• Poniedziałek, 11 grudnia 2017

    imieniny: Damazego, Daniela

Patron z Polski

Czwartek, 14 września 2017 (13:44)

Francja wraca do Boga za wstawiennictwem bł. ks. Jerzego Popiełuszki.

Błogosławiony ks. Jerzy Popiełuszko nigdy nie odwiedził Francji, a jednak właśnie nad Sekwaną jego przesłanie wiary i miłości z ogromną siłą zdobywa serca ludzi. To nie tylko pomniki, ulice noszące jego imię czy publikacje mu poświęcone. W czasach powszechnej niewiary „najstarsza córa Kościoła”, przez wieki opoka katolicyzmu i świetlany wzór dla chrześcijańskiej Europy, dziś smutny przykład zagubienia łaski chrztu, jest ewangelizowana przez polskiego kapłana.

14 września 1947 roku w małych Okopach na Podlasiu i w Questembert w Bretanii radowano się narodzinami kolejnych synów w dwóch wielodzietnych rodzinach. Jerzy Popiełuszko i Bernard Brien nie spotkali się za życia, nie wiedzieli nawet o sobie. Połączyła ich tajemnica świętych obcowania. Ksiądz Jerzy pojawił się na drodze swego francuskiego rówieśnika w 2012 roku, gdy Pan Bóg wyprostował pogmatwane ścieżki życia Bernarda, ofiarowując mu łaskę nawrócenia i przyjęcia sakramentu kapłaństwa. 65-letni ksiądz podczas pielgrzymki do Polski dowiedział się, że jest rówieśnikiem, a nawet bliźniakiem kapelana „Solidarności”. Poznał jego historię i zachwycił się duchowością ks. Jerzego.

Cudowne uzdrowienie

Po powrocie do Francji rozpoczął pracę duszpasterską w szpitalu w Créteil. Tam 14 września 2012 roku został wezwany do umierającego na białaczkę pacjenta, François Audelana, by udzielić mu ostatniego namaszczenia. Uświadomił sobie, że jest to dzień urodzin ks. Jerzego (i zarazem jego). Wyjął obrazki męczennika, które zawsze ma przy sobie, zaproponował żonie i polskiej siostrze Rozalii Oleniacz, michalitce posługującej w szpitalu, modlitwę o kanonizację męczennika z prośbą o łaskę uzdrowienia François.

Ksiądz Bernard zwrócił się wprost do swego duchowego brata: „Jerzy, dzisiaj jest szczególny dzień, dzień moich i twoich urodzin, jeżeli masz coś zrobić szczególnego, to właśnie dzisiaj jest okazja”. W niewytłumaczalny sposób François został natychmiast uzdrowiony. Komórki rakowe obecne wcześniej w jego organizmie zniknęły. Właśnie to nagłe, natychmiastowe i radykalne uzdrowienie zostało wybrane jako cud do kanonizacji ks. Jerzego. W 2015 roku francuska komisja diecezjalna stwierdziła autentyczność cudu przypisywanego ks. Jerzemu, akta sprawy zostały przesłane do Kongregacji Spraw Świętych. Teraz, gdy mija wymagane w przypadku chorób onkologicznych pięć lat od uzdrowienia, by stwierdzić jego pewność, finał prac nad ostatecznym orzeczeniem Stolicy Apostolskiej bardzo się przybliża.

Nieprzypadkowe – przecież w historii zbawienia nie ma żadnych przypadków – jest też miejsce, gdzie doszło do cudu. Ksiądz biskup Michel Santier, ordynariusz Créteil, podczas wizyty w Polsce modlił się przy grobie bł. ks. Jerzego. Poruszony pięknem jego życia i męczeńską śmiercią ofiarował swoją diecezję pod opiekę ks. Jerzemu.

– Zostałam zaproszona do Francji na 32. rocznicę śmierci ks. Jerzego i zobaczyłam, co tam się dzieje. Ludzie bardzo modlą się za jego wstawiennictwem – opowiada Katarzyna Soborak, szefowa Ośrodka Dokumentacji Życia i Kultu bł. ks. Jerzego Popiełuszki przy kościele św. Stanisława Kostki.

To wielka tajemnica, dlaczego właśnie w tym zdechrystianizowanym i dogłębnie zlaicyzowanym społeczeństwie polscy święci – ks. Jerzy, Jan Paweł II (cud do beatyfikacji zdarzył się właśnie we Francji) – nawracają i rozpalają wyziębłą wiarę. Obok tych znaków działania Pana Boga nawet racjonalni Francuzi nie przechodzą obojętnie.

W tej samej diecezji, gdzie zdarzył się „cud z Créteil”, ks. Bernard Brien uprosił w ubiegłym roku za wstawiennictwem bł. ks. Jerzego kolejne niewytłumaczalne z medycznego punktu widzenia uzdrowienie.

