• Poniedziałek, 11 grudnia 2017

    imieniny: Damazego, Daniela

ENERGETYKA

Drogie certyfikaty

Środa, 13 września 2017 (19:04)

Gdańska Energa nie będzie realizować 22 umów na zakup tzw. zielonych certyfikatów, a prawie 130 kontraktów będzie chciała renegocjować. Te umowy przyniosły firmie ogromne straty.

 

Certyfikaty Energa, jak każda inna państwowa grupa energetyczna, kupuje od firm będących właścicielami farm wiatrowych, którym te dochody mają rekompensować wyższe koszty produkcji prądu z wiatru.

Prezes Energi Daniel Obajtek mówi, że umowy te były zawierane w latach 2007-2013, gdy spółka podlegała kolejnym ministrom skarbu z rządu PO – PSL: Aleksandrowi Gradowi, Mikołajowi Budzanowskiemu i Włodzimierzowi Karpińskiemu. I spowodowały, że Energa – Obrót, spółka-córka Energi, została związana wieloletnimi, niewypowiadalnymi kontraktami z zagranicznymi właścicielami farm wiatrowych (z Niemiec, Hiszpanii, Austrii, Japonii i USA), które nakładały na gdański koncern obowiązek nabywania zielonych certyfikatów bez względu na ich cenę. I taki mechanizm spowodował ogromne straty, dlatego Energa zaprzestała realizować 22 najbardziej niekorzystne umowy i będzie się też starała odzyskać od sprzedawców certyfikatów 600 mln zł. Natomiast 128 innych umów, choć też uznano je za nieważne, będzie renegocjowanych. Energa także uznaje je za nieważne, ale zaproponuje kontrahentom nabywanie certyfikatów za pośrednictwem giełdy energii.

Grupa dysponuje ekspertyzami prawnymi, wskazującymi, że zakwestionowane umowy były od początku nieważne. – Podkreślam, my ich nie wypowiadamy, ale uznajemy je za nieważne, dlatego że w latach 2007-2013 nie zostały zawarte zgodnie z prawem, czyli z zastosowaniem zamówień publicznych – powiedział prezes Daniel Obajtek.

Straty powstały głównie z tego powodu, że gdy ceny certyfikatów spadały, Energa – Obrót płaciła za nie sztywną cenę. I doszło z tego powodu do takiej sytuacji, że gdy cena rynkowa jednego zielonego certyfikatu spadła do 20 zł, spółka płaciła za niego ponad 10 razy więcej. Te 20 zł to było też mniej, niż wynosiła opłata zastępcza, którą elektrownie płacą, jeśli nie kupują certyfikatów.

Daniel Obajtek zaprzeczył podczas konferencji prasowej, aby decyzja w sprawie umów na certyfikaty była związana z wejściem w życie ustawy o odnawialnych źródłach energii, która reguluje też kwestie wysokości jednostkowej opłaty zastępczej. Powiedział, że przecież od czasu podpisania ustawy przez prezydenta ceny zielonych certyfikatów zaczęły rosnąć, ale to nie zmienia sytuacji, że umowy i tak byłyby niekorzystne dla Energi.

Jarosław Dybowski, prezes Energi – Obrót, wyliczał, że gdyby te kontrakty były dalej realizowane, oznaczałoby to wydatkowanie w najbliższych latach około 2,1 mld zł, które teraz koncern zaoszczędzi. Te gigantyczne fundusze pozwolą m.in. na dokonanie szerokich inwestycji. Grupa Energa zapewnia, że działania związane z zielonymi certyfikatami są elementem szerokiej reorganizacji przedsiębiorstwa, aby zapewnić Enerdze stabilizację finansową, a pośrednio także wzmocnić bezpieczeństwo energetyczne Polski.

Drogi Czytelniku,

zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym

Krzysztof Losz