• Środa, 18 października 2017

    imieniny: Łukasza, Juliana

Ukraińcy się nie asymilują

Czwartek, 13 lipca 2017 (22:45)

Z Ewą Siemaszko, historykiem, badaczem zbrodni wołyńskiej, rozmawia Adam Kruczek

Ukraińska emigracja zarobkowa szacowana jest już na blisko 2 mln ludzi. Okazuje się, że są politycy, dla których to za mało. Jarosław Gowin, wicepremier, minister nauki i szkolnictwa wyższego, apeluje o ściąganie do Polski coraz większej liczby Ukraińców. Postuluje nawet przyznawanie im polskiego obywatelstwa.

– To nieco dziwne, że pan minister, zamiast pomyśleć o stworzeniu systemu powodującego powroty Polaków, którzy wyjechali na emigrację za chlebem do Anglii, Irlandii, Niemiec i różnych innych krajów, postuluje sprowadzanie Ukraińców. Polacy, którzy opuścili w ostatnich latach Ojczyznę, to byli ludzie pracowici i operatywni, wyjechali, bo albo nie znajdowali zatrudnienia w Polsce, albo oferowano im warunki płacy niedające godnego życia, nawet poniżające. Kilka razy słyszałam wypowiedzi dr. Cezarego Mecha, byłego wiceministra finansów, który gdy tylko Prawo i Sprawiedliwość doszło do władzy i otworzono Ukraińcom możliwości pracy w Polsce, wskazywał, że w pierwszym rzędzie należy zadbać o to, żeby Polacy wracali do kraju. Dla pana ministra Gowina, w tle sugestii dr. Mecha, rysuje się poważne zadanie ściągnięcia Polaków-naukowców z zagranicznych uczelni. Byłoby to korzystne dla poziomu naszych placówek naukowych, edukacji, gospodarki i kultury.

Wicepremier Gowin twierdzi, że już dzieci i wnuki dzisiejszych emigrantów ukraińskich będą się czuły w pełni Polakami. Czy to uzasadniony optymizm?

– Bynajmniej, Ukraińcy wbrew temu, co się uważa, mają silną tożsamość narodową, co – uważam – jest godne uznania i szacunku. Wcale nie asymilują się szybko, nie zmieniają w kolejnych pokoleniach tożsamości narodowej na narodowość kraju, w którym się osiedlili. Przykładem jest społeczność ukraińska w Stanach Zjednoczonych czy w Kanadzie, dokąd przybyli Ukraińcy z powodów ekonomicznych i politycznych, a nawet kryminalnych – chodzi mi o odpowiedzialnych za mordy na Polakach Ukraińców z OUN, UPA i dywizji SS Galizien, którzy tam uciekli, by uniknąć kar. Ukraińskość jest tam bardzo mocno pielęgnowana, kult OUN-UPA podtrzymywany i rozwijany, Ukraińcy są bardzo dobrze zorganizowani i skonsolidowani aż do pozazdroszczenia, bo nasza emigracja – przeciwnie – jest skłócona i zdezintegrowana. W diasporze ukraińskiej postawy i zachowania są zupełnie inne.

Mamy też w Polsce bardzo wpływową mniejszość ukraińską.

– Ukraińcy autochotoniczni, głównie przesiedleńcy w ramach operacji „Wisła”, stanowią społeczność wybitnie wyróżniającą się aktywnością narodową i również gloryfikacją OUN-UPA do tego stopnia, że wiele razy odczuwaliśmy ze strony ukraińskiej mniejszości w Polsce próby ograniczania ujawniania zbrodni na Polakach. Tak zwani polscy Ukraińcy nie utracili swojej tożsamości, mocno ją demonstrują, do czego mają oczywiście prawo. Liczenie, że wzmocnimy żywioł polski emigrantami ukraińskimi, jest błędne.

Czy milionowa emigracja ukraińska w Polsce sprzężona ze zdecydowaną polityką historyczną państwa ukraińskiego nastawioną na gloryfikację OUN i UPA oraz jej przywódców może nam przysporzyć w przyszłości kolejnych problemów społecznych i politycznych?

