• Poniedziałek, 11 grudnia 2017

    imieniny: Damazego, Daniela

Protest do skutku

Czwartek, 12 października 2017 (12:09)

Z lek. med. Krzysztofem Hałabuzem, przewodniczącym Porozumienia Rezydentów Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy, lekarzem rezydentem chirurgii ogólnej, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Panie Doktorze, co wynika ze spotkania lekarzy rezydentów z premier Beatą Szydło, która stwierdziła, że rząd przedstawił protestującym konkretne propozycje?

– Niestety nie mogłem osobiście uczestniczyć dzisiaj w spotkaniu z premier Beatą Szydło, ale jestem w stałym kontakcie z kolegami. Widać jednak, że nie jest ona skłonna pójść z nami na kompromis. To oznacza, że rząd nie chce zrealizować naszych postulatów, choć trzeba powiedzieć, że jest pewien postęp, krok do przodu w porównaniu z tym, co jeszcze dwa dni temu mówił nam min. Konstanty Radziwiłł. Nas jednak nie satysfakcjonują deklaracje w stylu, że zwiększenie finansowania ochrony zdrowia jest rozpatrywane czy np. zapowiedź, że do 15 grudnia ma powstać zespół ekspertów złożony m.in. z przedstawicieli zawodów medycznych, w tym także rezydentów, który miałby opracować plan reform. To nas nie przekonuje w żaden sposób.

Dlaczego? Może jednak warto było podjąć rozmowy?

– Dlatego że od dwóch lat – bezskutecznie – prosimy o powołanie takiego zespołu i przygotowanie planów. Nie wierzymy w zapewnienia składane przez obecne władze.

Co dalej? Jaki jest scenariusz na najbliższy czas?

– W tej sytuacji będziemy zaostrzać protest. Nasi głodujący koledzy powrócili do protestu. W najbliższą sobotę w dużych miastach Polski odbędą się pikiety wspierające protest głodowy.

Premier stwierdziła, że rząd pracuje nad ustawą, która ma zagwarantować wzrost nakładów na ochronę zdrowia do 6 proc. PKB…

– To jest kłamstwo. Rząd już przygotował ustawę, przedstawił nam ją w lipcu. Natomiast jako środowisko lekarzy rezydentów my jej nie akceptujemy. Propozycje wzrostu wynagrodzeń są dla nas nie do zaakceptowania. A to, że rząd pracuje nad ustawą o wzroście nakładów na ochronę zdrowia, słyszymy już od dłuższego czasu, tyle tylko, że nie widać żadnych efektów tych działań. Nie damy się nabrać na szumne zapowiedzi i słowa. Czekamy na konkrety, aż te zapowiedzi ujrzą światło dzienne, na piśmie. Dopiero wówczas przerwiemy nasz protest.

Spotkaliście się również z marszałkiem Senatu Stanisławem Karczewskim. Jakie były efekty tej rozmowy? 

– To wszystko jest ewidentną grą na czas, na przetrzymanie. Rząd chciał sobie kupić czas i tzw. święty spokój. Czujemy się oszukani, to wszystko jest próbą manipulacji. Dla przykładu: oglądaliśmy dzisiaj transmisję z Centrum Dialogu Społecznego w Warszawie. Najpierw wypowiadała się premier Szydło, następnie min. Radziwiłł i kiedy zaczęli się wypowiadać przedstawiciele rezydentów, nagle nastąpiła awaria. Jestem daleki od ferowania wyroków i podejrzewania o celowe działania, ale przyzna pan, że wygląda to co najmniej dziwnie. To naszym zdaniem jest manipulacja.

A zatem czy rezydenci wejdą w skład zespołu – grupy roboczej, która do 15 grudnia ma wypracować rozwiązania?

