do Legii. Na dobrej pozycji do ataku na… mistrzostwo Polski!

Piotr Skrobisz