• Sobota, 21 października 2017

    imieniny: Jakuba, Urszuli, Hilarego

Dekalog zobowiązuje

Sobota, 8 lipca 2017 (03:36)

Z o. dr. Tadeuszem Rydzykiem CSsR, dyrektorem Radia Maryja, rozmawia Krzysztof Losz

Proszę Ojca, dlaczego niedziela powinna być dniem wolnym od handlu?

– To wynika wprost z Dekalogu, który dał nam Pan Bóg. Trzecie przykazanie mówi nam jasno: „Pamiętaj, abyś dzień święty święcił”. Przykazanie to jest zrozumiałe dla wszystkich wierzących osób, ono nakazuje, abyśmy w niedzielę więcej czasu poświęcili Bogu, aby niedziela była świętem, a nie dniem powszednim. To oznacza, że w niedzielę powinniśmy się powstrzymywać od wszystkich niekoniecznych prac. A na pewno otwieranie sklepów, centrów handlowych i prowadzenie w nich sprzedaży nie należy do prac koniecznych i nie trzeba ich wykonywać tego dnia. W niedzielę muszą pracować szpitale, policja, straż pożarna, muszą jeździć autobusy, pociągi, tramwaje, pracuje radio, telewizja, jednak sklepy można i trzeba w dzień świąteczny zamykać. Chciałbym jednak podkreślić, że postulat wolnej niedzieli w handlu wynika nie tylko z powodów religijnych, ale również innych.

Jakich?

– Potrzeba niedzielnego odpoczynku wynika też z prawa naturalnego. Przecież nie tylko w świecie chrześcijańskim jeden dzień w tygodniu jest dniem świątecznym, gdy większość ludzi nie pracuje, gdy nieczynne są sklepy. Człowiek ma prawo do godnego wypoczynku po całym tygodniu ciężkiej pracy. I tym dniem wolnym od pracy u nas jest niedziela, co wynika z katolickiej i polskiej tradycji.

Nie można też pominąć tego, że niedziela jest także dniem dla rodziny, która powinna wtedy spędzić czas wspólnie, a przecież matki pracujące w niedzielę w sklepach, ich dzieci i mężowie są pozbawieni tej możliwości. Tymczasem niedziela to dla wielu polskich rodzin jedyny dzień, gdy mogą być razem, gdy mogą wspólnie pójść do kościoła na Mszę Świętą, zjeść obiad, spokojnie porozmawiać czy też pojechać na wspólną wycieczkę rowerową. Przecież rodzina powinna budować więź między ludźmi, bo ma to ogromny wpływ na człowieka, a jak ma być budowana ta więź, gdy dzieci i rodzice nawet niedzieli nie mogą spędzić wspólnie, gdy się ciągle mijają w drzwiach mieszkania?

W czasach komunistycznych system społeczny był antyrodzinny, chciano nas zatomizować, podzielić, czemu służyło choćby budowanie małych mieszkań, gdzie mieliśmy tylko się przespać, aby rano pójść do pracy. Teraz niestety obserwujemy podobny proces, gdyż propaguje się antyrodzinny model życia, gdzie nie ma czasu na wychowywanie dzieci, ich kształtowanie, gdzie rodzina ma się odwrócić od Boga, a życie rodziców i dzieci ma napędzać konsumpcjonizm. Żeby ten cel zrealizować, trzeba ludzi nakłaniać do tego, aby w niedzielę poszli do centrum handlowego, a nie do kościoła czy na rodzinny obiad do krewnych.

Nie mam żadnych wątpliwości, że władze państwowe, rząd, parlamentarzyści powinni robić wszystko, żeby te trendy odwrócić, aby przeciwdziałać tym bardzo złym procesom, szkodzącym polskim rodzinom, polskiemu społeczeństwu, a przez to i całej Ojczyźnie. Czyli władze powinny prowadzić taką politykę, która będzie sprzyjała rodzinom, a przez to będzie także służyła rozwojowi Polski.

Rząd przekonuje, że zmienił politykę państwa, że jest ona teraz właśnie nastawiona na pomaganie rodzinom, choćby z tego powodu, że tysiące rodzin udaje się wyciągnąć z biedy.

– Polityka prorodzinna państwa nie może się ograniczać tylko do spraw materialnych, choć one są oczywiście ważne. Polityka prorodzinna to nie tylko program „500+”, który rzeczywiście wyciąga rodziny, dzieci z biedy, często bardzo skrajnej. Nikt tego nie kwestionuje, ja też bardzo pozytywnie oceniam te działania rządu, gdyż widzę ich dobre owoce. Ale jeśli chcemy pomagać jeszcze lepiej rodzinom, to musimy im zapewnić nie tylko środki do życia, ale i prawo do wypoczynku, do bycia prawdziwą rodziną. Musimy zadbać o to, żeby dzieci i rodzice mogli razem spędzać czas, aby proces wychowawczy był prowadzony prawidłowo, aby rodzice mogli przekazywać dzieciom wartości religijne, patriotyczne. Kondycja polskich rodzin nie będzie bowiem oceniana tylko przez pryzmat ekonomiczny, ale jeszcze ważniejsze jest to, jak ona wypełnia swoje społeczne zadania. Jeśli rodzina będzie słaba, to nigdy nie wychowamy zdrowego moralnie młodego pokolenia.