Pewien mężczyzna ciężko chorował na serce, leżał w szpitalu, ale lekarze byli bezradni, nie mogli mu pomóc. Do umierającego mężczyzny wezwano rodzinę, by pożegnała się z mężem i ojcem, potem miało nastąpić odłączenie od aparatury podtrzymującej życie (tzw. bierna eutanazja jest na porządku dziennym we francuskich szpitalach). W tym szpitalu opiekę duszpasterską pełnił ks. Bernard Brien, przynosił choremu Komunię Świętą, udzielił mu ostatniego namaszczenia. Na stoliku przy łóżku ustawił obrazek ks. Jerzego i polecił umierającego jego wstawiennictwu.

„Tego dnia, 27 stycznia [2016 roku], moja żona i moje dzieci zostali wezwani wczesnym rankiem do szpitala, aby oczekiwać na mój koniec” – pisze mężczyzna w swoim świadectwie przesłanym do Ośrodka Dokumentacji Życia i Kultu bł. ks. Jerzego Popiełuszki na Żoliborzu.

Gdy wszyscy zgromadzili się przy łóżku umierającego, w pewnym momencie mężczyzna otworzył oczy i ze zdziwieniem spojrzał na rodzinę, na poustawiane za łóżkiem krzesła, jak za trumną na katafalku, i spytał: – Ale co wy tu robicie?

„Po czym spoglądając na rodzinne zdjęcie i spostrzegając obok inne z księdzem Popiełuszką, zdumiałem się: ’Przecież on nie jest członkiem naszej rodziny?’” – relacjonował.

Pacjent, który miał umrzeć, żyje. Powrócił do pełni sił, jego serce pracuje prawidłowo. – Spotkałam się z tym państwem, są bardzo szczęśliwi, że ks. Jerzy uprosił łaskę uzdrowienia umierającemu – mówi Katarzyna Soborak.

Afrykański ślad

Kult bł. ks. Jerzego rozkrzewia się we Francji także za sprawą Polaków, zwłaszcza tych pamiętających czasy stanu wojennego i Msze Święte za Ojczyznę w żoliborskiej parafii.

Pani Małgorzata zainteresowanie, fascynację postacią niezłomnego kapłana dzieli wraz ze swoim francuskim mężem. Ksiądz Jerzy był i jest jej bardzo bliski, czyta wszystkie publikacje na jego temat. Dowiedziała się, że ks. Popiełuszko, jeszcze zanim rozpoczął posługę w parafii św. Stanisława Kostki, bardzo pragnął pojechać na misje do Afryki, na Wybrzeże Kości Słoniowej, gdzie pracował jego przyjaciel, ks. Bogdan Liniewski. Wyjazd jednak nie doszedł do skutku, bo ks. Jerzy mimo zaproszenia nie dostał paszportu. Odwiedził Afrykę po latach – w swoich relikwiach, które wraz z grupą Francuzów przywiozła pani Małgorzata, szczęśliwa, że może w ten sposób spełnić marzenie kapłana. Odbyła się też piękna konferencja poświęcona ks. Jerzemu – Afrykanie odkrywają polskiego męczennika, a znając jego gorliwość w czynieniu dobra, można być pewnym, że i na Wybrzeżu Kości Słoniowej zdobędzie wiernych przyjaciół.

Muzułmanie idą do ks. Jerzego

Za życia ks. Jerzy szedł do każdego człowieka, w każdym, również w komunistach, zomowcach, esbekach, widział dziecko Boże, bo pragnął, by każdy uznał Chrystusa za jedynego Zbawiciela. We Francji też apostołuje w środowiskach zdawałoby się zamkniętych dla Dobrej Nowiny, pokazując, jak bardzo fałszywa jest pokusa rezygnacji z nawracania ludzi innej wiary.

Gdy w szpitalu w Créteil został uzdrowiony François Audelan, do s. Rozalii Oleniacz, która była świadkiem cudu, zaczęli przychodzić muzułmanie, by opowiedziała im więcej o ks. Jerzym. Był wśród nich imam pracujący w tym szpitalu. Zainteresowany niezwykłym dla niego wydarzeniem poprosił nawet, czy może przyjść na Mszę św. do szpitalnej kaplicy.

– Muzułmanie bardzo chętnie słuchają o ks. Jerzym, muszą robić to w ukryciu, bo grozi im śmierć z rąk współwyznawców za niewierność Mahometowi – mówi o misji ks. Jerzego w świecie islamu Katarzyna Soborak. Ziarno zasiane szybko wydaje owoc – jeden zdobyty przez ks. Jerzego muzułmanin trafia do kolejnych, niesie dalej jego przesłanie o Bogu, który jest pokojem i miłością.

Drogi Czytelniku,

zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym
Małgorzata Rutkowska