• Sobota, 21 października 2017

    imieniny: Jakuba, Urszuli, Hilarego

Kubica – kiedy wielki powrót?

Czwartek, 3 sierpnia 2017 (20:55)

Na pytanie, czy Robert Kubica wróci do Formuły 1, można chyba spokojnie odpowiedzieć twierdząco, ale kiedy to uczyni, dziś trudno stwierdzić. Z drugiej strony nikogo nie zaskoczy, jeśli wielki come back polskiego kierowcy nastąpi jeszcze w tym sezonie.

Na razie Kubica ma za sobą trzy testy z zespołem Renault. Wpierw, w Walencji i Francji, przygotowane wyłącznie dla niego – ale od razu dodajmy, niekoniecznie z sympatii, sentymentu czy wdzięczności. Oczywiście Polaka z francuskim teamem wiążą szczególne więzi, ale gdyby chciał on sprawić krakowianowi przyjemność albo chwilę radości, wszystko wyglądałoby zupełnie inaczej. Pierwszy test odpowiedział na pytania o zdolność Kubicy to powrotu, drugi na zagadnienia związane z tym, czy po ewentualnym powrocie mógłby być szybki – na tyle, by liczyć się w stawce. Odpowiedział twierdząco.

Środowy test w Budapeszcie miał już inny wymiar. Był to bowiem test oficjalny, dla wszystkich zespołów F1, na którym nie tyle przyglądano się ewentualnym „nowym” kierowcom, co pracowano nad bolidami, ich modyfikacjami czy usprawnieniami. Tego dnia Kubica oficjalnie wrócił do Formuły 1. Wrócił w wielkim stylu.

142 okrążenia toru, więcej niż dwa wyścigi Grand Prix – taki dystans pokonał w środę Robert. Jego najlepszy czas – 1.18,527 min – był jednocześnie czwartym czasem dnia – i zarazem jego najszybszym w karierze „kółkiem” na Hungaroringu. Od razu wyjaśniamy i prosimy, by z tych faktów nie wyciągać za daleko idących wniosków. Formuła 1 dziś i Formuła 1 z roku 2010 czy wcześniejszych, różni się bowiem znacząco, co podkreślił sam Robert. A fakt, że w środę był szybszy od wielu konkurentów, potwierdził tylko, że kierowca nie stracił niczego ze swych walorów, że genialnie, bodaj jak nikt, potrafi adoptować się do nowych warunków i wyzwań, ale sensu w porównywaniu czasów i wyników nie było. Były one ciekawe i emocjonujące dla kibiców, ale to Kubica i Renault wiedzą to, co najważniejsze, co było istotą środowych jazd. I tą wiedzą niekoniecznie się podzielą. Pewne jest jednak, że krakowianin potwierdził, iż nadal jest częścią F1 i jak mało kto do niej pasuje – a ona do niego. Potwierdził, że jego ograniczenia i niepełnosprawność nie stanowią żadnego problemu, że fizycznie jest przygotowany do rywalizacji rewelacyjnie. Gdyby było inaczej, to w potężnym upale, ekstremalnych warunkach, na jednym z najtrudniejszych torów nie pokonałby 142 okrążeń i nie wysiadł z bolidu w doskonałej formie i kondycji, gotowy do kolejnych przejazdów, choćby następnego dnia.

Sam Robert był w środę szczęśliwy. Widać było, jak wielką radość odczuwa, będąc w miejscu, do którego jest stworzony. Jak to jednak on, o wszystkim opowiadał ze spokojem i bez ekscytacji. – Bardzo wiele nauczyłem się na temat nowej generacji bolidów, zauważając mnóstwo różnic w porównaniu z autami, którymi wcześniej jeździłem. Samochód jest szerszy, większy, ale przede wszystkim więcej waży. 100 kilo różnicy to bardzo dużo, tą wagę czuć, gdy wchodzi się w zakręt i tył nagle ucieka. W pewnym momencie zrozumiałem, że to, co miałem zakodowane w mózgu, nie ma już odniesienia do stanu obecnego. Wsiałem do bolidu o 9.00, wysiadłem o 13.00. W tym czasie nie miałem chwili na analizę, odetchnięcie, poukładanie sobie nowej, nagromadzonej wiedzy. Niektórzy uważają, że w Formule 1 poszerza się swe umiejętności jazdą. Tymczasem równie ważna jest analiza. Gdy poszedłem na przerwę, mogłem nie tylko odetchnąć, ale przede wszystkim przemyśleć, co i jak powinienem poprawić. Gdy wróciłem do bolidu, od razu poczułem się w nim lepiej, bardziej naturalnie. I to był najważniejszy i dla mnie najlepszy moment całego dnia. Hungaroring to trudny tor, pod względem fizycznym jeden z najbardziej wymagających. Rację mają ci, którzy twierdzą, że jeśli ktoś poradzi sobie na nim, to poradzi sobie i gdzie indziej – przyznał Kubica.

O przyszłości, tej konkretnej, jednak nie mówił, podobnie jak Renault. – Na razie dziękuję zespołowi, a na określanie się i mówienie, jaki może być mój kolejny krok, jest jeszcze za wcześnie – powiedział krakowianin. Zespół był, tradycyjnie, pod wrażeniem współpracy z kierowcą, chwaląc go za liczbę przekazanych informacji. Alessandro Alunni Bravi, menedżer Roberta, stwierdził, że przynajmniej na razie nie planuje on żadnych innych kroków z Renault, choć „może się to zmienić”. – Na razie, od czwartku, Robert rozpoczyna swoją przyszłość – podkreślił.

Co zatem się wydarzy? W Formule 1 nastąpiła teraz przerwa, która z jednej strony wszystko wyciszy, ale będzie też doskonałą okazją do przeprowadzenia ewentualnych zmian. Według często pojawiających się spekulacji, Renault mocno zastanawia się nad przyszłością Jolyona Palmera. Brytyjczyk w tym sezonie zawodzi, jeździ słabo, pojawiły się nawet informacje, że Francuzi zastanawiają się nad formą rozwiązania z nim kontraktu. Inne rewelacje, powtarzane od kilku tygodni, mówiły, że Kubica może wrócić do ścigania już podczas Grand Prix Belgii, zastępując właśnie Palmera. Renault odniosło się do nich, przekonując o zaufaniu do Brytyjczyka, potem poinformowało, że Kubica, jeśli wróci, to na pewno nie w 2017 roku, ale w Formule 1 wszystko dzieje się bardzo szybko – i naprawdę nie można wykluczyć potężnych przetasowań, z jakże miłymi i oczekiwanymi przez nas akcentami. Na razie jednak wszyscy musimy uzbroić się w cierpliwość.

 

 

Piotr Skrobisz