Proszę Ojca, obrońcy niedzielnego handlu twierdzą, że zamykanie sklepów będzie skierowane przeciwko społeczeństwu, gdyż Polacy podobno chcą robić zakupy w niedzielę i nie chcą, aby ich tego prawa pozbawiać.

– Nieprawda, ludzie nie mają żadnej naturalnej potrzeby kupowania w niedzielę, natomiast wiele osób to robi, gdyż stworzono im taką możliwość. Sklepy w tym dniu starają się wręcz wszelkimi sposobami zachęcić ludzi, aby przyszli na zakupy, organizując np. promocje i wyprzedaże. Natomiast niedziela jest dniem świętym i w tym dniu człowiek ma odpoczywać. To jest prawda, którą my, ludzie wierzący, musimy nieustannie głosić. Nie powinniśmy się przejmować oskarżeniami, że domagając się ograniczenia handlu w niedziele, podnosimy postulat polityczny. Głoszenie prawdy nie jest polityką, choć różni ludzie, środowiska próbują nam to wmówić. Pamiętam, jak rozmawiałem z jednym z obcokrajowców na temat konferencji, jaką wspólnie organizowaliśmy. Zaproponowałem, aby jej tytuł brzmiał: „Prawda siłą pokoju”. Usłyszałem prośbę, żeby jednak tytuł konferencji zmienić, gdyż takie sformułowanie jest polityczne. Ale przecież prawda jest prawdą, nie jest żadną polityką. I każdy, kto głosi prawdę, broni jej, nie uprawia polityki, tylko służy społeczeństwu, ludziom.

Dlaczego więc politycy nie chcą uchwalić ustawy ograniczającej niedzielny handel, przecież nie ma w tej ustawie zapisu o całkowitym zakazie otwierania sklepów w niedziele i święta?

– Nie wiem, trzeba by o to zapytać polityków. Ja z politykami o tym rozmawiam i niedawno usłyszałem od jednego z nich, że może ograniczmy handel na początek w dwie niedziele w miesiącu, a potem będziemy to stopniowo rozszerzać. Z takim stawianiem sprawy się nie zgadzam. Parlament powinien przegłosować przepisy wprowadzające rozwiązania zaproponowane przez „Solidarność” od razu we wszystkie niedziele i święta, a nie tylko w wybrane. Półśrodki są nie do przyjęcia.

Potem rozmawiałem jeszcze z jednym z posłów, który sugerował, aby ustawę o niedzielnym handlu odłożyć, przyjąć później. Tak jednak nie można postępować, ponieważ jeśli to odłożymy, jeśli teraz tego prawa nie wprowadzimy, to już nie zostanie ono uchwalone, bo pojawią się kolejne niby-przeszkody, które będą blokować prace w Sejmie i Senacie. Tak się stanie w myśl zasady: potem znaczy nigdy. Ludzie domagają się wolnych niedziel, takie jest ich oczekiwanie wobec polityków i Polacy powinni o tym politykom mówić. W ten sposób możemy ich wspólnie nakłonić do przyjęcia tego bardzo potrzebnego prawa.

Jak Ojciec Dyrektor ocenia kampanię prowadzoną przez przeciwników wolnych niedziel?

– Ona jest fałszywa. Pamiętamy, jaki był rwetes, gdy w Sejmie został złożony obywatelski projekt ustawy ustanawiający 6 stycznia, czyli uroczystość Objawienia Pańskiego, zwaną świętem Trzech Króli, dniem wolnym od pracy. Byliśmy wtedy straszeni, że spowoduje to osłabienie wzrostu produktu krajowego brutto, że bardzo negatywnie wpłynie na gospodarkę, przeciwko tej ustawie był premier Donald Tusk, ale rządzący ustąpili wobec presji społeczeństwa.

