• Piątek, 23 czerwca 2017

    imieniny: Wandy, Zenona, Prospera

Magiera: To najlepszy tytuł

Wtorek, 6 czerwca 2017 (11:14)

Nie było czasu, aby zastanawiać się nad stratą. Każdy mecz traktowaliśmy jak najważniejszy – przyznał po ostatnim pojedynku w sezonie Jacek Magiera, trener piłkarzy Legii Warszawa, mistrzów Polski.

Dziś aż trudno w to uwierzyć, ale gdy przejmował drużynę, Legia znajdowała się na 14. miejscu w tabeli, z ogromną stratą do pierwszego. Zatrudnienie jego poprzednika, Besnika Hasiego, okazało się totalnym niewypałem, bo zespół nie dość, że nie odnosił sukcesów na miarę możliwości i aspiracji, to jeszcze prezentował futbol praktycznie pozbawiony sensu i logiki. Okoliczności nie były zatem zbyt sprzyjające, ale Magiera się nimi nie przejął. Od razu zaprowadził swoje porządki i przekazał podopiecznym jasne instrukcje. Wśród nich znalazły się cele – proste. Były nimi zwycięstwa, w każdym meczu.

Nie zawsze udawało się je zrealizować, ale w niedzielę Legia dopięła swego. Nieco szczęśliwie – bo gdyby pojedynek Jagiellonii z Lechem ułożył się nieco inaczej, mogła spotkać ją przykra niespodzianka – obroniła tytuł zdobyty przed rokiem, dzięki czemu na Łazienkowskiej znów zapanowała euforia. Przed debiutem Magiery Legia miała w dorobku 2 zwycięstwa i po 4 remisy i porażki. Tytuł wywalczyła z dorobkiem 21 wygranych, 10 remisów i 6 przegranych.

– W tym sezonie debiutowałem na szczeblu centralnym, najpierw w Zagłębiu Sosnowiec w Pucharze Polski, później w I lidze. Potem przyjechałem do Warszawy, zaliczyłem debiut w Lidze Mistrzów, Lidze Europy i ekstraklasie. To był szalony, ale piękny czas. Wszystko, co wywalczyliśmy, nie było jednak tylko moją zasługą – ale zasługą całego sztabu. Ja byłem tylko tym, który dowodził i dawał zadania. Na początku przekonaliśmy zawodników do ciężkiej pracy, a ile ich wszystko kosztowało, wiemy tylko my. Odrobić taką stratę, jaką mieliśmy, było prawdziwym wyczynem – powiedział Magiera.

– Powiedzieliśmy sobie na pierwszej odprawie, że mamy zdobyć mistrzostwo. Potem ruszyliśmy w pogoń, prześcignęliśmy wszystkich i zostaliśmy mistrzami. Nad stratą się nie zastanawialiśmy, wyszliśmy tylko z założenia, że każdy kolejny mecz jest najważniejszy. Dokonaliśmy chyba niemożliwego, bo graliśmy z Realem, Borussią, Sportingiem czy Ajaksem, w międzyczasie występując i wygrywając w lidzie. Dzięki temu ten tytuł można traktować jako najważniejszy i najcenniejszy – dodał szkoleniowiec legionistów.

Teraz przed nim i piłkarzami kolejne wyzwania. Latem praca nad formą, praca nad wzmocnieniami składu i rozmowy z tymi, których wszyscy koniecznie chcą na Łazienkowskiej zatrzymać. A potem walka o Ligę Mistrzów. Legia na pewno będzie rozstawiona w drugiej i trzeciej rundzie kwalifikacji, dzięki czemu powinna spotkać się z teoretycznie łatwiejszymi rywalami, a nie jest wykluczone, że zostanie rozstawiona również w rundzie czwartej, decydującej.

 

 

 

Piotr Skrobisz