• Wtorek, 17 października 2017

    imieniny: Małgorzaty, Ignacego

Poczucie wspólnoty

Poniedziałek, 9 października 2017 (22:33)

Ponad  tysiąc osób zgromadziło się w sobotę na plaży  Stogi w Gdańsku, aby włączyć się w modlitwę różańcową na granicach Polski i zawierzyć naszą Ojczyznę Matce Przenajświętszej. Jest to jedna z najpiękniejszych plaż Trójmiasta i czasami, poza sezonem, spotyka się tu spacerowiczów idących z różańcem w ręku wzdłuż linii brzegowej, ale tak pięknie jak w sobotę nie wyglądała ona nigdy dotąd, bo nigdy nie modliło się tu tak wiele osób.

Uroczystość rozpoczęła się Mszą św. w kościele pw. Świętej Rodziny na Stogach. Koncelebrowało ją dziesięciu kapłanów, w tym także księża, którzy wraz ze swoimi wiernymi przybyli z głębi Polski. Pielgrzymi przyjechali na wspólną modlitwę u granic Polski z Bydgoszczy, z Bądkowa w diecezji włocławskiej, z Ostrowa i Polanowic w diecezji gnieźnieńskiej, a także z nieodległych parafii na Kaszubach. 

Podczas rozważania poprzedzającego Eucharystię ks. Karol Wnuk – wikary stogowskiej parafii, przypomniał słowa z Apokalipsy św. Jana i podkreślił potęgę Maryi, Matki Boga, która pokonała szatana, mimo że ten ma moc strącić z firmamentu niebieskiego jedną trzecią gwiazd. Przywołał też słowa nunc­jusza apostolskiego Antonio Pignatelliego, późniejszego Papieża Innocentego XII, który powiedział do hetmana Stani­sława Jabłonowskiego: „Szczęśliwe narody, które mają taką historię, jak Polska, szczęśliw­szego od was nie widzę państwa, gdyż wam jedynym zechciała być Królową Maryja, a to jest zaszczyt nad zaszczyty i szczęście niewymow­ne; obyście to tylko zrozumieli sami”. Podczas wspólnej modlitwy kapłan zachęcał wiernych do praktykowania nabożeństwa pierwszych sobót miesiąca i przypomniał obietnice Maryi związane z tym nabożeństwem.

Po Mszy św. i adoracji Najświętszego Sakramentu wierni procesyjnie, ze śpiewem maryjnych pieśni, udali się na oddaloną o ponad kilometr od świątyni plażę, aby nad morzem, u granic Polski, włączyć się w ogólnonarodową  modlitwę różańcową. Liczba wiernych uczestniczących w procesji i wspólnej modlitwie była bardzo duża, choć Stogi są dzielnicą oddaloną od centrum, leżącą na uboczu Gdańska, na wyspie pomiędzy Wisłą i jej odnogami a zatoką.  Dzięki doskonałemu nagłośnieniu wierni mogli poprzez Radio Maryja łączyć się w modlitwie z całą Polską, a transmisję słychać było w promieniu ponad kilkuset metrów. Nigdy dotąd ani Gdańsk, ani Stogi , ani ta tak chętnie odwiedzana przez turystów plaża nie była świadkiem równie pięknego wydarzenia i tak żarliwej , choć przecież  bardzo wymagającej modlitwy.  Modlitwy kilku pokoleń, bo oprócz ludzi starszych zebrało się na niej bardzo wiele osób w młodszym wielu, w tym także młodzież i dzieci. Jedna z zakonnic, siostra Prakseda, spotkała młodą dziewczynę, która przyjechała do Gdańska na rozgrywki sportowe w ping ponga. Jej udział w zawodach był bardzo udany, ale decydujący mecz oddała walkowerem i wsiadła w tramwaj, który jechał na Stogi, aby wraz z innymi Polakami w modlitwie różańcowej zawierzyć Polskę Bogu i Maryi. Czternastoletnia Marta przyszła, pomimo że rodzice wyjechali na urlop. Nikt jej nie namawiał i nie zachęcał, choć pewnie gdyby rodzice nie wyjechali, też byliby tu z nią. Arkadiusz Kowalina, który na modlitwę przyszedł z żoną i dorastającym synem, nie krył wzruszenia: – Gdy wkoło niepewność my, Polacy, potrafimy się modlić: w intencji naszych bliskich, naszej Ojczyzny i całego świata. I nie ma obecnie ani nigdy nie było takiej siły, radości i poczucia wspólnoty, którą mogłyby zastąpić jakiekolwiek nowe ideologie. Polska przetrwa, a nawet będzie zwyciężać dopóty, dopóki wytrwa w chrześcijańskiej tradycji. Prawdziwa radość to wtedy, gdy możemy choć przez chwilę zbliżyć się do prawdy i matczynego serca pełnego najczystszej miłości. Kto był, ten poczuł tę fantastyczną jedność od Bałtyku aż do Tatr. 

Niektórzy mówią, że Polacy są smutni i mrukliwi. Może nie chodzi im o Polaków, może pomylili nas z kimś innym, bo ci, z którymi modliłam się na jednej z granic naszej Ojczyzny, emanowali radością, wzajemną życzliwością, nadzieją na szczęśliwą przyszłość swoich dzieci, przekazywali sobie nawzajem uśmiech i radość, bo przecież jesteśmy jedynym narodem, którego królową sama ogłosiła się Matka Przenajświętsza. Wiele narodów i państw obrało Ją sobie za Królową, ale tylko o nas, o Polakach, powiedziała, zwracając się do włoskiego jezuity ks. Juliusza Mancinelliego „…nazywaj mnie tu, na ziemi, Królową Polski. Umiłowałam to królestwo i do wielkich rzeczy je przeznaczyłam, ponieważ szczególnie wielbią mnie jego synowie”.

Anna Kołakowska