I co? I nic złego z gospodarką się nie stało, żadna firma z tego powodu nie zbankrutowała i teraz nikt już nie wyobraża sobie, aby 6 stycznia znowu stał się normalnym dniem pracy. Podobna kampania była uruchomiona, gdy przyjmowano ustawę, która wprowadzała zakaz handlu w 12 dni świątecznych w roku. Ta ustawa rzekomo również miała spowodować wiele szkód w gospodarce, przyczynić się do wzrostu bezrobocia, bo część pracowników handlu miała zostać zwolniona z pracy. Było to jednak tylko bezpodstawne straszenie ludzi. Wszyscy już dawno przywykli do tego, że sklepy są zamknięte np. w oba dni Bożego Narodzenia i Wielkanocy czy też w Boże Ciało lub w dzień Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Nikt z tego powodu nie chodzi głodny czy nieubrany, a rodziny pracowników handlu mogą razem przeżywać świąteczne dni. Teraz też nic złego się nie stanie z gospodarką, nie ucierpi na tym żaden Polak, jeśli w każdą niedzielę sklepy będą pozamykane.

Padają też argumenty, że powinniśmy zrezygnować z forsowania projektu „Solidarności”, ucząc się od Węgrów. Oni też swego czasu przyjęli ustawę o wolnych niedzielach, ale szybko się z niej wycofali i sklepy zostały znowu otwarte.

– W tej kwestii nie powinniśmy się porównywać do Węgrów. My jesteśmy krajem katolickim, w którym społeczeństwo przywiązuje wagę do przykazań Bożych, podczas gdy tamtejsze społeczeństwo jest w znacznej części protestanckie. Uległo ono niestety procesowi laicyzacji, takiemu samemu, jaki widzimy na Zachodzie. Więc dla nich wolna niedziela nie ma takiego znaczenia jak w Polsce, gdzie żywe jest cały czas pragnienie przeżywania niedzieli po chrześcijańsku. A to oznacza, że w niedzielę się nie pracuje. Doskonale to widać na wsi, gdzie rolnik w niedzielę czy ważne święta kościelne przypadające w tygodniu nie wyjeżdża w pole, nie orze ziemi, nie zbiera zboża czy innych płodów rolnych, ogranicza się tylko do nakarmienia zwierząt gospodarskich. Niedziela jest bowiem dniem dla Boga i rodziny. Tym się właśnie różni od pozostałych dni w tygodniu. Nie możemy się zgodzić na dalszą desakralizację niedzieli, dlatego inicjatywa „Solidarności” jest tak ważna i parlament powinien ją poprzeć w głosowaniu. Zauważmy też, że ten projekt zawiera szereg wyjątków. Nie jest więc tak, że wszystkie placówki handlowe będą w każdą niedzielę zamknięte.

Kiedyś „Solidarność” domagała się wolnych sobót, a teraz walczy o wolne niedziele.

– I to jest bardzo smutne. W 1980 roku podczas strajków sierpniowych jednym z 21 postulatów robotników było wprowadzenie wolnych sobót. Był to dla nich oczywisty postulat, gdyż w ten sposób sprzeciwiali się komunistycznemu wyzyskowi, gdy władze wszelkimi sposobami starały się nakłonić robotników, np. górników, aby pracowali na okrągło, także w teoretycznie wolne niedziele. Oferowano ludziom wtedy dodatkowe wynagrodzenie, aby tylko zgodzili się przyjść w niedzielę do pracy. Nikt nie miał wątpliwości, że taka sytuacja jest patologiczna, że niedziela po prostu jest dniem wolnym i trzeba zabiegać dodatkowo o wolne soboty. Dzisiaj można powiedzieć, że pod tym względem sytuacja jest gorsza: walczyliśmy o wolne soboty, a teraz musimy walczyć o wolne niedziele. To smutne, że trzeba toczyć poważną debatę publiczną, trzeba organizować kampanie społeczne, żeby przypominać ludziom o tym, czym jest niedziela, jakie ma ona znaczenie dla każdego z ludzi.

Musimy więc apelować do rządzących, aby nie zwlekali z ustanowieniem ustawy ograniczającej niedzielny handel.

– Mam nadzieję, że te przepisy zostaną niedługo uchwalone. Chciałbym podkreślić, że doceniam to, co do tej pory udało się rządowi zrobić w kwestiach społeczno-gospodarczych, gdyż naprawdę dokonano od ostatnich wyborów bardzo dużo, aby pomóc polskim rodzinom. I podejmowane są kolejne takie działania, inicjatywy legislacyjne, co też trzeba zauważyć i chwalić rządzących za dobre inicjatywy. Jednak w tej sprawie nie mogę milczeć. Prawo i Sprawiedliwość wygrało wybory, otrzymało od społeczeństwa mandat do rządzenia, reformowania państwa, gdyż głosiło m.in. hasło „dobrej zmiany”. Ona się dokonuje, ale ta dobra zmiana musi też uwzględniać postulat wprowadzenia wolnych niedziel, gdyż dopiero wtedy będzie prawdziwą dobrą zmianą. Wierzę, że wkrótce się tego doczekamy, że ta bardzo potrzebna ustawa zostanie uchwalona. Oczekuje tego polskie, katolickie społeczeństwo.

Dziękuję za rozmowę.

Drogi Czytelniku,

zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym

Krzysztof Losz