• Czwartek, 17 sierpnia 2017

    imieniny: Jacka, Żanny, Mirona

Dwie sekundy Majki…

Piątek, 4 sierpnia 2017 (21:27)

Rafał Majka (Bora-Hansgrohe) zajął dziś w Bukowinie Tatrzańskiej trzecie miejsce na ostatnim etapie 74. Tour de Pologne, ale to nie wystarczyło do zwycięstwa w całej imprezie. Polakowi do realizacji celu i marzenia zabrakło zaledwie dwóch sekund.

Przed dzisiejszą próbą w naszym narodowym wyścigu jeszcze wiele mogło się zdarzyć. Majka tracił sześć sekund do lidera – Belga Dylana Teunsa (BMC), co pozwalało mu realnie myśleć o końcowym zwycięstwie, ale jednocześnie musiał oglądać się za siebie, bo kolejnych kolarzy wyprzedzał o dosłownie kilka sekund. My oczywiście wierzyliśmy, że Majka, jeden z najlepszych górali w peletonie, doskonale czujący się na wzniesieniach wielu kolarzom odbierającym siły i wiarę, da radę, że odrobi stratę, że powtórzy wynik z 2014 roku, kiedy to w TdP okazał się najlepszy.

Piątkowy etap, liczący 132 km, składał się z dwóch pętli wokół Bukowiny. Postawił przed zawodnikami poprzeczkę umieszczoną bardzo wysoko, by był usłany podjazdami tylko dla najlepszych, najbardziej wytrzymałych. Długo jego bohaterem był kolega Majki z zespołu, Peter Sagan. Słowak był liderem wyścigu, gdy w czwartek dopadła go totalna niemoc, przez którą stracił wiele minut i szanse na zwycięstwo. Dziś bardzo chciał pokazać, iż był to tylko wypadek przy pracy. Walczył, jechał niezwykle aktywnie, brał udział w kilku ucieczkach, w tym jednej niezwykle spektakularnej, gdy samotnie pokonywał wiele kilometrów najcięższych wzniesień. Widać było wtedy, że cierpi, że pracuje na sto procent, a może i więcej, ale się nie poddawał. Wreszcie jednak musiał spasować, ścigający go rywale ucieczkę skasowali.

My oczywiście cały czas bacznie przyglądaliśmy się Majce, który z kolei przyglądał się Teunsowi. Polak kilka razy próbował szarpnąć, odłączyć się od grupy, w której jechali wszyscy wielcy wyścigu. Nie dał jednak rady, choć w pewnych momentach wydawało się, że może zgubić lidera. Ten jednak zawsze straty odrabiał i za chwilę podążał tuż za plecami naszego reprezentanta. O wynikach etapu, a i całego TdP musiał zatem zadecydować finisz. Najlepiej spisał się w nim Holender Wout Poels (Sky), który wyprzedził Brytyjczyka Adama Yatesa (Orica) oraz Majkę. Polak, mijając metę, nie ukrywał lekkiego rozczarowania, bo wiedział, jak niewiele zabrakło mu do końcowego triumfu. Gdyby zajął dziś drugie miejsce, dzięki sześciu sekundom bonifikaty, wyścig by bowiem wygrał. Zajął trzecie, i o dwie sekundy przegrał.

Druga lokata była przecież dużym sukcesem, szczególnie, że Majka w TdP wystartował po dramatycznym Tour de France, w którym miał bolesny upadek. – Nie mam sobie nic do zarzucania, a po „Wielkiej Pętli” było mi naprawdę ciężko – przyznał.

74. Tour de Pologne okazał się jedną z najbardziej niezwykłych i dramatycznych edycji naszego narodowego wyścigu. Majka stracił do zwycięzcy dwie sekundy, a trzeciego w klasyfikacji generalnej Poelsa wyprzedził o… jedną sekundę! To niewiarygodne, ale pierwszego od trzeciego kolarza, po przejechaniu przeszło 1100 kilometrów, na mecie dzieliły jedynie trzy sekundy.

 

 

Piotr Skrobisz