– Propozycję, że zostanie powołany zespół ekspertów itd., usłyszeliśmy w ubiegłym roku po manifestacji, na spotkaniu u prezydenta Andrzeja Dudy. Wówczas zostaliśmy zaproszeni do grupy roboczej. Poproszono nas o napisanie rekomendacji m.in., w jaki sposób widzimy zmiany w systemie kształcenia lekarzy rezydentów oraz jakie są nasze propozycje rozwiązań bezkosztowych. Wszystko to przygotowaliśmy, po czym nasze propozycje zostały wrzucone przez ministra zdrowia do szuflady i w pewnym sensie nawet utajnione.

Co to znaczy „utajnione”?    

– Mieliśmy o tym nie rozmawiać publicznie. Tak czy inaczej my jesteśmy chętni i gotowi do rozmów, ale teraz, a nie w grudniu po południu. Skoro jednak z naszymi argumentami odbijamy się jak od ściany, to będzie eskalacja protestu.

Jak planujecie zaostrzyć protest?

– To będzie kontynuacja protestu głodowego, który trwa w Dziecięcym Szpitalu Klinicznym w Warszawie. Są kolejne osoby, lekarze rezydenci z całej Polski gotowi przystąpić do głodówki. Wspierają nas lekarze specjaliści, także studenci medycyny, którzy za jakiś czas – po ukończeniu studiów – jeśli teraz nie wywalczymy koniecznych zmian – będą w podobnej sytuacji do nas. Mamy też wsparcie ze strony pacjentów. Ponadto planowane są pikiety wspierające nasz protest – w całym kraju – począwszy od piątku w Krakowie, a następnie w innych miastach. Natomiast w sobotę o godz. 12.00 spotykamy się na manifestacji przed Kancelarią Prezesa Rady Ministrów w Warszawie. Co do dalszych kroków decyzje zapadną w najbliższym czasie. Musimy usiąść i zastanowić się nad kolejnymi działaniami.

Dzisiaj odbyło się posiedzenie Komitetu Protestacyjnego Porozumienia Zawodów Medycznych. Jakie są jego postanowienia?

– To przede wszystkim świadczy o tym, że inne zawody medyczne popierają nasz protest, aby zwiększyć jego siłę oddziaływania. Sytuacja jest dynamiczna.

Czy to oznacza, że szykuje się ogólnopolski protest, i to nie tylko lekarzy rezydentów?

– Liczę, że przedstawiciele innych zawodów medycznych dołączą do naszego protestu w intensywniejszy sposób, niż tylko popierając nasze działania. Czekamy na ostateczne decyzje. Jakaś forma wsparcia będzie, jestem o tym przekonany. Kwestią jest tylko skala takiego protestu.

Musi Pan przyznać, że brzmi to kategorycznie… Czy to oznacza, że „pokojowe” formy rozwiązania problemu się wyczerpały?

– Zdecydowanie tak. Przechodzimy do kolejnego etapu. Jesteśmy zdeterminowani i będziemy z całą stanowczością, aż do skutku, domagać się zrealizowania przez rząd naszych postulatów. Przypomnę, że nie chodzi tu tylko o podwyżki pensji, które w przypadku lekarzy rezydentów są bardzo niskie, ale przede wszystkim o wzrost nakładów i poprawę sytuacji w ochronie zdrowia. Chcemy pracować, podnosić swoje kwalifikacje, chcemy leczyć pacjentów na odpowiednim, wysokim poziomie. Piłka jest w tej chwili po stronie rządu, który musi się zastanowić, jak wszystkie procesy dotyczące zmian w ochronie zdrowia przyspieszyć, a nie tylko obiecywać nam, że prace się rozpoczną – dajmy na to – za dwa miesiące. Później okaże się, że zespoły zostaną powołane za rok itd. To, że coś będzie, że na razie jest na etapie planów, że trwają konsultacje, że odpowiednia ustawa jest przygotowywana, że trwają analizy – my to wszystko już słyszeliśmy. Czekanie na obietnice bez pokrycia się skończyło. Przyszedł czas na konkrety. Protest głodowy przerwiemy dopiero wtedy, kiedy czarno na białym ujrzymy konkrety.

Dziękuję za rozmowę.  

Mariusz Kamieniecki