– To jest jeszcze jeden bardzo poważny problem związany z napływem tej ludności. Przyjeżdżają do nas młodzi Ukraińcy, wychowani w kulcie OUN-UPA i na banderowskich mitach. Podczas niedzielnego Marszu Pamięci w Warszawie podszedł Ukrainiec i zorientowawszy się, komu poświęcony jest marsz, nazwał nas „debilami”. Słowne ostre utarczki pomiędzy Polakami i przyjezdnymi Ukraińcami na temat OUN-UPA, a zwłaszcza zbrodni wołyńskiej, są częstym zjawiskiem. Na nasze oskarżenia wobec OUN-UPA Ukraińcy reagują nieraz agresywnie. Należy brać pod uwagę, że będą próbowali narzucić nam fałszywy obraz działalności OUN-UPA. Zresztą różnymi sposobami takie próby były podejmowane przez lata i różnymi kanałami wywierano naciski, by zbrodnie banderowskie nie były ujawniane.

Może jednak przyjazną koegzystencję w przyszłości zapewni nam polsko-ukraińska bliskość kulturowa, która dla wicepremiera Gowina wydaje się oczywista.

– Jeśli chodzi o bliskość kulturową, to sądzę, że pan wicepremier jest niezorientowany, nie zauważył zjawisk i procesów, które tej tezie przeczą. Jak można mówić o bliskości kulturowej, jeżeli na Ukrainie mamy państwową gloryfikację zbrodniarzy z OUN-UPA, ludobójców. Czy o bliskości kulturowej świadczą niewyobrażalne okrucieństwa, którym poddawane były ofiary nacjonalistów ukraińskich, takie same jak podczas rzezi humańskiej w XVIII w. i podczas pogromów Polaków, głównie ziemiaństwa i inteligencji, dokonywanych przez chłopów ukraińskich podczas rewolucji bolszewickiej w latach 1917-1919? Czy o bliskości kulturowej ma świadczyć brak poszanowania dla zwłok ludzkich, zakopywanie jak zwierząt, niedopuszczanie do pogrzebów, po latach i przez lata utrudnianie poszukiwań zbiorowych i indywidualnych mogił, które nawet trudno nazwać mogiłami, niedopuszczanie do ekshumacji i upamiętnień? Toż to cywilizacja pogardy dla człowieka i wartości ukształtowanych przez wieki w tej części świata.

Problem upamiętnień pomordowanych i poległych Polaków ciągnie się od początku ukraińskiej niepodległości, a teraz jeszcze się pogłębił, bo Ukraina nie może zrozumieć, że nie chcemy u siebie pomników zbrodniczej UPA. A niszczenie śladów polskiej obecności na Ukrainie, które nie skończyło się po likwidacji UPA i rozpadzie Związku Sowieckiego – to też ma być przykład bliskości kultury? Okazuje się, że – jak napisano niedawno w jednym z dzienników – z powodu różnic kulturowych Czesi wolą zatrudniać Polaków niż Ukraińców.

Nie wierzy już Pani w polsko-ukraiński dialog na „trudne” tematy?

– Dialog, czyli wzajemne prezentowanie stanowisk przez dwie strony, polską i ukraińską, reprezentowane przez różne środowiska, grupy, osobistości, trwa wiele lat, bo co najmniej od początku lat 90. Różne postawy zajmowała strona polska w ciągu tych lat, bywało, że nawet ze szkodą dla prawdy historycznej. Niemniej jednak stopniowo po stronie polskiej ukształtowała się właściwa narracja historyczna, taką posługujemy się ostatnio. Bywało, że w pewnych fragmentach wspólnej historii polsko-ukraińskiej doszło do zbliżonego obrazu, ale po pewnym czasie okazywało się, że ukraińscy uczestnicy dialogu zmieniali zdanie.

Obecnie rozbieżność stanowisk dotyczących oceny działalności OUN-UPA jest tak ogromna, że nierealne jest mówienie wspólnym językiem. Nie jest też to możliwe w sytuacji państwowej gloryfikacji OUN-UPA na Ukrainie. Naukowcy, którzy podważyliby oficjalną wersję historii, mogliby być pociągnięci do odpowiedzialności, a nadto i tak nie miałoby to żadnego praktycznego znaczenia, ponieważ opinie jednostek, bez poparcia społecznego czy wpływowych grup, nie odgrywają żadnej roli. Proces banderyzacji w wyniku edukacji i propagandy oraz nacisku państwowego ma już tak wielu zwolenników, że zawrócenie z tej drogi będzie bardzo trudne, a może niemożliwe.

Dziękuję za rozmowę.

Drogi Czytelniku,

zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym

Adam Kruczek